Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

PREMIER LEAGUE

[Tabela] [Terminarz] [Strzelcy] [Asysty] [Kartki] [Relacje]


Wayne Rooney 41'
Patrice Evra 47'
Danny Welbeck 57'
Nani 61'
Wayne Rooney 70'
Nikica Jelavić 34'
Sylvain Distin 45+
Phil Neville 59'
Marouane Fellaini 67'
Nikica Jelavić 83'
Steven Pienaar 86'
Godzina: 13:30
Data: 22.04.2012 r.
Stadion: Old Trafford

Man Utd: de Gea, Rafael, Evans, Ferdinand, Evra, Valencia (Herandnez 90'), Carrick, Scholes (Jones 87'), Nani, Rooney, Welbeck

Everton: Howard, Hibbert, Heitinga, Jagielka, Distin (Cahill 83'), Neville, Gibson, Fellaini, Pienaar, Osman (McFadden 64'), Jelavic

Wielkie emocje, osiem bramek i ogromny niedosyt - tak w skrócie można podsumować spotkanie Manchesteru United z Evertonem. Czerwone Diabły prowadziły już 4:2, ale nie zdołały pokonać podopiecznych Davida Moyesa i ostatecznie zremisowały z The Toffies 4:4.

Manchester United zwiększył w ten sposób przewagę nad The Citizens do sześciu punktów, ale wkrótce tę różnicę do trzech będą mogli zniwelować piłkarze Manchesteru City, którzy na Molineux zagrają z Wolverhampton.

Początek spotkania należał do Evertonu. W pierwszych 10 minutach szczęścia próbowali Nikica Jelavic i Leon Osman, ale ich uderzenia były albo za słabe, albo niecelne. Manchester United pierwszy raz zaatakował w 11. minucie meczu. Zaskoczyć Howarda próbował Nani, ale jego strzał znacznie minął bramkę byłego golkipera United. Minutę później Portugalczyk w ładnej akcji zwiódł Leona Osmana i uderzył mocno, ale wprost w ręce amerykańskiego bramkarza Evertonu.

W następnych minutach gola próbował zdobyć Scholes, ale jego uderzenie z dystansu było tyleż mocne, co niecelne. Chwilę później na strzał z około 20 metrów zdecydował się były piłkarz Manchesteru United Darren Gibson, ale pomylił się nieznacznie. W 27. minucie groźną akcję Evertonu przerwał Rio Ferdinand. Później z ostrego kąta szczęścia próbował Nani, ale strzał choć był bardzo silny to jednak wprost w środek bramki. Gdy wydawało się, że Manchester opanował sytuację boiskową, to gola zdobył Everton. W 34. minucie z prawej strony dośrodkował Tony Hibbert, w polu karnym wyżej od Rafaela wyskoczył Nikica Jelavic i strzałem głową z ostrego kąta przelobował Davida De Geę. Było zatem 1:0 dla podopiecznych Davida Moyesa.

Odpowiedź Czerwonych Diabłów mogła być błyskawiczna. Po zamieszaniu po rzucie rożnym na uderzenie zza pola karnego zdecydował się Paul Scholes. Piłka jeszcze odbiła się od dwóch piłkarzy i tylko świetnemu refleksowi Howarda goście zawdzięczali fakt, że futbolówka nie wpadła do siatki. Co nie udało się Scholesowi udało się chwilę później Rooneyowi. W 41. minucie Anglik po świetnej centrze Naniego dopełnił formalności umieszczając piłkę w siatce strzałem głową z pięciu metrów. Manchester na przerwę mógł schodzić nawet z prowadzeniem, ale w doliczonym czasie gry pierwszej połowy minimalnie pomylił się Danny Welbeck. Do szatni piłkarze schodzili zatem przy stanie 1:1. Ten wynik na pewno nie zadowalał podopiecznych sir Alexa Fergusona.

Co prawda podobno szkocki menedżer Czerwonych Diabłów nie stosuje już swojej słynnej ‘‘suszarki‘‘, ale w szatni musiało być gorąco, bo drugą połowę lepiej zaczęli gospodarze. Swoją przewagę udokumentowali w 59. minucie. Danny Welbeck przyjął piłkę w szesnastce i balansem ciała zwiódł Heitingę i uderzył w samo okienko. Bezradny w ten sytuacji był Howard. Kibice nie zdążyli ochłonąć po bramce na 2:1, a zrobiło się 3:1. Minutę później świetną kombinacyjną akcję Czerwonych Diabłów i finalnym podaniu Welbecka na bramkę zamienił podcinką Nani.

Manchester United zdawał się kontrolować boiskowe poczyniania. Choć gospodarze mieli dwa gole przewagi to wciąż groźnie atakowali. Szczęścia próbowali Danny Welbeck i Valencia, ale ich uderzenia nie mogły zaskoczyć Tima Howarda.

W 69. minucie stało się coś zaskakującego. Po raz drugi w tym spotkaniu świetnie zacentrował Tony Hibbert, a w polu karnym pięknym wolejem popisał się Marouane Fellaini. Było już 3:2. Everton złapał kontakt i szybko próbował wyrównać. Chwilę potem mocny strzał oddał Steven Pienaar, ale świetnie obronił ten strzał David De Gea.

W kolejnej akcji Wayne Rooney uderzył mocno, po ziemi i w środek bramki. Z tym strzałem nie miał najmniejszych problemów Howard. Minutę później Rooney był już jednak bezlitosny. Znowu podawał Danny Welbeck, a Wazza dopełnił formalności uderzając z pięciu metrów w długi róg. Było 4:2 i przez kolejne minuty gra toczyła się głównie w środku pola.

W 81. minucie strzał ‘‘szczupakiem‘‘ Naniego trafił tylko w słupek. Po chwili zamiast 5:2 zrobiło się 4:3. W polu karnym w pojedynku główkowym powalczył Fellaini, piłka spadła pod nogi Jelavica, który strzałem w długi róg pokonał De Geę. Było 4:3 a po dwóch minutach był już remis 4:4! Piękną akcję przeprowadzili Osman, Fellaini i Pienaar i reprezentant RPA strzałem po ziemi z około siedmiu metrów pokonał De Geę.

Końcówka zapowiadała się niezwykle emocjonująco. W 88. minucie Jelavic uderzył z dystansu, ale wysoka nad bramką. Wyraźnie spieszył się Manchester United, remis byłby traktowany jak utrata dwóch punktów, a nie zdobycie jednego. Gdy sędzia skazał na tablicy świetlnej 5 minut kibice Manchesteru podnieśli się z miejsc wierząc, że ich ulubieńcy mogą zdobyć decydującego gola.

W ostatniej minucie mógł tego dokonać Rio Ferdinand, który strzałem z 16 metrów próbował zaskoczyć Howarda. Niestety Amerykanin sparował piłkę na rzut rożny. Więcej goli już nie było i Manchester United ostatecznie zremisował z Evertonem 4:4.


Archiwum relacji


Sezon 2016/2017

Sezon 2015/2016

Sezon 2014/2015

Sezon 2013/2014

Sezon 2012/2013

Sezon 2011/2012

Sezon 2010/2011

Sezon 2009/2010

Sezon 2008/2009

Sezon 2007/2008

Sezon 2006/2007

Sezon 2005/2006

Sezon 2004/2005