Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

PREMIER LEAGUE

[Tabela] [Terminarz] [Strzelcy] [Asysty] [Kartki] [Relacje]


40' Steven Pienaar
51' John Heitinga
Tim Cahill
90' Mikel Arteta
Darren Fletcher 43'
Ryan Giggs 44'
Nemanja Vidić 47'
Dymitar Berbatow 66'
Godzina: 13:45
Data: 11.09.2010 r.
Stadion: Goodison Park

Everton: Howard – Baines, Distin, Jagielka, Hibbert (Coleman 69’) – Pienaar, Arteta, Heitinga (Yakubu 69’), Osman – Fellaini, Cahill

Man Utd: Van der Sar – Evra (Park 81’), Evans, Vidić, Neville – Giggs, Fletcher, O’Shea, Scholes, Nani – Berbatow

Manchester United zremisował z Evertonem 3:3 (1:1) w meczu otwierającym 4. kolejkę Premier League. „Czerwone Diabły” prowadziły z „The Toffees” 3:1 na dwie minuty przed końcowym gwizdkiem, ale dały sobie frajersko wyrwać zwycięstwo.

Przed meczem na Goodison Park wszyscy koncentrowali się na osobie Wayne’a Rooneya. Kibice „The Toffees” przygotowywali obraźliwe przyśpiewki na swojego byłego piłkarza, a dziennikarze zastanawiali się czy Rooney – bohater skandalu obyczajowego – poradzi sobie presją. Sir Alex Ferguson zdecydował się jednak nie testować odporności psychicznej swojego zawodnika i zostawił go w Manchesterze, aby ten uporządkował swoje sprawy rodzinne.

Absencją Rooneya głowy nie zamierzali sobie zawracać piłkarze Evertonu. Zespół Davida Moyesa do starcia z wicemistrzami Anglii przystąpił z nożem na gardle. Zaledwie jeden punkt wywalczony w trzech ligowych kolejkach dawał im miejsce w strefie spadkowej Premier League.

Nic zatem dziwnego, że Everton był bardzo zmotywowany. W pierwszych minutach gospodarze totalnie zdominowali przyjezdnych. Momentami „The Toffees” utrzymywali się przy piłce przez 71% czasu gry!

Sporo krwi Van der Sarowi już w 6. minucie napsuł Mikel Arteta. Hiszpan niezwykle precyzyjnie przymierzył z rzutu wolnego, lecz piłka tylko otarła się o poprzeczkę i wyszła poza boisko.

Manchester United groźnie zaatakował po kwadransie, kiedy potężnym strzałem zza pola karnego popisał się John O’Shea. Strzału w wykonaniu nominalnego obrońcy „Czerwonych Diabłów” nie powstydziłby się żaden zawodnik. Irlandczyk trafił jednak w słupek.

W kolejnych minutach Everton często atakował na bramkę Van der Sara, ale zdecydowanie więcej pracy miał Tim Howard. Amerykanin między słupkami wyczyniał prawdziwe cuda. Najpierw tylko we wiadomy sobie sposób wybił nogą lecącą do bramki piłkę po strzale Paula Scholesa. Po chwili Howard nie dał się pokonać Ryanowi Giggsowi z kilku metrów.

Heroiczna postawa Amerykanina dodała gospodarzom pewności siebie. W 39. minucie Everton przeprowadził błyskawiczną kontrę. W sytuacji sam na sam z Van der Sarem znalazł się Arteta, lecz trafił prosto w Holendra. Piłka spadła jednak pod nogi niepilnowanego Stevena Pieniaara, który wpakował ją do siatki z kilku metrów.

„The Toffees” z prowadzenia nie cieszyli się długo, bo w 43. minucie stan rywalizacji wyrównał Darren Fletcher. Szkot znakomicie wybiegł zza pleców obrońców do dośrodkowania Naniego i z najbliższej odległości pokonał Howarda.

Jeszcze przed przerwą Manchester United mógł objąć prowadzenie. Na szesnasty metr piłkę zagrał Ryan Giggs, z woleja uderzył ją Dymitar Berbatow, lecz minimalnie przestrzelił.

Po zmianie stron „Czerwone Diabły” szybko zabrały się do pracy. W 47. minucie kolejne dobre dośrodkowanie na piąty metr posłał Nani, tam najwyżej wyskoczył Nemanja Vidić i strzałem głową dał gościom prowadzenie.

Strata drugiej bramki wyraźnie podrażniła Everton, który zaczął rzucać coraz większe siły pod pole karne Manchesteru United. Niewiele brakowało, aby gospodarze zostali za to skarceni w 63. minucie. Po szybkiej kontrze Berbatow wyłożył piłkę Naniemu, ale jego strzał dobrze obronił Howard.

Amerykański bramkarz bezradny był jednak trzy minuty później. Scholes kilkudziesięciometrowym podaniem idealnie wypatrzył Berbatowa na prawym skrzydle. Bułgar efektownie minął obrońcę Evertonu, a następnie strzałem w długi róg podwyższył na 3:1.

Zdobycie trzeciej bramki wybiło z rytmu „The Toffees”. Gospodarze nie zrezygnowali oczywiście z walki, ale ich ataki nie były już tak zaciekłe jak w pierwszej połowie. Nieco ożywienia do gry liverpoolczyków wprowadził Yakubu Aiyegbeni. Po jego przytomnym podaniu w 77. minucie znakomitą okazję zmarnował Leon Osman.

W końcówce nastąpiło już totalne rozluźnienie w szeregach Manchesteru United. Z dogodnych pozycji w bramkę Tima Howarda nie potrafili trafić Berbatow i Nani. Nonszalancka postawa zemściła się na „Czerwonych Diabłach” w doliczonym czasie gry.

Najpierw Edwina van der Sara pokonał Tim Cahill, a chwilę później drogę do bramki Holendra znalazł Mikel Arteta. Coś niebywałego! Everton zremisował praktycznie przegrany mecz...


Archiwum relacji


Sezon 2017/2018

Sezon 2016/2017

Sezon 2015/2016

Sezon 2014/2015

Sezon 2013/2014

Sezon 2012/2013

Sezon 2011/2012

Sezon 2010/2011

Sezon 2009/2010

Sezon 2008/2009

Sezon 2007/2008

Sezon 2006/2007

Sezon 2005/2006

Sezon 2004/2005



PrzejdŸ do góry strony