Prywatność na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Cookies wykorzystywane są m.in. do personalizacji reklam. Szczegółowe informacje na temat plików cookies znajdziesz w dziale Polityka Cookies. Korzystając z serwisu akceptujesz także postanowienia naszego Regulaminu.

Akceptuję pliki Cookies i Regulamin

Carrick: Spełniłem swoje piłkarskie marzenia

» 1 lutego 2019, 23:34 - Autor: Rio5fan - Źródło: fourfourtwo.com
Dziennikarze FourFourTwo mieli okazję porozmawiać z Michaelem Carrickiem i zadać mu pytania umieszczone w internecie przez kibiców. Całość przybrała formę wywiadu z byłym pomocnikiem Manchesteru United.
Carrick: Spełniłem swoje piłkarskie marzenia
» Michael Carrick rozegrał 464 spotkania w barwach Manchesteru United
Wychowanek West Hamu opowiedział między innymi o swoich początkach w Premier League, pracy z sir Alexem Fergusonem czy swojej karierze w reprezentacji Anglii.

Dlaczego nigdy nie zagrałeś dla Newcastle? Żałujesz tego?

– Po prostu taką ścieżką potoczyła się moja przygoda. Grałem tam w drużynie do lat 13, ale ostatecznie nigdy do nich nie dołączyłem. Szczerze mówiąc, niezbyt mi się tam podobało, więc kiedy przyszedł czas na przywiązanie się do jakiegoś klubu, West Ham był moim pierwszym wyborem. Wspaniale byłoby grać dla Newcastle, ponieważ kibicowałem im w dzieciństwie, lecz niczego nie żałuję. Kiedy odchodziłem z West Hamu w 2004 roku, była szansa, że trafię właśnie do Newcastle zamiast Tottenhamu, ale nie myślę o tym zbyt często. W trakcie swojej kariery byłem rozpieszczony.

Byłeś częścią jednej z ostatnich generacji piłkarzy, którzy czyścili buty i sprzątali szatnie. Jak to było? Czy powinniśmy przywrócić ten zwyczaj?

– Jestem wielkim adwokatem młodych piłkarzy wykonujących takie prace. Wtedy zdajesz sobie sprawę, na którym szczeblu drabiny jesteś. To dodatkowa motywacja do pięcia się w górę. Obecnie społeczeństwo stało się zbyt grzeczne i nie jesteś wystawiony na żadne niebezpieczeństwo. Mieliśmy mnóstwo rzeczy do zrobienia, włączając w to poszukiwania piłki w krzakach. Siedziałeś przy lunchu mając na nogach nowiutkie białe buty i już zbierałeś się do domu, kiedy dostawałeś polecenie pójścia na boisko i szukania piłek, przy okazji niszcząc sobie obuwie. Patrząc wstecz uważam, że to były wspaniałe czasy. Często się śmialiśmy. Czyszcząc buty byłem tak skrupulatny, że niektórzy zawodnicy pierwszego zespołu mnie za to ścigali. Zostaliśmy przetestowani, co nam pomogło. Nie widzę współczesnych młodych zawodników postępujących w ten sposób.

Co mógłby osiągnąć West Ham, gdybyś pozostał w jego szeregach razem z Rio Ferdinandem, Frankiem Lampardem i Joe Cole'em? Który z tych graczy najbardziej się wyróżniał?

– Pozostanie nas wszystkich w klubie było mało realne. Kiedy Rio opuścił West Ham na rzecz Leeds, był potencjalnie najlepszym obrońcą w kraju. Jego transfer był więc przesądzony. West Ham otrzymał dobrą propozycję od Leeds [18 milionów funtów, ówczesny rekord świata za transfer obrońcy]. Zatrzymanie nas wszystkich byłoby dla West Hamu bajką i mogłoby się zdarzyć w idealnym świecie. Niestety, prawdziwy świat tak nie działa. Zawodnicy chcą grać na najwyższym możliwym poziomie. Z punktu widzenia biznesowego, te transfery miały sens dla West Hamu. Trudno wybrać jednego wyróżniającego się piłkarza. Każdy z nas był inny. Częściej grałem z Joe, ponieważ Frank i Rio byli o dwa lata starsi od nas. Wszyscy wypełnili swój potencjał i mają za sobą wspaniałe kariery.

Opisz życie pod wodzą Harry'ego Redknappa z perspektywy młodego zawodnika. Co zrobił dla twojej kariery?

– Najlepszą rzeczą w przypadku Harry'ego było to, że dał mi szansę. Najtrudniejszą rzeczą dla młodego piłkarza jest właśnie oczekiwanie na okazję do gry. Harry był dla mnie wspaniały. Zawsze powtarzał, żebym wyszedł na boisko i wyraził siebie. Ufał młodym graczom. Inni menadżerowie prawdopodobnie by tego nie zrobili.

Spędziłeś trzy lata na grze z Paolo Di Canio w West Hamie. Jaki był w roli kolegi z drużyny?

– Paolo cały czas przeżywał wzloty i upadki. Potrafił dokonać czegoś niesamowitego na boisku, jak te nożyce w meczu z Wimbledonem na Upton Park, a następnie był niesłychanie trudny do prowadzenia dla menadżera. Byłem jednym z rezerwowych w spotkaniu, w którym Paolo usiadł na boisku i powiedział Harry'emu Redknappowi, że nie chce już grać, ponieważ denerwuje go sędzia. Harry go przekonał i ostatecznie Paolo zdobył bramkę.

Jak oceniasz First Division w sezonie 2003/2004? Zostałbyś w West Hamie, gdybyście wygrali play-offy przeciwko Crystal Palace?

– To był trudny sezon, ale jestem zadowolony, że brałem w nim udział. Możesz coś wyciągnąć z każdego doświadczenia, a mi zawsze łatwiej przychodziła nauka po trudnych przeżyciach. To był trudny rok, ponieważ grałem w Premier League i zaliczyłem kilka występów w reprezentacji, a nagle zostaliśmy zdegradowani. Myślałem, że wszystko jest w porządku, lecz następnie mi to odebrano. Czy zostałbym w West Hamie w przypadku wygranych play-offów? Nie wiem. Do końca kontraktu miałem rok. West Ham był dla mnie zbyt dobry, żebym mógł po prostu wypełnić umowę i odejść za darmo. To nigdy nie było opcją. Wybierałem pomiędzy nową umową i transferem. Z powodów futbolowych, zdecydowałem się odejść.

Jak blisko byłeś dołączenia do Arsenalu w 2004 roku? Dlaczego ostatecznie ten transfer nie doszedł do skutku?

– Tamtego lata byłem naprawdę bliski dołączenia do Arsenalu. Spotkałem się nawet z Arsènem Wengerem w jego domu. Byłem dość pewny, że wszystko się powiedzie. Przez kilka dni wydawało mi się, iż wszystko jest załatwione i zostanę zawodnikiem Arsenalu. Spotkałem się z Wengerem w piątek, ale w niedzielne popołudnie Arsenal grał z Manchesterem United w meczu o Tarczę Wspólnoty. Młody Cesc Fàbregas dostał swoją szansę i świetnie się spisał. Myślę, że Wenger zdecydował się na niego postawić, więc nie było już miejsca dla kolejnego pomocnika, a transfer upadł. Znajdowałem się wówczas na wielkim rozdrożu.

Czy to prawda, że menadżer Tottenhamu, Jacques Santini, nie miał pojęcia kim jesteś, kiedy wziąłeś udział w pierwszym treningu?

– Tak, to prawda. Cóż, z pewnością na to wyglądało. To był bardzo dziwny moment! Przyjechałem do ośrodka treningowego Spurs i powiedziałem do swojego doradcy, Dave'a Geissa, że wydaje mi się, iż on nie wie, kim jestem. Dave przyznał mi rację. Pierwszego dnia skończyłem w drużynie rezerw, a później dowiedziałem się, że za mój transfer był odpowiedzialny dyrektor sportowy, Frank Arnesen.

Jak dużo pamiętasz z tzw. „afery lasagne'owej” z dnia poprzedzającego zakończenie sezonu 2005/2006? Przez co przeszedłeś w tamten pamiętny weekend?

– To nie miało nic wspólnego z lasagne, po prostu przyplątał się do nas okropny wirus. Kilku zawodników było nim dotkniętych przez weekend, ale ja prawdopodobnie miałem się najgorzej. Obudziłem się w nocy, czułem się okropnie i nie mogłem przestać wymiotować. Mieliśmy pecha, że przytrafiło się to tak wielu zawodnikom. Zacząłem mecz z West Hamem, ale byłem spisany na straty. Na rozgrzewce się męczyłem, lecz zdecydowałem się spróbować. Pamiętam, że gdy Martin Jol wygłaszał swoją przemowę, pobiegłem do toalety zwymiotować. Byłem osłabiony i na boisku nie wniosłem nic. To było niezwykle ważne spotkanie dla klubu, walczyliśmy o udział w Lidze Mistrzów.

Czy czułeś presję potrzeby udowodnienia swoich umiejętności po transferze do Manchesteru United w 2006 roku? Jakie były twoje pierwsze wrażenia związane z klubem i składem?

– Najważniejszą dla mnie sprawą było wywalczenie sobie zaufania zawodników. Nie chodziło o prasę czy cokolwiek z zewnątrz, skupiałem się na byciu zaakceptowanym przez tak wielu wspaniałych graczy. Kaliber tych piłkarzy był niesamowity. Musiałem ich szybko zapewnić, że stać mnie na grę u ich boku. Pamiętam, że graliśmy w „dziadka”, co było testem kontroli nad piłką i umiejętności. Musiałem pokazać pozostałym, w czym jestem dobry. Pamiętam swoje spotkanie z się Alexem Fergusonem w jego biurze. Tłumaczył mi, jak mocne jest pragnienie wygrywania w Manchesterze United. Nie wiem dlaczego, ale powiedziałem, że podobnie jest w Chelsea. Ferguson mnie uciszył. Później zastanawiałem się, dlaczego coś takiego powiedziałem i co będzie myślał o mnie menadżer.

Czego nauczyło cię siedem lat pracy dla sir Alexa Fergusona? Co sprawiło, że był najwspanialszym z menadżerów?

– Właściwa odpowiedź na to pytanie zajęłaby mi kilka dni! Mnóstwo się od niego nauczyłem. Najcenniejsza była prawdopodobnie zwycięska mentalność oraz niesamowite pragnienie odnoszenia kolejnych wygranych. Sir Alex posiadał niemożliwą żądzę triumfów i uczynił z tego klubową kulturę. Ferguson nauczył mnie bycia silnym mentalnie oraz niechęci do poprzestawania poniżej poziomu, na jaki było mnie stać. Od kiedy zostałem trenerem, starałem się inspirować jego pracą. Mam nadzieję, że coś z jego warsztatu we mnie zostało. Prawdopodobnie stosuję jego metody w treningach, choć nie zawsze zdaję sobie z tego sprawę.

Czy sir Alex Ferguson rzeczywiście powiedział, że grasz dobrze tylko w deszczu? Co miał na myśli?

– Tak, raz coś takiego rzucił. Nie jestem pewny, czy rzeczywiście w to wierzył. Teraz się z tego śmiejemy. Chodziło mu o to, że osiągałem topową formę w okolicach października, gdy było coraz zimniej. Na tym polegał jego geniusz. Potrafił dostrzec, kiedy gram najlepiej. Przez pierwszych sześć tygodni sezonu często wypadałem z zespołu, a dopiero potem wchodziłem do gry. W ten sposób menadżer dbał o moją motywację.

Jak bardzo przerażające było wykonanie rzutu karnego w finale Ligi Mistrzów w Moskwie w 2008 roku?

– W kilka sekund przechodzisz o najgorszego obrazu, ewentualnego zmarnowania jedenastki, do najlepszego odczucia, czyli zdobycia bramki. W trakcie spotkania wiedziałem, że wykonam rzut karny. Przez całą dogrywkę miałem to w głowie. Mój plan zakładał wychylenie się w prawo, a następnie posłanie piłki w lewy róg. W ten sposób wykonałem jedenastkę przeciwko Chelsea na początku sezonu w spotkaniu o Tarczę Wspólnoty. Wtedy zaczęła się gra myśli. Zastanawiałem się, czy Petr Čech o tym pamięta. Wszystko dobrze się skończyło.

Jakie są twoje wspomnienia z finałów Ligi Mistrzów z 2009 i 2011 roku? Jak dobra była wówczas Barcelona?

– Grali bardzo dobrze. Kiedy graliśmy z nimi w 2011 roku, to był to najlepszy zespół, z jakim mierzyłem się w swojej karierze. Choć przegraliśmy oba finały, to były one dla mnie zupełnie różnymi doświadczeniami. Przegrana z 2009 roku była jednym z moich najgorszych momentów w futbolu. Z 2011 rokiem potrafiłem sobie poradzić, bo zagraliśmy dużo lepiej. Dwa lata wcześniej naprawdę się zawiedliśmy. Mecz w Rzymie długo ze mną pozostał. Przeżywałem trudny czas próbując się z tym pogodzić.

Czy potrafisz przypomnieć sobie moment gorszy od tego, gdy staliście na murawie stadionu Sunderlandu z myślą, że zdobyliście tytuł mistrzowski? Jak się wtedy czuliście?

– Moim najgorszym futbolowym momentem była porażką z Barceloną w finale Ligi Mistrzów w 2009 roku. Nie sądziłem, że wygramy ligę w Sunderlandzie. Na boisku nikt z nas nie wiedział, co się dzieje. Po końcowym gwizdku chcieliśmy myśleć, iż jesteśmy mistrzami, ale było dużo zamieszania. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co się dzieje w spotkaniu City. Nie chodziło o utratę tytułu w ostatnim dniu. Wypuściliśmy to z rąk kilka tygodni wcześniej. Prowadziliśmy 4:2 z Evertonem na dziesięć minut przed końcem i zremisowaliśmy 4:4. To było kluczowe.

Patrząc na ostatnich pięć lat, dlaczego Manchester United ma takie problemy po odejściu na emeryturę sir Alexa Fergusona?

– Patrzy się na to jako okres przejściowy. Nie może on jednak trwać wiecznie. Musimy iść naprzód jako klub i ponownie coś zbudować. W futbolu istnieją cykle. Nigdzie nie ma drużyny, która ciągle wygrywa.

Co potoczyło się źle w przypadku Davida Moyesa w Manchesterze United?

– Po prostu mu nie wyszło. Nie chodziło tylko o Davida Moyesa, to samo dotyczyło piłkarzy. Wszyscy byliśmy w tym razem i każdy z nas miał zadanie do wykonania. David chciał, żeby zespół więcej biegał. Widział obszary do poprawy. To nie było dobre lub złe, po prostu taki był jego pomysł. Zawsze najpierw patrzę na siebie. Jako piłkarz, musisz brać odpowiedzialność.

Jak dużo nauczyłeś się od Louisa van Gaala w trakcie dwóch lat jego pracy na Old Trafford? Czy był nastawiony zbyt defensywnie jak na menadżera Manchesteru United?

– Nauczyłem się od niego wielu rzeczy. Stylu gry, posiadania piłki i pokazywania się do rozegrania. Dowiedziałem się także sporo o przygotowaniach do meczu. Nie powiem, że Louis był defensywnym menadżerem. Nie broniliśmy się we własnym polu karnym przez 90 minut. Większość czasu spędzaliśmy przy piłce. Po prostu brakowało nam wyjątkowego składnika, by stworzyć coś magicznego w atakowanej strefie. Wiele rzeczy zrobiliśmy dobrze jako zespół, lecz ostatecznie to nie wystarczyło.

Co skłoniło cię do dołączenia do kibiców Manchesteru United na Anfield Road w styczniu 2016 roku?

– Zawsze chciałem to zrobić, ponieważ nasi fani są niesamowici na wyjazdach. Jako dzieciak byłem na trybunach z ojcem, ale jako piłkarz, nie masz już takiej okazji. Miałem dobre wspomnienia, dlatego chciałem to powtórzyć, aby poczuć atmosferę. Uważam, że więcej piłkarzy chciałoby to zrobić. Ja zabrałem swojego syna na wyjazd do Burnley. Musisz być ostrożny, ponieważ nie jedziesz tam jako normalny klient.

Jak wspominasz swoją karierę z reprezentacji Anglii? Czy powinieneś mieć na koncie więcej występów? Dlaczego byłeś pomijany przez więcej niż jednego menadżera?

– Myślę, że nie ma sensu teraz na to narzekać. Chciałbym rozegrać więcej meczów dla Anglii. Jednocześnie zagrałem dużo więcej, niż spodziewałem się będąc dzieciakiem. Spełniłem więc swoje marzenia. Nie można mieć wszystkiego, prawda? Nie jest to coś, co bardzo mnie denerwuje. Niczego nie żałuję i nie spędziłem dużo czasu na myślenie o tym. Oczywiście, to lekko frustrujące, ponieważ wszystko mogło potoczyć się lepiej, ale tak już jest. Grałem dla czterech różnych selekcjonerów. Mistrzostwa świata w 2006 roku były chyba najlepszym momentem. Byłem w 87 kadrach, ale zaliczyłem tylko 34 spotkania. Byłem lekko sfrustrowany i chyba dlatego nie chciałem tego ciągnąć.

Kto był najlepszym angielskim pomocnikiem swojej generacji: Scholes, Gerrard czy Lampard?

– Nie chcę okazywać braku szacunku dla pozostałej dwójki, ale Scholesy był moim ulubionym partnerem boiskowym. Dobrze znałem Franka z West Hamu i grałem u jego boku. Grałem też ze Stevenem, lecz wiele przeszedłem razem z Paulem.

Jak trudnym doświadczeniem było dla ciebie pełnienie roli niewykorzystanego rezerwowego podczas mistrzostw świata w 2010 roku? Czy to prawda, że nie chciałeś tam być?

– Będę zupełnie szczery, nie chciałem jechać na te mistrzostwa świata. Nie chodziło o względy futbolowe, a o to, jak się czułem ze sobą. Było dziwnie, ale musiałem pojechać. Nie umieściłbym samego siebie w składzie, grałem okropnie. Kiedy otrzymałem telefon od asystenta Fabio Capello, Franco Baldiniego, moje serce zatonęło. Powinienem być szczęśliwy, jednak tak nie było. Było tak, jak się spodziewałem. Nie cieszyłem się grą i było coraz gorzej. Rozmawiałem z żoną przez telefon i powtarzałem jej, że chcę wracać do domu. Nie chodziło o piłkę. Nie byłem w odpowiednim miejscu, żeby cieszyć się wówczas grą.

Jaki był twój ulubiony moment w karierze? Bramka, która sprawiła ci najwięcej radości?

– Moim ulubionym meczem musi być finał Ligi Mistrzów z 2008 roku przeciwko Chelsea. Nic nie może tego przebić. Ulubiony gol to ten strzelony Wigan w 2009 roku. Praktycznie przypieczętował nasz tytuł mistrzowski.

Najlepszy piłkarz z którym grałeś? Najlepszy rywal?

– Najlepszym partnerem z boiska musi być Scholesy. Grałem z niesamowitymi piłkarzami, na przykład z Cristiano Ronaldo. Szalone jest więc pomijanie go. Stawiam jednak na Paula. Uwielbiałem z nim grać. Sposób, w jaki potrafił kontrolować mecz, wydawał mi się zabawny. Był niezwykle dobrym graczem. Wydawało się, że wszystko przychodzi mu tak łatwo. Nasze style dobrze ze sobą współgrały. Najlepszy rywal to jeden z piłkarzy Barcelony z 2009 roku. Messi, Xavi, Iniesta czy Busquets. Clarence Seedorf zagrał niesamowity mecz przeciwko United w 2007 roku, ale wybieram Messiego.

Paul Pogba powiedział, że miałeś na niego duży wpływ jako mentor. W jaki sposób go szkolisz? Jak dobry może być Pogba w Manchesterze United?

– Paul to doskonały piłkarz. Szkolenie najlepszych zawodników jest wyzwaniem dla trenerów. Trzeba nieustannie szukać sposobów na dotarcie do każdego. Miło mi, że Paul tak myśli. W zeszłym sezonie pracowaliśmy nad wbieganiem w pole karne.

– Czego się nauczyłeś pracując z José Mourinho jako piłkarz i trener?

– Mnóstwo się od niego nauczyłem. Dowiaduję się, z czym menadżerowie muszą się zmagać za kulisami. Jest to dla mnie niesamowita okazja. Czułem się wyjątkowo, gdy José dał szansę. Nie każdy ma możliwość z nim pracować. Świetnie mi się z nim pracowało i nie mogłem prosić o więcej.

Jak mógłbyś porównać Fergusona i Mourinho jako szkoleniowców? Co ich łączy, a co dzieli?

– Niesprawiedliwie byłoby ich porównywać, ponieważ są bardzo różni. Dwie inne osoby i dwa różne style. Obaj są natomiast w grupie najlepszych menadżerów ostatnich 20 czy 30 lat. Wymień pięciu najlepszych szkoleniowców, a obaj tam będą, bez żadnych wątpliwości.

Czy wierzysz, że nigdy nie zostałeś w pełni doceniony w trakcie swojej kariery? Niektórzy twierdzą, że gdybyś był Włochem czy Hiszpanem, to zyskałbyś więcej uznania.

– Często to słyszę, ale co to właściwie znaczy? Nie jestem Włochem czy Hiszpanem, więc dlaczego nie można po prostu mnie doceniać? Nie twierdzę, że tak powinno być, ale dla zyskania uznania trzeba być Włochem lub Hiszpanem? Nie dbam o to, nie grałem dla pochwał. Wykonywałem swoją pracę dla kolegów z drużyny i menadżera.

« Poprzedni news
U-23: Trzecia kolejna ligowa porażka Manchesteru United
Następny news »
Manchester United gotowy wyłożyć 90 milionów funtów za Jadona Sancho

Najchętniej komentowane


Możliwość komentowania tego newsa jest już niemożliwa, z powodu upłynięcia 7 dni od czasu jego dodania.

Komentarze (8)


Czarny82r: Sądzę że wykaże się w naszym sztabie i będzie oparciem dla młodych piłkarzy. Wkońcu za nim wspaniała kariera piłkarska.
» 3 lutego 2019, 13:51 #8
brylantowy: Bardzo dobry piłkarz, świetne umiał się odnaleźć w grze, czy to kombinacyjnej czy prostej topornej. Dobry przegląd pola i dokładne podania.
» 2 lutego 2019, 13:33 #7
age: Profesor na boisku.
» 2 lutego 2019, 09:12 #6
kckMU: Hard to believe its not Scholes, it's Carrick, you know...

Pięknie!
» 2 lutego 2019, 08:08 #5
hedgehog: Jedyne co można napisać, to cieszę sie,że jest w naszym sztabie. Oby jak najdłużej!
» 2 lutego 2019, 01:11 #4
GoForWin: Co tu dużo pisać - legenda!
» 2 lutego 2019, 00:41 #3
RyannMistrz: Szkoda, że tak krótko. Wspomnienia takiego pilkarza, kogoś kto tyle osiągnął, kogoś kto grał z i przeciwko najlepszym w historii piłki można czytać godzinami
» 2 lutego 2019, 00:33 #2
ax1d: Rozpieszczony adwokat o zatopionym sercu ;D
» 2 lutego 2019, 00:06 #1
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis DevilPage.pl nie ponosi żadnej odpowiedzialności, za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety, osoby będą banowane bez możliwości odwołania.

Przejd> do góry strony