Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

PREMIER LEAGUE

[Tabela] [Terminarz] [Strzelcy] [Asysty] [Kartki] [Relacje]


- Chris Brown 90'
Godzina: 20:45
Data: 14.04.2006 r.
Stadion: Old Trafford

Man Utd: Van der Sar - Neville, Ferdinand, Brown, Evra(Silvestre 67') - Ronaldo, O'Shea (Solskjaer 67'), Giggs, Park - Rooney, Van Nistelrooy

Sunderland: Davis - Hoyte, Collins, Breen (Caldwell 64'), McCartney - Lawrence, Leadbitter (Miller 74'), Whitehead, Delap (Murphy 58') - Stead, Brown

O godzinie 20:45 polskiego czasu na Old Trafford, Manchester United podejmował ligowego outsider'a z Sunderlandu. Mecz przeciwko Czerwonym Diabłom był ostatnią nadzieją dla Czarnych Kotów, którzy w przypadku zwycięstwa, jeszcze mieliby iluzoryczne szanse na utrzymanie w Premiership.

Przed meczem kibiców United zszokowała wieść o kontuzji napastnika, Louisa Saha. Początkowe diagnozy wykazały, że Francuz nie wystąpi już do końca sezonu. Na szczęście wszystko zapowiada się optymistycznie i były gracz Fulham ma być zdolny do gry już w następnym spotkaniu ligowym.

Tymczasem w zespole naszych dzisiejszych rywali, wszyscy nawzajem mobilizowali się i otwarcie przyznawali, że szansa gry na legendarnym Old Trafford, może już się im nie przydarzyć.

Manchester United na drugim miejscu w lidze z 75 punktami, Chelsea liderem z 82 "oczkami", a Sunderland zamyka ligową tabele z tylko 11 punktami. Sir Alex Ferguson wciąż wierzył w zdobycie mistrzostwa kraju. Do spotkania z Czarnymi Kotami, United zanotowali 9 kolejnych zwycięstw w lidze. Przed spotkaniem podopieczni szkockiego szkoleniowca podkreślali, że nie zlekceważą rywala. Szczególnie podkreślał to Edwin Van der Sar, który mówił, że Czerwone Diabły nie mogą pozwolić zawodnikom Kevina Balla na wiele i od początku wywrzeć na nich presję.

Dzień przed meczem do klubu z Manchesteru dotarła kolejna dobra informacja. Ole Gunnar Solskjaer uporał już się z urazem i zasiadł na ławce rezerwowych.

W pierwszym spotkaniu tych drużyn w tych rozgrywkach, United wygrali na Stadium of Light 3 - 1. Bramki dla zwycięzców zdobywali wówczas: Rooney, Ruud Van Nistelrooy i Giuseppe Rossi. Był to pierwszy gol w oficjalnym spotkaniu młodego Włocha. Przed meczem mówiło się, że były gracz Romy może dostanie dzisiaj szansy. Okazało się jednak, że Rossi nie zasiadł nawet na ławce rezerwowych.

Spotkanie na Old Trafford poprowadzić miał doświadczony arbiter, Rob Styles.

Od pierwszej minuty Sunderland murował swoją bramkę. Manchester miał olbrzymią przewagę, która na początku nie mogła przełożyć się na bramki. Podopieczni Sir Alexa Fergusona dominowali w statystykach. Szczególnie dużo było rzutów rożnych. Mecz od początku miał bardzo szybkie tempo. Pierwszy kwadrans dla Red Devils, ale niestety gracze z OT nie stworzyli sobie żadnej klarownej okazji do zdobycia gola.

W 19 minucie strzał w kierunku bramki Van der Sara oddaje Lawrence. Holender pewnie interweniuje i uspokaja sytuację. Były gracz Fulham i Juventusu bardzo szybko wznowił grę i chwile później mieliśmy rzut rożny po drugiej stronie boiska. Złe dośrodkowanie Giggsa i piłka wychodzi w aut.

25 minuta spotkania i dobra szansa dla Manchesteru United. Strzela Ronaldo! Niestety piłka przelatuje nad poprzeczką bramki Davisa. Pachniało bramką… Wydawało się kwestią czasu, kiedy wicelider angielskiej Premiership obejmie prowadzenie.

Kolejne akcje nie przynosiły jednak zmiany rezultatu. 3 minuty po akcji Ronaldo okazje ma Park. Było bardzo groźnie, ale piłka mija bramkę.

W 35 minucie dobra akcja Wayne'a Rooneya. Szybki Anglik sprytnie do Ruuda Van Nistelrooya, ale popularny Van The Man nie zdołał upanować futbolówki.

Kolejna seria rzutów rożnych. United mieli swego czasu już ich 14. Wciąż nie padały bramki. Wprost niesamowite było to, że mimo tylu szans i okazji, mimo takiej przewagi, na Old Trafford wciąż mieliśmy remis! Wszyscy zadawali sobie pytanie: "Co się stało z Diabłami?".

W 43 minucie niepodziewanie do głosu doszły Czarne Koty. 100-procentowa szansa Jonathana Steada, ale napastnik Sunderlandu nie trafia do bramki z 6 metrów! Mogło dojść do kompletnej sensacji. Cały czas ataki United, jedna akcja gości i Stead fatalnie marnuje okazji. W tym momencie Czerwone Diabły powinny przegrywać 0 - 1.

Minutę później można było użyć przysłowia "Niewykorzystane okazje lubią się mścić". Znakomita szansa Van Nistelrooya, niestety Holender też ma czasami gorsze chwile i Sunderland wychodzi z opresji.

W doliczonym czasie gry, piękne uderzenie Rooneya i kapitalna parada Daviesa. Jeszcze jeden rzut różny, który nie przyniósł żadnego rozstrzygnięcia.

Niedługo później pan Rob Styles zakończył pierwszą połowę spotkania. Szybkiego spotkania, pełnego strzałów Manchesteru i praktycznie tylko jednego bardzo niebezpiecznego ze strony beniaminka.

Po pierwszych 45 minutach gry, trzeba było pochwalić chłopców Fergusona. Od pierwszej do ostatniej minuty dominowali. Pozostał jednak olbrzymi niedostyt, bo gospodarze powinni schodzić do szatni prowadząc. Warto dodać, że do przerwy, United mieli aż 17 rzutów rożnych.

Obie drużyny wyszły na drugą połowę bez zmian. Znów zaczęło się od zdecydowanych ataków Diabłów. Kibice bardzo dopingowali zespół gospodarzy i z nadzieją patrzyli na następne minuty. Niestety mimo kolejnych okazji znów zawodziła skuteczność. Był to prawdziwy horror dla United.

Bardzo dobry mecz, choć jakże nerwowy dla kibiców Czerwonych Diabłów. 7 minut po wznowieniu gry w drugiej połowie strzał Ronaldo broni Davies. Za to w obronie naszego zespołu, znakomicie spisywał się Rio Ferdinand.

Manchester robił wszystko, ale nie mógł wyjść na prowadzenie. Dawno nikt nie widział takiej niemocy strzeleckiej wicelidera Premiership. 9 wygranych z rzędu, a w meczu z ostatnią drużyną w lidze, worek okazji i żadna niewykorzystana.

60 minuta i strzał Rooneya... Wciąż remis. Chwilę później Van Nistelrooy, ale jego uderzenie nie przynosi skutku. Minutę później Ronaldo i również nieskutecznie.

Dramatyczne spotkanie w Teatrze Marzeń, smutek kibiców, niemoc piłkarzy, olbrzymie szczęście Sunderlandu - tak najprościej można było opisać ten mecz do 65 minuty. Załamani kibice wygwizdali w pewnym momencie swoich idoli.

66 minuta i zmiana w drużynie Czerwonych Diabłów. Czy coś przyniesie? Na boisko wbiega Ole Gunnar Solskjaer, już zdrowy, już po kontuzji. Skandynawski napastnik zastępuje Johna O'Shea.

Coraz bardziej dramatycznie. United zaczynają grać nerwowo i stwarzają coraz mniej okazji strzeleckich. 73 minuta meczu, może wreszcie się uda... Próbuje Van The Man, ale Davies ratuje Sunderland! Minutę później Tommy Miller zastępuje Leadbittera w ekipie Czarnych Kotów.

Kwadrans przed końcem i kolejny już rzut rożny... Nic z tego. 0 - 0 wciąż na tablicy wyników. Fenomenalny występ bramkarza beniaminka. Mecz powoli dobiega końca. Czy to już koniec tej wspaniałej serii? Czy United nie zdołają przełamać niemocy?

Mijały kolejne nudne minuty gry na Old Trafford. Nieźle prezentował się Park Ji Sung, ale Koreańczyk też nie wiele mógł zdziałać. Sunderland już bardzo bliski dowiezienia korzystnego wyniku.

Od 80 minuty na murawie już praktycznie nic się nie działo. Obie drużyny jakby zatrzymały się w miejscu. Gospodarze opadli z sił, Czarne Koty już spokojne o wynik. Dawno w Premiership nie było takiego meczu, aby jedna drużyna miała tak olbrzymią przewagę nad drugą i nie potrafiła udokomentować tego w bramkach.

86 minuta, strzał Wayne'a Rooneya zostaje zablokowany.

Rob Styles doliczył do spotkania aż 4 minuty, a później nie miał już nic innego do zrobienia niż zakończyć spotkanie. Niedosyt, rozczarowanie, załamanie... Te słowa nasuwają się po takim spotkaniu. Remis z ostatnią drużyną ligi na dobre oznacza pożegnanie się z walką o tytuł mistrza Premiership. Chelsea jest w znakomitej sytuacji. Jutro "The Blues" zmierzą się z Boltonem. Szkoda, że w taki sposób kończy się cudowna seria Czerwonych Diabłów. Dziewięć meczów wygranych z rzędu i tak było wielkim sukcesem. Mistrzowskie aspiracje będziemy musieli odłożyć na sezon 2006/07. Wielka szkoda, ale wszystko się kiedyś kończy. Oby w przyszłym roku zakończyła się dominacja klubu Abramowicza. C'mon United!


Archiwum relacji


Sezon 2017/2018

Sezon 2016/2017

Sezon 2015/2016

Sezon 2014/2015

Sezon 2013/2014

Sezon 2012/2013

Sezon 2011/2012

Sezon 2010/2011

Sezon 2009/2010

Sezon 2008/2009

Sezon 2007/2008

Sezon 2006/2007

Sezon 2005/2006

Sezon 2004/2005



PrzejdŸ do góry strony