Prywatność na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Cookies wykorzystywane są m.in. do personalizacji reklam. Szczegółowe informacje na temat plików cookies znajdziesz w dziale Polityka Cookies. Korzystając z serwisu akceptujesz także postanowienia naszego Regulaminu.

Akceptuję pliki Cookies i Regulamin

Valencia: Manchester United na zawsze pozostanie w moim sercu

» 13 maja 2019, 14:33 - Autor: Rio5fan - źródło: manutd.com
Antonio Valencia w artykule na łamach oficjalnej strony internetowej Manchesteru United podsumował swoją karierę w koszulce Czerwonych Diabłów.
Valencia: Manchester United na zawsze pozostanie w moim sercu
» Antonio Valencia po meczu z Cardiff City zakończył swoją karierę w barwach Manchesteru United
Ekwadorczyk rozegrał dla United 339 spotkań, w których zdobył 25 bramek i zanotował 62 asysty. W trakcie swojego pobytu na Old Trafford Valencia sięgnął po dwa mistrzostwa Anglii, Puchar Anglii, dwa Puchary Ligi, trzy Tarcze Wspólnoty oraz Ligę Europy.

---------------------------------------------------------------------------------------------

Gdyby ktoś powiedział mi, kiedy byłem tylko dzieciakiem w Ekwadorze, że spędzę prawie dziesięć lat w Manchesterze United, to odpowiedziałbym, że to niemożliwe.

Dorastałem z rodzicami i szóstką braci i sióstr w małym, drewnianym domu w Lago Agrio. Był to czas pełen radości, ale wiedzieliśmy, że rzeczywistość na zewnątrz jest inna. Dzieciństwo było trudne ze względu na to, że brakowało nam niezbędnych zasobów. Mój tata, wraz z sześcioma synami i córkami walczył o przyniesienie do domu czegoś do jedzenia. Moja mama również ciężko pracowała, żeby wszystko nam zapewnić.

Moja rodzina oraz rodzinne miasto jest pełno ludzi obdarzonych walecznym duchem. Mój ojciec znalazł zatrudnienie w przemyśle naftowym. To samo dotyczyło mojego rodzeństwa. Żeby finansowo pomóc w domu, zbierałem butelki, a następnie je sprzedawałem. Byłem wojownikiem.

Tak to jest, kiedy żyjesz w małym mieście z potrzebującymi ludźmi. Czasem bywa smutno, a wszyscy walczą o przetrwanie. Każdego dnia się z tym zmagaliśmy, nie było łatwo. Tak to bywa.

Nie zrozumcie mnie źle, były też radosne momenty, przeżywane wspólnie z braćmi i siostrami. To było dzieciństwo 50/50. Przez połowę czasu byłem szczęśliwy, a przez drugą smutny. Takie jest życie! Nie każdy rodzi się z jednakowym szczęściem.

Nie każdy miał szczęście posiadania boiska piłkarskiego obok domu. Ja miałem.

Lago Agrio, lokalny zespół, rozgrywał na nim swoje mecze. Zawsze chodziłem ich oglądać. Kiedy nadarzała się okazja, sam również grałem. Byliśmy tam praktycznie każdego popołudnia i wieczoru. Dzieliliśmy wielkie boisko na małe fragmenty i rozgrywaliśmy mecze. Graliśmy po siedmiu do 22 czy 23. Do zakończenia gry zmuszało nas dopiero zgaszenie świateł. Moja mama czasem przychodziła i kazała nam wracać do domu.

Dużo graliśmy w piłkę. Dzięki Bogu otrzymałem szansę zbudowania własnej kariery.

Podziękowania należą się również mojemu przyjacielowi, Cabezie.

Kiedy miałem 14 lat, powiedziałem Cabezie, że chciałbym spróbować swoich sił w Nacionalu. To jeden z największych klubów w Ekwadorze. Jego siedzibą jest stolica, czyli Quito. To 250 kilometrów od Lago Agrio. Cabeza się zgodził i zabrał mnie do Quito. Pierwszy okres testowy spędziłem z drużyną do lat 16. Po trzech sesjach treningowych szkoleniowiec zdecydował, że mnie wezmą. Dostałem koszulkę i miejsce w budynku, w którym spali inni młodzi gracze. W ten sposób rozpoczęła się moja kariera.

Wtedy zyskałem też większą świadomość na temat Manchesteru United. Zacząłem oglądać ich mecze ze względu na obecność w składzie Veróna oraz Forlana. Śledziłem coraz więcej meczów i widziałem, że Manchester United regularnie zdobywa trofea. Zacząłem dostrzegać, na czym polega ten klub.

Kiedy zaczynałem w futbolu, chciałem grać profesjonalnie dla mojej drużyny i mojego kraju. Kiedy udało mi się dostać do reprezentacji, zamarzyła mi się gra w Europie.

Gdy trafiłem do Wigan przez Hiszpanię, moim celem była po prostu ciężka praca. Być może tak wielki klub jak United pewnego dnia się po mnie zgłosi.

Kiedy to się wydarzyło i trafiłem do Manchesteru United, powiedziałem sobie:

To jest mój klub.

To jest mój dom.

Chcę tu grać przez wiele lat.

Rozpoczynając treningi, byłem bardzo zdenerwowany. Zobaczyłem tych wszystkich topowych piłkarzy wokół siebie i pomyślałem, że nie przetrwam tam dwóch lat!

W trakcie jednego z pierwszych dni w klubie, Edwin van der Sar usiadł ze mną i powiedział: „To jest Manchester United i to jest sposób, w jaki gramy. Wygrywasz czy przegrywasz, następnego dnia znów ciężko pracujesz na treningu. To zespół ze zwycięską mentalnością”.

Później trener Meulensteen stwierdził: „To jest United. Musisz ciężko pracować i wygrywać. To klub, który zdobywa trofea”.

Spodobało mi się to podejście. Musiałem trenować i walczyć.

Jak już powiedziałem, przez całe życie byłem wojownikiem.

Moja rodzina musiała walczyć o przetrwanie w Lago Agrio. Ja musiałem walczyć o dostanie się do Nacionalu. Musiałem zarabiać wystarczająco dużo, żeby utrzymać się jako nastolatek.

Walka nie jest problemem.

Tak właśnie postąpiłem. Pracowałem, ciężko trenowałem i każdego dnia było widać moje postępy. Stopniowo przyzwyczajałem się do życia w mieście i zwycięskiej mentalności.

Pomyślałem, że zostanę tu na dłużej i zapracuję na nowy kontrakt.

Spędziłem w klubie niemal dziesięć lat i mam mnóstwo wspomnień. Myślę o wszystkich trofeach, które zdobyłem z drużyną oraz o wszystkich meczach w których udawało nam się nadrobić straty i wygrywać. Te chwile nigdy nie opuszczą mojej głowy i serca.

Niektórym może to się wydać dziwne, ale w pamięci zapisał mi się zwłaszcza mecz z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów. Graliśmy na Old Trafford w trakcie mojego pierwszego sezonu. W pierwszym spotkaniu przegraliśmy 1:2, więc wiedzieliśmy, że potrzebujemy zwycięstwa. Najbardziej zapamiętałem atmosferę w szatni.

Rio i Patrice nas zachęcali: „Musimy wygrać ten mecz dla naszych fanów i naszych rodzin”. Później spędziliśmy 40 minut na przygotowania i rozgrzewce. Wychodząc na boisko można było dostrzec, że wszyscy są w pełni skoncentrowani.

W pierwszych dziesięciu minutach prowadziliśmy 2:0. Do przerwy było 3:0. Zanotowałem dwie asysty i rozgrywałem jeden z najlepszych meczów dla United. Cały zespół spisywał się świetnie i towarzyszyła nam wspaniała atmosfera. Jakimś sposobem nie awansowaliśmy, ponieważ Bayern zdobył dwie bramki. Ten mecz mimo wszystko pozostanie w moim sercu.

Oczywiście, nie udało nam się wygrać i wszystko nie potoczyło się według planu. Przeszliśmy przez trudne momenty, ale nawet one potrafiły dostarczyć nam pozytywów.

W drugim sezonie doznałem złamania nogi w meczu z Rangersami w Lidze Mistrzów. To było poważne złamanie.

Przeszedłem operację i zaledwie dwa dni później zostałem wypisany do domu.

Zadzwonił dzwonek.

Moja partnerka otworzyła drzwi. Przed nimi stał sir Alex Ferguson oraz przedstawiciel drużyny.

Zaoferowali mi wsparcie.

Powiedzieli, żebym zachował spokój i skupił się na pełnej regeneracji.

Zapewnili, że będą na mnie czekać.

Dla mnie to było bardzo ważne. Niesamowita reakcja.

Sześć miesięcy później wróciłem i grałem w finale Ligi Mistrzów.

Wszystko zawdzięczałem ciężkiej pracy. Chcę jednak podziękować również Johnowi Davinowi. To fizjoterapeuta, który wykonał fantastyczną pracę. Poznałem wiele osób w klubie. Każdego dnia wspólnie spożywaliśmy posiłki. Poznałem też pozostałych i wiele wiedziałem na temat życia kucharzy, obsługi czy ludzi sprzątających toalety.

Wielokrotnie nie opuszczałem ośrodka treningowego przed piątą przy szóstą wieczorem, żeby wrócić następnego dnia o dziewiątej rano. Byłem po prostu jedną z osób w klubie, więc zbudowałem wiele dobrych relacji. To sprawia, że jestem trochę smutny odchodząc. W sercu zawsze będę jednak pamiętał tych ludzi.

Trudno będzie również zapomnieć piłkarzy, z którymi grałem. Giggs, Rooney, Scholes, Rio, Vidić, Patrice… Nie da się wymienić wszystkich nazwisk czy wybrać najlepszego spośród nich. Jestem niezwykle szczęśliwy, że grałem z tak inteligentnymi zawodnikami.

Mam wiele wspomnień z United, lecz także mnóstwo przedmiotów. Szczerze mówiąc, mam w domu prawdziwe muzeum Manchesteru United! Mam tu rzeczy, które są dla mnie naprawdę ważne. Reprezentują moje życie tutaj oraz mój wysiłek. Nie ma takiej kwoty, za którą można by kupić wspomnienia, jakie noszę w głowie.

Mam dwa ulubione przedmioty: moją pierwszą koszulkę Manchesteru United oraz opaskę kapitańską, którą dostałem od José Mourinho.

Te rzeczy i wspomnienia są dla mnie absolutnie bezcenne.

Moje serce i uczucia zawsze będą należały do Manchesteru United. Pozostanę fanem tego klubu i nie zapomnę żyjących tu ludzi. Moja córka cieszyła się szczęśliwymi dziesięcioma latami w Manchesterze. To był wspaniały dom.

Zespół oraz fani zawsze będą bliscy mojemu sercu. Kibice zawsze byli dla mnie wspaniali. Chciałbym podziękować za wasze wsparcie w trakcie fantastycznego okresu, jaki spędziłem w klubie. Mam nadzieję, że Manchester United w przyszłości zdobędzie jeszcze wiele trofeów.

¡Muchas Gracias!

« Poprzedni news
PSG zrezygnuje z De Gei na rzecz Trappa?
Następny news »
Djorkaeff: Pogba potrzebował roku, by uporać się ze skutkami mundialu

REKLAMA


Najchętniej komentowane


Możliwość komentowania tego newsa jest już niemożliwa, z powodu upłynięcia 7 dni od czasu jego dodania.

Komentarze (12)


Hames: Całe szczęście że w końcu pozbyliśmy się tego drewniaka xD
» 15 maja 2019, 12:53 #12
vanderToki: Zdjęcie też takie z kategorii "na zawsze w naszych sercach". Co by nie mówić, dekada w klubie, ponad 300 spotkań, będziemy pamiętać o tym walczaku.
» 15 maja 2019, 06:25 #11
Klimaa: Facet osiągnął najwyższy szczyt dzięki ciężkiej pracy. Zawsze go za to szanowałem - świetny profesjonalista; wzór do naśladowania. Można o nim powiedzieć że oddał zdrowie dla klubu.
» 14 maja 2019, 20:42 #10
Oficer: On w kazdym meczu walczył o to by wystapic w następnym. Nie był wirtuozem ale mega walczakiem jakiego nie ma juz dzis w United. Swoja praca i zaangazowaniem osiągnął naprawde duzo. Szacun dla niego.
» 13 maja 2019, 23:24 #9
cnk: Koleś z koszulka w spodniach
» 13 maja 2019, 22:14 #8
Caspa: Nareszcie. Gość z jedną nogą. To jest niemożliwe by być na takim poziomie w takiej drużynie i grać tylko jedną nogą . Propsy za zaangażowanie. Reszta to kupa. Szacun za waleczność i capitanska opaskę. NARA
» 13 maja 2019, 19:22 #7
87glasgow: "Ty mieszkasz na wsi,
Nie wierzysz? Wyjdź na dwor żeby sprawdzić"
» 14 maja 2019, 03:35 #6
karol100: Pamietam mecz z Bayernem I zlamana kostke, zlecial ten czas jak smok.
» 13 maja 2019, 16:02 #5
xMASAx: Na zawsze w pamięć zapadną mi dwie rzeczy, mina Valenci zabójcy, takiego rasowego mordercy bez emocji, prezentowana w każdym meczu i rozbrajająco szczery uśmiech z jednego zdjęć, gdy odwiedzali na Święta dzieci w szpitalu. Czytając to pożegnanie to było jedyne co miałem prze oczami.
» 13 maja 2019, 15:53 #4
Fenek: I tak oto odchodzi prawdopodobnie jeden z ostatnich walczaków z OT. Swoją drogą piękna kariera, żeby obecni kopacze mieli tyle waleczności i pokory.
» 13 maja 2019, 15:09 #3
pOLEw: Wspaniała historia, czytajcie bo nie wiadomo kiedy znów będziemy cieszyć się grą tak oddanego klubowi zawodnika. Antonio powinien być pokazywany w szkółkach jako przykład tego że jeśli ma się wielkie serducho i wielkie ambicje to do europejskiego poziomu wystarczy Ci umiejętność gry jedną nogą.
» 13 maja 2019, 14:50 #2
wmatpl: zdjęcie do artykułu jakby pożegnał się z tym światem a nie klubem
» 13 maja 2019, 14:39 #1
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis DevilPage.pl nie ponosi żadnej odpowiedzialności za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety osoby będą banowane bez możliwości odwołania.

Przejdź do góry strony