Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

PREMIER LEAGUE

[Tabela] [Terminarz] [Strzelcy] [Asysty] [Kartki] [Relacje]


19' Robbie Blake
21' Martin Paterson
37' Robbie Blake
Wayne Rooney 85'
Godzina: 20:45
Data: 19.08.2009 r.
Stadion: Turf Moor

Burnley: Jensen - Alexander (Gudjonsson 73'), Carlisle, Mears, Bikey - Jordan, Elliot, McCann, Fletcher (Thompson 82') - Paterson (Eagles 73'), Blake

Man Utd: Foster - Evra, Brown (Neville 71'), O'Shea, Evans - Anderson (Valencia 59'), Giggs, Park, Carrick - Owen (Berbatow 63'), Rooney

W drugiej kolejce Premiership Manchester United wyjechał na Turf Moor, gdzie przyszło im podejmować beniaminka Burnley. Mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla gospodarzy. Karnego w pierwszej połowie nie wykorzystał Carrick.

Od początku meczu bardzo aktywni byli kibice, na których należy tutaj zwrócić uwagę. Atmosfera przez nich stworzona była niepowtarzalna. Miejscowi niezwykle głośnym dopingiem motywowali swoich zawodników, niejednokrotnie chórem ostrzegając ich także przed zawodnikami United czającymi się za ich plecami.

W pierwszych minutach Czerwone Diabły próbowały narzucić swoje tempo gry. Burnley nie pozostawało jednak bez głosu w tej konfrontacji i w piątej minucie zmusiło Fostera do nie najlepszej interwencji. Groźnie pod bramką Anglika było też w ósmej minucie, gdy Fletcher niepoprawnie wybijał piłkę tak, że ta trafiła wprost pod nogi Bleke’a. Na szczęście dla gości napastnik The Clarets nieczysto w nią trafił i nadal było 0:0.

Potężny doping spisał się znakomicie. Każde udane zagranie podopiecznych pana Owena Coyle’a było natychmiast nagradzane aplauzem. W dziewiętnastej minucie w sytuacji sam na sam z Fosterem znalazł się Paterson. Rezerwowy bramkarz Manchesteru United spisał się w tej sytuacji znakomicie, czekając do końca na zachowanie napastnika i broniąc jego pierwszy strzał. Niestety odbita piłka została rozegrana i po kilku bezskutecznych wrzutkach, w końcu trafiła z powietrza na nogę Blake’a. Ten z rozpędu bardzo potężnie huknął w krótki róg bramki United, dając Burnley prowadzaenie.

Podopieczni Fergusona wyglądali na trochę rozczarowanych bramką, ale nie poddawali się i przeprowadzali dalsze ataki. Obrona gospodarzy nie miała jednak słabszych momentów i każdy z ataków prędzej czy później zostawał przerwany.

Mistrzowie Anglii niespecjalnie kwapili się do rozpracowania defensywy rywala, aż do czterdziestej minuty. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy, chcąc strzelić bramkę do szatni, podkręcili tempo. Najpierw kilka razy w pole karne wpadła prostopadła piłka, którą jednak zdążali wybić obrońcy, a później rozpędzony Patrice Evra, którego musiał faulować Blake.

Tym sposobem na koniec publiczność zgromadzona na Turf Moor miała okazję pogwizdać na podchodzącego do ustawionej na jedenastym metrze piłki Michaela Carricka. Anglik głęboko odetchnął i wziął rozbieg. Gdy gwizdy osiągnęły apogeum, pomocnik strzelił w lewo, a bramkarz wyczuł jego intencję i wybronił strzał. Stadion, już po raz drugi, eksplodował radością.

Kiedy sędzia zakończył pierwszą część gry, schodzącym piłkarzom Burnley kibice bili brawo na stojąco. Trzeba przyznać, że jak na zespół, który przez ponad trzydzieści lat nie miał okazji zagrać w Premiership, The Clarets poradzili sobie z Mistrzem Anglii bardzo dobrze.

Po rozpoczęciu drugiej połowy mocno do pracy wziął się Manchester. Przyjezdni w szatni pewnie usłyszeli kilka gorzkich słów od sir Alexa Fergusona. Akcje budowane przez jego podopiecznych nie miały jednak wykończenia. Nie najlepiej wyglądała też gra skrzydłami, więc już w 59. minucie manager United postanowił zamienić Andersona na Valencię.

Już chwilę później oglądaliśmy kolejną zmianę, a zamiast Owena na boisku pojawił się Berbatov. Pierwszy strzał oddany przez Bułgara powędrował zaledwie kilkadziesiąt centymetrów nad „okienikem” bramki Jensena.

Po tych rotacjach w składzie gra Czerwonych Diabłów się ożywiła. Znakomitą okazję do strzelenia bramki miał zamykający akcję z lewego skrzydła Valecia. Piłka jednak za nisko się odbiła, aby strzelać głową, natomiast nogą uderzył nieprecyzyjnie i w rezultacie obok bramki.

Chwilę później zza pola karnego uderzył po ziemi Rooney, ale bramkarz z największym trudem zdołał sparować ten strzał do boku. Po kolejnych kilku minutach chyba najlepszą dotychczas okazję zmarnował Giggs. Wlijczyk zagrał z klepki z Rooney’em tak, że w końcu znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Niestety zabrakło trochę szybkości i Walijczyk tylko trafił bramkarza w głowę.

Fergie wszystkie zmiany wykorzystał jeszcze na dwadzieścia minut przed końcem. Szkot postanowił dać pograć Gary’emu Neville’owi, który wrócił do składu po kontuzji.

Na dwadzieścia minut przed końcem spotkania stroną zdecydowanie przeważającą był Manchester United. Mimo nieustających ataków nic nie mogło wpaść do bramki. Fatalne nieporozumienie miało miejsce w 78. minucie. Do jednej piłki biegli Rooney z Berbatovem, kiedy jednak się na zwajem zauważyli, oboje zwątpili, a futbolówka opuściła plac gry...

W grę gości wkradało się coraz więcej niedokładności i zrezygnowania. Ataki konstruowane przez graczy w czarnych strojach nie miały siły przebicia. W końcowych dziesięciu minutach nie było charakterystycznego dla Czerwonych Diabłów zrywu. Może to niezwykła publiczność? Może zły dzień? Nie wiadomo – Manchester United okazał się za słaby na rozpędzonego beniaminka i przegrał 1:0.


Archiwum relacji


Sezon 2017/2018

Sezon 2016/2017

Sezon 2015/2016

Sezon 2014/2015

Sezon 2013/2014

Sezon 2012/2013

Sezon 2011/2012

Sezon 2010/2011

Sezon 2009/2010

Sezon 2008/2009

Sezon 2007/2008

Sezon 2006/2007

Sezon 2005/2006

Sezon 2004/2005



PrzejdŸ do góry strony