Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

PREMIER LEAGUE

[Tabela] [Terminarz] [Strzelcy] [Asysty] [Kartki] [Relacje]


Chris Baird 62' Danny Welbeck 5'
Nani 28'
Ryan Giggs 43'
Wayne Rooney 88'
Dymitar Berbatow 90'
Godzina: 21:00
Data: 21.12.2011 r.
Stadion: Craven Cottage

Fulham: Stockdale, Riise, Hangeland, Baird (Kelly 74'), Senderos, Murphy, Etuhu, Dempsey (Zamora 85'), Johnson, Ruiz, Dembele

Manchester United: Lindegaard, Evra, Jones (Young 20' (Park 59'), Evans, Smalling, Giggs, Carrick, Nani, Valencia, Rooney, Welbeck (Berbatow 76')

Pierwszą połowę Czerwone Diabły rozpoczęły dość pechowo, bowiem już po chwili pomocy medycznej potrzebował Phil Jones. Rozgrzewkę zaczął już nawet Rafael, jednak Anglik pozbierał się jak na mężczyznę przystało i mógł kontynuować spotkanie.

Żadnych problemów ani ze zdrowiem, ani z celnością nie mieli jednak napastnicy. Udowodnił to Danny Welbeck w siódmej minucie, strzelając pierwszą bramkę. Asystę przy tym trafieniu zaliczył Nani.

Z czasem Manchester United nie zwalniał tempa. Historia spotkań na Craven Cottage nie zapowiadała tak łatwego spotkania dla podopiecznych Fergusona. Ostatni mecz na tym stadionie United zremisowali, a przedostatni przegrali aż 3:0.

Tym razem było inaczej, goście kontrolowali spotkanie w imponujący sposób. Nie przeważała gra na własnej połowie, jak to często bywało w tym sezonie. Diabły odważnie atakowały, wymieniając szybkie podania w środku pola, co wyglądało bardzo efektownie.

Taka gra przynosiła mistrzom Anglii wiele sytuacji podbramkowych. Dogodne okazje mieli Giggs, Welbeck i Nani.

Niestety w 20. minucie z boiskiem pożegnać musiał się jednak Jones. Uraz z początku spotkania okazał się zbyt dokuczający. Zastąpił go Ashley Young.

Próbujący coś ustrzelić Nani w końcu dopiął swego, w 28. minucie podwyższając na 2:0. Portugalczyk wykorzystał dobre dośrodkowanie Giggsa i głową umieścił piłkę w siatce.

Chwilę później Danny Welbeck był wyraźnie przewracany w polu karnym, jednak arbiter nie zdecydował się użyć gwizdka. Powtórki pokazały, że Czerwonym Diabłom należała się jedenastka.

Prowadząc 2:0 przyjezdni nadal tworzyli akcje podbramkowe, jednak nieco rzadziej, za to bardziej koncentrowali się na różnych wariantach rozgrywania piłki w środku pola. Trzeba przyznać, że było to imponujące widowisko, współpraca Carricka, Giggsa i Rooneya napawała optymizmem.

Tuż przed przerwą świetnie grający w Londynie Ryan Giggs wpisał się na listę strzelców. Walijczyk niepilnowany wbiegł w pole karne, a Nani mający piłkę na prawej stronie tylko mu ją wysunął. Do Giggsa zdążył jeszcze dobiec obrońca, ale doświadczony pomocnik odbił ją od nogi defensora i tym sposobem przelobował bramkarza.

Po zmianie stron lepiej zaczęła grać ekipa Martina Jola. Od początku to oni stwarzali sytuacje podbramkowe sprawiając, że Anders Lindegard miał okazję do pokazania się.

W walce o piłkę z rywalem zderzył się Ashley Young, przez co jakiś czas później musiał opuścić boiska. Jego miejsce zajął Park. Przed zmianą mogło być 3:1, gdyby John Arne Riise trochę lepiej przymierzył z rzutu wolnego. Murphy wysunął Norwegowi piłkę, a były gracz Liverpoolu potężnie huknął, myląc się bardzo niewiele. Metr w prawo i Lindegaard nie miał by chyba nic do powiedzenia.

W 65. minucie spotkania mogło być już 4:0. Ładnym dośrodkowaniem popisał się Nani, a w polu karnym na piłkę nabiegał Welbeck. Anglik zachował się bardzo dobrze, ale nie gorzej z bramki wyszedł Stockdale, dzięki czemu Danny zamiast w bramkę, trafił w bramkarza.

Im bliżej było końca meczu, tym więcej pracy miał bramkarz Manchesteru United. Do Duńczyka nie można było mieć pretensji, bowiem bronił bardzo dobrze.

Piętnaście minut przed końcem spotkania szansę gry dostał Berbatow, który zmienił na boisku Welbecka. Bułgar tuż po wejściu mógł zapewnić bramkę Rooneyowi, przepuszczając wrzutkę Giggsa. Anglik nie zdołał ostatecznie uderzyć z bliska futbolówki, gdyż ta za wysoko się odbiła.

Chwilę później nieziemskim refleksem popisał się chwalony wcześniej Lindegaard. Bramkarz numer dwa na Old Trafford zdołał złożyć się do mocno bitej po ziemi piłki. Nie dość, że zdążył z interwencją, to jeszcze złapał piłkę uniemożliwiając dobitkę napastnikom gospodarzy.

Gdy wydawało się, że wynik spotkania nie ulegnie zmianie, bramkę zdobył Wayne Rooney. Było to swoiste uświetnienie meczu numer 300 w Premier League. Strzał Anglika jak najbardziej nadawał się na uświetnienie czegokolwiek, bowiem piłka wpadła do siatki z dobrych trzydziestu metrów.

Dwie minuty później niewidoczny w tym meczu Berbatow popisał się świetną sztuczką techniczną i piętą wbił piłkę do bramki Fulham, ustalając wynik spotkania na 5:0.


Archiwum relacji


Sezon 2016/2017

Sezon 2015/2016

Sezon 2014/2015

Sezon 2013/2014

Sezon 2012/2013

Sezon 2011/2012

Sezon 2010/2011

Sezon 2009/2010

Sezon 2008/2009

Sezon 2007/2008

Sezon 2006/2007

Sezon 2005/2006

Sezon 2004/2005