Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

PREMIER LEAGUE

[Tabela] [Terminarz] [Strzelcy] [Asysty] [Kartki] [Relacje]


17 ' Nani
27' Wayne Rooney
56' Nani
63' Wayne Rooney
90' Rio Ferdinand
Steven Fletcher 47'
Godzina: 16:00
Data: 10.12.2011 r.
Stadion: Old Trafford

Manchester United: De Gea - Evra (Fryers 67), Ferdinand, Evans, Smalling - Jones, Carrick, Nani (Young 77), Valencia - Rooney, Welbeck (Macheda 74)

Wolverhampton Wanderers: Hennessey - Ward, Johnson, Berra, Zubar - Edwards (Milijas 31), Henry, Jarvis, O'Hara (Hunt 70) - Fletcher (Ebanks-Blake 76), Doyle

Manchester United po bardzo dobrej grze na Old Trafford pokonał 4:1 zespół Wolverhampton. Bliski strzelenia hat-tricka był Rooney, dwie bramki dołożył Nani.

Przed meczem z Wilkami kilku piłkarzy United zapowiadało powrót do formy właśnie w tym meczu. Porażka w Bazylei pokazała chyba wszystkim, nawet chwalącemu swój przeciętnie grający skład Fergusonowi, że Czerwone Diabły mają problem.

Początek meczu pokazał, że było trochę racji w tym, co zapowiadali podopieczni Fergusona. W grze gospodarzy widać było zaangażowanie. Środek boiska walczył o piłkę zaraz po tym, jak gracze Wolves ją przejmowali. Rzadko było też widać pomocników wycofujących piłkę do obrońców – krótko mówiąc, United grali ciekawiej niż w ostatnich kilku spotkaniach.

Przez piętnaście minut Czerwone Diabły częściej posiadały piłkę, potrafiły również dość swobodnie rozgrywać ją pod bramką gości. Tylko momentami zdarzało się, że np. Valencia czy Smalling stojąc przy linii pola karnego nie bardzo wiedzieli komu podać futbolówkę, co hamowało akcję.

Ogólna przewaga podopiecznych Fergusona potwierdziła się w 17. minucie, gdy Nani dał swojej drużynie prowadzenie. Portugalczyk, którego od początku często było widać przy piłce, zszedł z lewego skrzydła do środka. Przed polem karnym kilka razy zamarkował uderzenie, aż w końcu naprawdę strzelił w krótki narożnik bramki Hennessey’a, zmuszając go do kapitulacji.

Dużo mówiło się przed tym meczem o serii ligowych zwycięstw Manchesteru United różnicą jednej bramki. W tym jednak meczu, Mistrzowie Anglii nie wyglądali na zadowolonych z jednobramkowego prowadzenia. Kolejne akcje przesuwały się pod bramkę Wolverhampton na pełnej prędkości przy aplauzie płynącym z trybun.

Świetną sytuację do podwyższenia miał Phil Jones kilka minut po golu Naniego. Tym razem Portugalczyk po szybkim kontrataku zwiódł obrońcę w polu karnym i mógł asystować młodszemu koledze. Niestety Anglik o krok za późno pojawił się na siódmym metrze, gdzie grana była piłka. Była to chyba jedna z lepszych akcji Manchesteru United w ostatnich tygodniach, piłka krążyła między zawodnikami naprawdę szybko.

Publiczność na Old Trafford nie musiała długo czekać na kolejne trafienie swoich ulubieńców. Tym razem Wayne Rooney znalazł się z futbolówką przed polem karnym. Ładnie przyjął, robiąc sobie jednocześnie miejsce do strzału i zaskoczył bramkarza Wilków.

Po drugim trafieniu gospodarze trochę spuścili z tonu. Akcje nie przesuwały się tak szybko do przodu, a Wolves mieli kilka okazji na zaskoczenie de Gei. Hiszpański bramkarz był dziś bardziej skupiony niż kilka dni temu w Szwajcarii i pewnie wyłapywał długie wrzutki zawodników gości.

Po trzydziestu minutach gry Czerwone Diabły zaczęły powoli oddawać inicjatywę przyjezdnym. Sami ograniczali się raczej do obrony, co przy braku Vidica w składzie może wydawać się nie najlepszym posunięciem. Trzeba jednak przyznać, że defensywa United spisywała się znakomicie. Na prawej stronie Smalling nie dawał pograć Milijasowi, w środku zaś Ferdinand wybijał głową chyba wszystko, co nie leciało w ręce Davida de Gei.

Po pierwszej połowie na koncie Czerwonych Diabłów były dwie bramki oraz mnóstwo przeprowadzonych akcji, po których ręce kibiców same składały się do braw.

Przerwa wyszła na dobre ekipie gości. Co prawda gracze w czerwonych koszulkach (Wolves grali w pomarańczowych) pierwsi przeprowadzili dwie akcje, jednak również jako pierwsi po przerwie stracili bramkę. Smalling nie zdołał zablokować dośrodkowania, a Fletcher okazał się lepszy w powietrzu od Ferdinanda i pokonał niezdecydowanego de Geę.

Już kilka minut później bliski odpowiedzi był Welbeck. Anglik doszedł do głębokiego dośrodkowania i już miał dobijać piłkę do bramki z kilku metrów, gdy obrońca w ostatniej chwili trącił futbolówkę, wytrącając Danny’ego z rytmu.

Co nie udało się Welbeckowi, udało się chwilę później Naniemu. Valencia mocno dośrodkowywał piłkę z prawej strony. Nie zdołał wybić jej obrońca, za to Portugalski skrzydłowy, nie pilnowany w polu karnym zaledwie dołożył do niej nogę, wbijając ją do siatki.

Kilka kolejnych ataków Czerwonych Diabłów wyglądało efektowanie, jednak nie przyniosło zamierzonych rezultatów. Wolverhampton natomiast nie potrafił wyjść z piłką z własnej połowy.

Siedem minut po trafieniu Naniego Rooney podwyższył na 4:1. Trzeba tu zaznaczyć, że trafienie Anglika było bardzo efektowne. Ładnie się złożył i uderzył z woleja w krótki róg bramki.

Na 23 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry sir Alex Ferguson zdecydował się nie ryzykować zdrowia Patrice’a Evry i dał pograć młodemu Fryersowi. Na zmianę zdecydował się również Mick McCarthy, który zdjął z boiska O’Harę i wprowadził Hunta.

Chwilę później Fergie ponownie dokonał zmiany, za Welbecka na boisko wszedł Macheda. Włoch już chwilę po wejściu na plac gry miał okazję pokonać bramkarza, jednak Hennessey świetnie powstrzymał napastnika. Natomiast ostatnią zmianą Szkota było wprowadzenie Ashley Younga za Naniego. Zejściu Portugalczyka towarzyszyły oczywiście gromkie brawa, był to najlepszy zawodnik Diabłów w tym meczu.

Niecałe 10 minut przed końcem meczu mogło być 5:1. Świetną akcję rozpoczął Young, wypuszczając na wolne pole Jonesa. Anglik niesamowicie szybko podążył z piłką pod pole karne, stamtąd dośrodkował do Machedy, ale Włoch w ostatniej chwili został zablokowany. Po tej akcji Rooney miał pretensje do młodszego rodaka, że nie zagrał mu piłki. Miał trochę akcji, gdyż zamykał akcję i był niepilnowany w przeciwieństwie do Machedy.

Pod koniec Wolves mogło zdobyć drugą bramkę, gdy Ferdinand tuż przed polem karnym faulował Doyle’a. Wykonanie stałego fragmentu gry, choć sprytne, nie zakończyło się bramką. Milijas, któremu wystawiono piłkę na jedenasty metr uderzył za wysoko.


Archiwum relacji


Sezon 2016/2017

Sezon 2015/2016

Sezon 2014/2015

Sezon 2013/2014

Sezon 2012/2013

Sezon 2011/2012

Sezon 2010/2011

Sezon 2009/2010

Sezon 2008/2009

Sezon 2007/2008

Sezon 2006/2007

Sezon 2005/2006

Sezon 2004/2005