BajtiMU: Nie chce mi się pisać o tym meczu bo był ohydny, włączając w to czerwoną dla Martineza. Okej, Argentyńczyk nie powinien robić takich rzeczy ale na litość boską... To nie było pociągnięcie jakie niegdyś wykonał Fellaini na Guendouzim, a i chwilę wcześniej sam Lisandro zebrał od Lewina po pysku więc tutaj nie powinno być żadnych analiz, żadnego wstrzymywania gry. To jest KONTAKTOWY sport, w każdym meczu mamy 5-10-15 dziwnych przypadkowych zdarzeń, jeśli zaczniemy je wszystkie sprawdzać to drużyny będą kończyć mecz w układzie 7 vs 6. I nie chodzi o nieobiektywne podejście fana MU bo nie chciałbym aby Lewin otrzymał czerwień za analogiczne pociągnięcie kogokolwiek z naszych. I nie, nie chcę też powrotu do czasów Vinniego Jonesa ale to zawsze był męski sport w którym pełno było twardej, a nierzadko brutalnej walki i każdy się z tym liczył. Dziś Martinez dostaje czerwień bo ściągnął chłopu gumkę z włosów. Matko jedyna. Boję się co będzie w kolejnym spotkaniu, jeśli przypadkowo zdrapie komuś lakier z paznokci.
Ale do sedna. Najpierw był remis z West Hamem - okej, bo nastąpił po 4 zwycięstwach z rzędu. Później przyszła pierwsza porażka z grającym w 10 Newcastle. Okeeeeej - kiedyś musiała nastąpić. Później nadszedł remis z Bournemouth (tym razem my graliśmy w osłabieniu) i dziś - porażka z Leeds u siebie (znów w dziesiątkę).
I jak na sklepowej wystawie możemy podziwiać wszystkie elementy "powrotu do przeszłości". Za mało wiem by ferować wyroki i ogłaszać prawdy objawione ale to co dziś widzieliśmy to potężny kamień w ogródku Carricka. Sporo było ich już wcześniej - tak naprawdę ani razu nie zbliżyliśmy się do niesamowitych derbów z City w których zdemolowaliśmy Obywateli. Każdy kolejny mecz był już słabszy, często przepychany kolanem - tak też grać można i dopóki jest to skuteczne to nikt nie płacze, najlepszym przykładem jest Arsenal.
Ale tutaj widać jak na dłoni wszystkie bolączki kadry oraz sztabu, które wcale nie zniknęły dlatego, że odszedł betonowy Amorim.
Jakim cudem, mając 3 tygodnie wolnego, zespół wyglądał dziś tak jakby miał w nogach już 60 meczów i przedwczoraj grał na wyjeździe z Bayernem? Michael pracuje tu krótko, niecałe trzy miesiące ale widowiskowej gry oglądamy coraz mniej, rozegrania po trójkącie - coraz mniej, zmian pozycji, indywidualnych szarż - coraz mniej. Co graliśmy dziś przeciwko przeciętnemu Leeds, które przecież momentami też potężnie się odsłaniało, to nie było tak, że graliśmy tylko atak pozycyjny? DOŚRODKOWANIA, czy to ze stojącej czy z gry, a jeśli byliśmy za daleko to leciała długa piła na Seskę.
I ja wiem, że z takimi ludźmi jak kompletnie spanikowany Ugarte (on grał do końca w tym meczu, ludzie, trzymajcie mnie!), chaotyczny Mazraoui, pozbawiony opieki Maguire'a Yoro czy bezmyślny Amad trudno kręcić akcje jak w 2008 ale moje nieodparte wrażenie jest takie, że znów cofamy się w rozwoju. Ja w tym głębszego sensu nie widzę, to znaczy nie widzę fundamentu na którym mamy budować. I nie jest to wina Carricka bo gość robi co może w roli strażaka. Ale ta kadra jest strasznie niezbilansowana i ma problemy na wielu obszarach, także tym psychologicznym, a tu Liga Mistrzów za rogiem. Z czym do ludu? Przemawia za nią jedynie aspekt finansowy bo tutaj ludzi nie ma nawet do walki w Premier League. Żadnego pewniaka na środek obrony, a kontuzja De Ligta to jedna z największych katastrof w nowożytnej historii United. Na prawej stronie Dalot i Mazraoui. Na lewej Shaw, który po prostu jest i nawet nie ociera się o poziom gry za czasów Solskjaera. W środku - pusto. Casemiro odchodzi, Ugarte niech wyp...rzedzi fakty i poprosi o transfer, zostaje Mainoo. Sprowadziliśmy Cunhę jako jedną z dziesiątek, gra na skrzydle, poważne źródła donoszą, że celujemy w lewoskrzydłowego bo dla Cunhi to nie jest optymalna pozycja. Na prawej Amad, który ma liczby jak Gary Neville i Mbeumo, który się zaciął i już nie ciągnie naszej gry. W ataku jeden Sesko, Zirkzee już nie liczę.
Ktoś mi tu ostatnio wypomniał, że narzekam ponad miarę - spoko, niech każdy ma swoją opinię, od tego jest internet. Ale ja z każdym kolejnym meczem coraz bardziej wątpię by Michael to dźwignął, w coraz ciemniejszych barwach widzę przyszły sezon w którym nie będzie czasu na regenerację, w którym piłkarze będą dodatkowo wyeksploatowani przez Mundial, w którym nie będzie już parasola ochronnego i sentyment fanów do ex-piłkarza szybko się skończy.
Jedyną nadzieją są potężne transfery i to w takiej liczbie by przynajmniej pierwsza XI wyglądała jak trzeba.
Aha, muszę się pokajać. Pisałem niedawno, że Mainoo poza przechwytami i spokojem w bliskim rozegraniu wnosi niewiele, że to na razie chłopak na notę 6/10. Potwierdzam to nadal ale obok mojego ukochanego Manuela Kobbie wygląda niczym Iniesta w kwiecie wieku. Jezusie z Nazaretu, ten kto sprowadził tu tę poczwarę z PSG powinien zostać wybatożony publicznie pod Old Trafford.
Teraz mecze z Chelsea, Brentfordem i Liverpoolem. I jeśli szybko się nie ogarniemy, nie pozbieramy mentalnie to jeszcze nam ta Champions League ucieknie.
Ech. Powiem Wam szczerze, że kibicowanie teraz, a kibicowanie 20 lat temu to zupełnie inna bajka. O wiele mniej frajdy, coraz więcej pesymizmu, czarnowidztwo, wieloletnia frustracja, która gdzieś musi znaleźć ujście. Cholernie brakuje mi naszej dawnej tożsamości, która wyróżniała nas na tle innych zespołów. Dziś tego nie ma. Jakieś to wszystko jałowe i bez smaku.
Ciężko się nie zgodzić z tym co napisał Szemhazaj na swoim blogu i popieram jego zdanie.