Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

LIGA MISTRZÓW

[Tabela] [Terminarz] [Strzelcy] [Asysty] [Kartki] [Relacje]


10' Samuel Eto
16' Gerard Pique
70' Lionel Messi
Cristiano Ronaldo 78'
Paul Scholes 81'
Nemanja Vidić 90'
Godzina: 20:45
Data: 27.05.2009 r.
Stadion: Stadio Olimpico

FC Barcelona: Valdes - Puyol, Toure Yaya, Pique, Sylvinho - Xavi, Busquets, Iniesta (90+2 Pedrito ) - Messi, Eto'o, Henry (72 Keita )

Manchester United: Van der Sar - O'Shea, Ferdinand, Vidic, Evra - Anderson (46 Tevez ), Carrick, Giggs (75 Scholes ) - Park (66 Berbatov ), Ronaldo, Rooney

Manchester United przegrał z FC Barceloną 2:0 (1:0) w finale Ligi Mistrzów. Po słabej grze podopiecznym sir Alexa Fergusona nie udało się obronić zdobytego przed rokiem trofeum.

Mecz od środka rozpoczęła Barcelona. Po wycofaniu piłki do Valdesa natychmiast w kierunku bramkarza wystrzelił Cristiano Ronaldo. Pressing okazał się dobrym pomysłem, bowiem Hiszpan musiał ratować się niedokładnym wybiciem i Manchester rozpoczynał grę z autu. Po chwili oblegania pola karnego „Dumy Katalonii”, piłkę dostał Anderson, jednak nieprzepisowo przeszkadzał mu Toure. Tak United wywalczyło pierwszy rzut wolny w tym meczu. Na trzydziestym drugim metrze piłkę ustawił tradycyjnie Ronaldo. Strzelił bardzo mądrze – co prawda w sam środek bramki, lecz bardzo mocno, a w dodatku piłka tuż przed Valdesem skozłowała. W efekcie bramkarz wypluł przed siebie futbolówkę, jednak obrońcy byli dość czujni, aby uniemożliwić skuteczne dobicie jej Ryanowi Giggsowi.

Od początku Cristiano Ronaldo chciał udowodnić, że to będzie jego wieczór. Najpierw potężnie uderzył z dystansu, a od szczęścia dzieliło go tylko kilkadziesiąt centymetrów. Chwilę później już z bliższej odległości i ostrzejszego kąta próbował ponownie zaskoczyć bramkarza, jednak znowu piłka minęła prawy słupek bramki.

Kiedy wydawało się, że United zdominowało grę, to Barcelona w 10. minucie strzeliła bramkę. Katalończycy zachowali niezbędny spokój i nie przestraszyli się odważnych ataków United. Ładną, samotną akcję znakomicie wykończył Eto. Kameruńczyk zdołał z prawej strony pola karnego ograć Vidica, po czym strzelił w krótki słupek bramki van der Sara. Holendrowi należy tutaj zapisać nienajlepszą interwencję, bowiem źle skracał kąt strzału.

Czerwone Diabły zdawały się być zaskoczone szybko straconą bramką, a po wznowieniu gry w ich poczynaniach widać było wiele nerwów. Jednak ten, na którego tak liczył sir Alex Ferguson, postanowił dzisiaj wziąć sprawę w swoje ręce. Ronaldo, bo o nim mowa, jakby nadal było 0:0, próbował swoich mocnych strzałów, jednak żaden z nich nie trafił nawet w światło bramki.

W szesnastej minucie dobrą okazję do wyrównania miał zespół z Anglii. Tuż przed polem karnym faulowany był Ronaldo, ale strzelać zdecydował się tym razem Giggs. Pomocnikowi Diabłów zabrakło jednak precyzji, przez co piłka poleciała pół metra nad okienkiem bramki Valdesa.

W dziewiętnastej minucie, jakby w odpowiedzi na próby swojego visa-vi, mocno zza pola karnego strzelał Lionel Messi. Uderzenie reprezentanta Argentyny pofrunęło dosłownie kilka centymetrów nad poprzeczką, a z trybun od razu popłynęły gromkie brawa. Młody wirtuoz postawił raczej na jakość, a nie jak Ronaldo na ilość oddanych strzałów.

W dalszej części pierwszej połowy to Barcelona była stroną dominującą. Mistrzowie Hiszpanii często gościli pod polem karnym Manchesteru. Obrona Czerwonych Diabłów nie wydawała się już tak solidna, jak choćby podczas swojego ponad tysiącminutowego marszu bez straty gola w połowie tego sezonu. Tak więc po pierwszej połowie Katalończycy mogli być z siebie dumni, natomiast goście z Old Trafford mieli wiele do zrobienia, aby myśleć o obronie tytułu.

Na drugą połowę nie wyszedł już Anderson. Zamiast czarnoskórego pomocnika na placu gry pojawił się, gorąco przywitany przez kibiców - Carlos Tevez. Argentyńczyk jeszcze przy linii bocznej podrywał kibiców do gorącego dopingu, którego od początku meczu trzeba przyznać brakowało z angielskich sektorów.

Faktycznie, po wejściu napastnika na boisko, coś ruszyło się w ataku Czerwonych Diabłów. Do akcji ofensywnych zaczęli się włączać też boczni obrońcy United. Takie rozwiązanie okazało się jednak nie do końca dopracowane, bowiem nikt nie wrócił za O’Shea i z kontrą pomknął prawym skrzydłem Henry. Na szczęście dla van der Sara, były napastnik Arsenalu chciał sam wykończyć tę akcję, ale zbyt ostry kąt ułatwił tylko van der Sarowi interwencję.

Po tej akcji zaczęło się prawdziwe oblężenie pola karnego Manchesteru. Barca znowu zdominowała grę zarówno w środku pola, jak i na skrzydłach, i całą swoją siłą napierała na obronę anglików. W 52. minucie na linii pola karnego faulowany był Iniesta. Wolnego strzelał Xavi, a od straty bramki Manchester uchronił tylko słupek!

Po serii niewykorzystanych sytuacji, do głosu na chwilę doszedł znowu mistrz Anglii. Po długiej wymianie piłki na połowie rywala, w końcu trafiła ona do Rooneya. Napastnik okiwał Pique, po czym znakomicie dośrodkował pomiędzy bramkarza, a linię obrony. Chcąc wybić piłkę, machnął się Toure, ale ani Ronaldo, ani zamykający akcję Park nie zdołali sięgnąć piłki i wykończyć tej akcji.

W miarę upływu czasu sytuacja na boisku zdawała się coraz bardziej stabilizować. Barcelona nie atakowała już w tak morderczym tempie, a Manchester coraz częściej mógł pokazać swoje umiejętności w ataku. Kiedy nadeszła 66. minuta, do gry włączony został Dimitar Berbatov, a z boiska zszedł Ji-Sung Park.

Manchester zdawał się wracać z dalekiej podróży, kiedy niespodziewanie z prawej strony piłkę wrzucił Xavi. Piłka leciała długo, wysoko, jednak spadła wprost na głowę Messiego, który bez najmniejszych problemów umieścił piłkę w siatce. Znowu bardzo jałowo zachował się van der Sar, który nie podjął żadnej interwencji i jakby zignorował trochę tę wrzutkę...

Stracona bramka podziałała na Manchester bardzo motywująco. Rooney znakomicie wypracował sytuację z prawej strony, wrzucił w pole karne, Giggs z siedmiu metrów trafił w obrońcę, do piłki dopadł jeszcze Ronaldo, uderzył potężnie, ale Valdes zdołał odbić futbolówkę na rzut rożny.

Na dziesięć minut przed końcem, mimo dwubramkowej straty United nie kwapiło się specjalnie do ataków. Kiedy Barca utrzymywała się przy piłce, zawodnikom Fergusona często puszczały nerwy. Najpierw Ronaldo bez piłki brzydko odpychał Puyola, za co zobaczył żółtą kartkę, a później, zaraz po wejściu na boisko za Giggsa, Scholes ostro potraktował Iniestę, za co także oglądał żółtko.

Pięć minut do końca i Czerwone Diabły zaczynały finisz. Jeden rzut rożny, obrońcy wybili na drugi, tym razem z przeciwnej strony boiska. Następny korner trafił na głowę Berbatova, ten głęboko w trybuny. United nie przestawało wierzyć, atakowało, jednak za każdym razem czegoś brakowało przyjezdnym z Anglii.

Na koniec jeszcze zmieniał Guardiola. Za Iniestę wszedł Marquez, ale po wznowieniu gry, sędzia szybko zakończył spotkanie. Manchester United nie był dzisiaj dostatecznie dobry, aby zagrozić Barcelonie. Duma Katalonii dała dzisiaj naprawdę wielkie powody do radości swoim kibicom, zasłużenie pokonując Czerwone Diabły. Panu Guardioli należy pogratulować wspaniałej roboty. A Manchesterowi? Życzyć szczęścia za rok...


Archiwum relacji


Sezon 2017/2018

Sezon 2015/2016

Sezon 2013/2014

Sezon 2012/2013

Sezon 2011/2012

Sezon 2010/2011

Sezon 2009/2010

Sezon 2008/2009

Sezon 2007/2008

Sezon 2006/2007

Sezon 2005/2006

Sezon 2004/2005



PrzejdŸ do góry strony