Prywatność na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Cookies wykorzystywane są m.in. do personalizacji reklam. Szczegółowe informacje na temat plików cookies znajdziesz w dziale Polityka Cookies. Korzystając z serwisu akceptujesz także postanowienia naszego Regulaminu.

Akceptuję pliki Cookies i Regulamin

Wywiad z Paulem Pogbą

Wywiady » Wywiad z Paulem Pogbą


Wywiad z Paulem Pogbą Paul Pogba został pierwszym gościem podcastu LifeTimes realizowanego przez dziennik The Times.

Pomocnik Manchesteru United i reprezentacji Francji wypowiedział się między innymi na temat swoich początków przygody z futbolem, mistrzostwach świata w Rosji oraz trzech ostatnich sezonów w roli Czerwonego Diabła.

Czy Paul Pogba w dzieciństwie kibicował Arsenalowi? Jakie ma wspomnienia związane z wygranym przez Francję mundialem w 1998 roku? Co skłoniło go do przejścia na islam? Jak ocenia współpracę z Ole Gunnarem Solskjaerem? Zapraszamy do lektury!

Paul, dziękuję za to, że jesteś z nami. Chcę zacząć od tego poziomu sławy. Jesteś rozpoznawany wszędzie tam, gdzie się pojawisz. Czy da się jakoś do tego przyzwyczaić?

– Cóż, teraz chyba jestem już przyzwyczajony. To nie jest coś, czego chciałem jako dzieciak, ale jestem szczęśliwy widząc ludzi cieszących się lub płaczących na mój widok czy noszących moją koszulkę. Kiedy robimy sobie zdjęcia jest w porządku. No dobrze, kilka zdjęć! Zacząłem sobie zdawać sprawę z tego, jaki wpływ na to wszystko ma futbol.

Jest tyle rzeczy, o których moglibyśmy porozmawiać. Aktualnie znajdujemy się w Mediolanie. Jak pokazał twój ostatni post na Instagramie, dopiero co przyleciałeś z Mekki. Nie wiem, jak wielu ludzi wie, że jesteś muzułmaninem. Czy mógłbyś powiedzieć o tym, co znaczą dla ciebie pielgrzymki i czym jest dla ciebie wiara?

– Jest wszystkim. Dzięki wierze jestem wdzięczny za wszystko, co mam. Zmieniłem się i uświadomiłem sobie pewne rzeczy na temat życia. Być może również dzięki wierze osiągnąłem wewnętrzny spokój. To była dobra zmiana w moim życiu. Nie urodziłem się muzułmaninem, choć moja mama wyznawała tę wiarę. Islam nie jest taki, jakim postrzegają go ludzie. Terroryści i tak dalej... To, co słyszymy w mediach, jest całkiem inne. Islam jest czymś pięknym. Jestem przekonany, że każdy mógłby poczuć się połączony z islamem.

Kiedy nastąpiła ta zmiana? Czy wywołała ją jakaś konkretna rzecz?

– Nie, nie, nie. Mam wielu muzułmańskich przyjaciół. Zawsze rozmawiamy. Zacząłem sam zdobywać informacje na ten temat. Kiedyś spotkałem się ze znajomymi i poczułem się zupełnie inaczej. Poczułem się naprawdę dobrze. Od tamtego dnia po prostu to kontynuuję. Musisz się modlić pięć razy dziennie, to jeden z filarów islamu. Kiedy poznasz znaczenie tego, co robisz, po prostu prosisz o przebaczenie. Jesteś wdzięczny za wszystko, co masz. To religia, która otworzyła mój umysł. Stałem się lepszym człowiekiem. Więcej myślisz o tym, co jest poza życiem. Życie tutaj jest testem. Na przykład siedzimy tu razem i rozmawiamy. Mamy normalne ludzkie relacje, a ja szanuję cię za to, kim jesteś. Szanuję twoje poglądy, religię i kolor skóry. Taki jest islam, po prostu szanuje ludzką stronę każdego człowieka.

Co jest po życiu?

– Niebo i piekło. W każdej religii historia jest mniej więcej podobna. Musimy po prostu być przygotowani na to, co przyjdzie później. Chodzi o robienie tego, czego chce Allah. Dla nas wszystko opisane jest w Koranie. Chodzi o przygotowanie się. To jest przewodnik.

Wspomniałeś o swojej mamie. Domyślam się, że miała wielki wpływ na ciebie i twoich braci.

– Tak, to prawda. Mama zrobiła dla nas bardzo dużo. To samo dotyczy taty. Mama była bardzo silna, ponieważ będąc singielką wychowywała piątkę dzieci. Nie było łatwo. Mama jest bardzo silna mentalnie. Ja i moi bracia to po niej odziedziczyliśmy.

Dorastałeś w jednej z dzielnic Paryża, która jest znana z wychowowania wielkiej liczby piłkarzy. Być może da się do niej porównać tylko Sao Paulo w Brazylii. Czy potrafisz zrozumieć, dlaczego tak wielu doskonałych piłkarzy stamtąd pochodzi?

– Po prostu wychodziliśmy pograć. Nie mieliśmy iPadów, Nintendo... Cóż, mieliśmy, ale nie mogliśmy grać tak często jak teraz. Spędzaliśmy czas na zewnątrz z przyjaciółmi. To była nasza kultra, uwielbialiśmy grać w uliczny futbol. We Francji to sport numer jeden. Pamiętam, że po przebudzeniu odwiedziałem swoich znajomych. Nie mieliśmy telefonów, więc trzeba było zjawić się osobiście. Rodzice kolegów często powtarzali, że kumpel jeszcze śpi i mam wrócić później. Zbierałeś ludzi w okolicy i grałeś z nimi w piłkę.

Jest to środowisko, w którym wychowało się wielu imigrantów. Czy mogło to stanowić szczególną motywację do osiągnięcia sukcesów?

– Myślę, że ci ludzie po prostu chcą mieć o co walczyć w życiu. Niezależnie od tego, czy chodzi o sporty czy inną dziedzinę, chcą po prostu odnieść sukces. We Francji kochamy ludzi ze wszystkich zakątków świata. To bardzo międzynarodowy kraj. To czyni go pięknym. Możesz mieć kolegę z Maroka, innego z Kamerunu. Ktoś jest z Portugalii, ktoś z Hiszpanii. Uważam, że taka mieszanka jest dobra dla Francji. Wielu zawodników reprezentacji ma różne pochodzenie. Ostatecznie wszyscy jesteśmy jednak Francuzami.

Jakim byłeś zawodnikiem jako dzieciak?

– Byłem bardzo samolubny [śmiech]. Wtedy byłem napastnikiem i grałem z dziewiątką. Później się wycofywałem i skończyłem w środku pola. Graliśmy na cementowych boiskach. Trzeba było uważać na upadki.

Jako napastnik byłeś jak Thierry Henry? Kto był wówczas twoim idolem?

– Kochałem Henry\\\'ego. Nie miałem jednego... Cóż, uwielbiałem Ronaldo, Thierry\\\'ego Henry\\\'ego, Djibrila Cisse, Batistutę...

Czy miałeś plakaty na ścianach?

– Tak, miałem plakaty Ronaldinho, Zidane\\\'a. Miałem ich wiele. Djibril Cisse...

Urodziłeś się w 1993 roku. W trakcie mundialu w 1998 roku byłeś jeszcze dzieckiem. Czy pamiętasz coś z tamtego turnieju?

– Oczywiście. Miałem pięć lat. Pamiętam, że wszyscy byli szczęśliwi. Być może nie powinienem tego mówić, ale z radości wskakiwaliśmy na samochody. Tacy szczęśliwi byliśmy. Kiedy odbywają się mistrzostwa świata, wszyscy oglądają je w telewizji i wspierają swój zespół.

Ktoś wspomniał, że w tamtych czasach kibicowałeś Arsenalowi. Czy to prawda?

– Tak, byłem kibicem Arsenalu. Uwielbiałem drużynę z sezonu 1999/2000, w której grali Thierry Henry, Patrick Vieira, Wiltord, Pires...

To było prawie jak francuski zespół.

– Zgadza się. Koszulka z logiem O2, pamiętasz?

Tak, tak. Czy wraz z upływem czasu wyobrażałeś sobie siebie w roli Vieiry, a nie Henry\\\'ego?

– Wtedy grałem jako dziesiątka. Wycofałem się i miałem wolną rękę. Coś jak Zidane czy Ronaldinho. Uwielbiałem dryblować i byłem bardzo samolubny. Cieszę się, że się zmieniłem.

Pewnie dostawało ci się od kolegów?

– Zgadza się. Nie potrafią uwierzyć w to, jak potrafię teraz podawać! Wtedy chciałem po prostu strzelać gole. Bardzo źle znosiłem porażki, co zostało mi do dzisiaj.

Jak to się objawiało?

– Jako dziecko często płakałem. Kiedy przegrywałem, zdarzało mi się płakać. Nie odzywałem się do nikogo przez jeden czy dwa dni. Niezależnie od tego, jak się spisałem.

Skąd się to wzięło? Z rywalizacji z braćmi?

– Tak, zawsze chciałem pokonać swoich braci. To było bardzo trudne. Grałem z nimi i ich znajomymi. To cecha, którą mam wewnątrz. Kiedy gram, chcę wygrywać.

Musiałeś się wystarczająco zahartować, by móc przenieść się do Anglii w wieku 16 lat. To wielki krok dla nastolatka. Bałeś się?

– To była trudna decyzja, ale byłem zdeterminowany do przeprowadzki. Poza tym, kto mógłby odmówić Manchesterowi United?

W jaki sposób nadarzyła się okazja do wyjazdu?

– Nie miałem kontraktu, więc byłem wolnym zawodnikiem. Jak już powiedziałem, Manchester United... Klub z bardzo dobrą akademią. Dołączenie do tego klubu było czymś wyjątkowym.

Jakie wrażenie zrobił na tobie Manchester?

– Wielkie. Mogłem zobaczyć tych wszystkich wielkich zawodników. We Francji jest trochę inaczej. Pierwsza drużyna trenuje osobno, więc nie masz z nią kontaktu. W stołówce United siedziałem niedaleko Fergusona i wszystkich zawodników, więc było to bardzo dobre doświadczenie. Chciałem po prostu z nimi grać.

Sir Alex Ferguson jest oczywiście wielką postacią świata futbolu. Jakie zrobił na tobie wrażenie?

– Ogromne. Na początku nie potrafiłem go zrozumieć ze względu na jego akcent. Mój angielski nie był wtedy tak dobry. Byłem bardzo nieśmiały. Sir Alex rozmawiał z nami jak ze swoimi synami. Oglądał też mecze akademii. Interesował się zespołami młodzieżowymi i pozwalał nam trenować z pierwszym zespołem. Odniosłem bardzo dobre wrażenie.

Byłeś bardzo obiecującym zawodnikiem. Czy mogłeś dołączyć do innych klubów?

– Słyszałem pewne rzeczy, ale nie byłem pewny, ponieważ to nie ja rozmawiałem z poszczególnymi klubami. Pojawiły się Arsenal i Lyon. Zastanawiałem się nad Lyonem, ponieważ klub również miał bardzo dobrą akademię. Dodatkowo nie musiałbym wyjeżdżać z kraju. Miałem pewne wątpliwości. Potem uznałem, że przenosiny do Manchesteru będą dobrą decyzją.

Nie udało ci się wywalczyć miejsca w pierwszej drużynie. Czy nadal jesteś zadowolony z tej decyzji?

– Tak, oczywiście. Spędziłem tam wspaniały czas. Wygraliśmy młodzieżowy Puchar Anglii. Zwyciężyliśmy jako następcy rocznika 1992. Mieliśmy świetny zespół i bardzo dobrego trenera, dlatego cieszyłem się tym czasem.

Wiele się mówiło na temat tego, co było najlepsze dla twojej kariery. Jaka jest twoja wersja?

– Moja wersja jest taka, że gdybym nie przeniósł się do Juventusu, być może nie miałbym okazji wrócić do Manchesteru. To chyba przeznaczenie. Nie żałuję tego i uważam, że to była dobra decyzja. Wtedy chciałem po prostu grać.

Juventus dał ci szansę, a dodatkowo miałeś okazję grać u boku Andrei Pirlo. Podejrzewam, że samo to było sporą atrakcją.

– Zdecydowanie. Juventus był mistrzem kraju, kiedy się tam przeniosłem. Mogłem grać z wielkimi piłkarzami. Buffon, Pirlo, Tévez, Patrice Evra, Barzagli, Chellini... To była bardzo dobra drużyna, od której sporo się nauczyłem. Marchisio, Vidal, Pirlo... Linia pomocy była bardzo mocna. Przeprowadzka i wywalczenie sobie miejsca w składzie było dla mnie wyzwaniem.

Wygrałeś cztery tytuły, więc nie wyszło źle.

– Zgadza się, nie mogę tego żałować.

W angielskim futbolu mieliśmy przypadki rasistowskich zachowań. Raheem Sterling i pozostali... Włochy również miały reputację kraju zmagającego się z problemem rasizmu. Czy doświadczyłeś kiedyś czegoś takiego?

– Tak.

Jak bardzo cię to zabolało?

– Cóż, kiedy widzę reakcje innych, zastanawiam się, czy sam bym się tak zachował. To smutne, naprawdę smutne. Ludzie, którzy to robią, często mają ciemnoskórych zawodników także w swoim zespole. To smutne, ponieważ kibice nie szanują nawet piłkarzy własnej drużyny. Nie chcą, żebyś dobrze się spisywał. Widzę i słyszę wiele rzeczy, ale nie reaguję. Uśmiecham się. Raz, kiedy graliśmy z Fiorentiną i wszedłem na boisko z ławki rezerwowych, ktoś naśladował odgłosy wydawane przez małpę. Zapytałem go, dlaczego to robi i dałem mu moją koszulkę. Był bardzo zadowolony i ostatecznie bił mi brawo. Modlę się za takich ludzi. Staram się im uświadomić, że po prostu cieszymy się grą w piłkę. Zdaję sobie sprawę, że fani chcą zwycięstwa swojej drużyny, ale można dopingować na różne sposoby. Robienie czegoś takiego w 2019 roku jest bardzo słabe. Jest tyle wspaniałych kultur i kolorów. Rozmawiając o rasizmie, przychodzi mi na myśl ignorancja. Nie możemy zmienić tych ludzi, ponieważ siedzi to w nich od bardzo dawna. Staramy się o tym mówić, ale problem trwa nadal. Nie możesz przecież zejść z boiska. Chcesz grać, zdobywać bramki i odnosić zwycięstwa ze swoją drużyną. Życie toczy się dalej. Tacy ludzie po meczu podchodzą i proszą o wspólne zdjęcia.

Brzmisz bardziej na smutnego niż zdenerwowanego.

– Tak, jestem smutny. Nie jestem zdenerwowany. Nie denerwuję się, ponieważ jestem szczęśliwy sam ze sobą. Jestem szczęśliwy mając przyjaciół z Chin, agenta z Włoch, prawnika z Brazylii czy żonę z Boliwii. Ja jestem Francuzem, a moja mama pochodzi z Gwinei. Przez całe życie spotykam się z różnymi kulturami. Jestem szczęśliwy. Cieszę się grą w piłkę i możliwością dawania radości innym ludziom. Niczego więcej w życiu nie potrzebuję. Wystarczy mi szczęście oraz miłość ze strony rodziny, bliskich oraz fanów. Nie myślę o ludziach, którzy pałają nienawiścią, rasizmem czy ignorancją. Oni chcą cię ściągnąć w dół.

Ciągle toczy się debata na temat tego, czy piłkarze powinni schodzić z boiska, czy może poprzestać na karach... Zastanawiamy się, czy problem dotyczy tylko futbolu. Co byś zmienił, gdybyś mógł? Jakie jest twoje najlepsze rozwiązanie?

– Myślę, że obecnie próbujemy wszystkiego. Przed meczem wyświetlane są odpowiednie klipy, ale ludzie nadal to robią. Co możemy zrobić? Tacy są ludzie. Jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od posprzątania własnego domu. Zacznij pracować nad sobą. Nie możesz dotrzeć do głowy każdego. Jak już powiedziałem, staram się odpowiadać na coś takiego dobrem. Kiedy oni chcą dla ciebie źle, a ty dla nich dobrze, mogą się poczuć głupio.

To lepsze rozwiązanie, niż krzyki i kłótnie.

– Spróbujmy, być może to zadziała.

Twój profil daje ci możliwość propagowania tego typu rozwiązań. Czy czujesz się za to odpowiedzialny?

– Kiedy grasz w piłkę, masz określony wizerunek. Widzą cię dzieciaki, więc oczywiście starasz się zachować dobry wizerunek. Jeśli ludzie mnie teraz słuchają, chcę im pokazać drogę do cieszenia się życiem bez tych wszystkich problemów.

Czy czujesz się liderem? Nagranie z twoją przemową przed finałem mistrzostw świata zrobiło się bardzo popularne. Przygotowywałeś się do tego?

– Nie postrzegam siebie jako lidera, po prostu jestem sobą. Na boisku zawsze daję z siebie wszystko i staram się pomagać zespołowi. Nie przygotowałem się wcześniej i nawet nie wiedziałem, że jestem nagrywany. Po prostu mówiłem z serca. Chciałem przekazać pozostałym swoją wiadomość. Wszyscy czuliśmy się połączeni. Każdy z nas miał swoją historię, ale wszyscy chcieliśmy wówczas być w tym miejscu. Inne zespoły również bardzo chciałyby się znaleźć na naszym miejscu. Mieliśmy w głowach określony obraz. Jako dzieciak oglądałem mecze i marzyłem, żeby się tam znaleźć.

Czułeś się jak mały chłopiec, który o tym marzył?

– Tak, oczywiście. Widziałem reprezentację Francji zdobywającą mistrzostwo świata. To było moje marzenie. Zagrałem w finale i strzeliłem gola, więc moje marzenie się spełniło.

Ile razy obejrzałeś później tę bramkę?

– Niezbyt dużo.

Po prostu jest w twojej głowie?

– Tak.

Opisz więc, jak wygląda w twojej głowie.

– Kiedy zdarza mi się widzieć powtórki, trudno mi w to uwierzyć. Nie wiem, czy rozumiesz, co mam na myśli. Wszystko wzięło się z niczego. Strzeliłem, piłka się odbiła i do mnie wróciła, więc uderzyłem lewą stopą. Miałem nadzieję, że piłka znajdzie się w siatce i tak się stało.

Opisz następne 10 sekund. Pamiętasz coś?

– Otworzyłem ramiona i zrobiłem bardzo dziwną minę [śmiech]. Później cieszyłem się z chłopakami. Moja rodzina była na trybunach, więc miałem gęsią skórkę. To było szalone. Nie potrafię opisać tego odczucia.

Czy łatwo ci jest wrócić wspomnieniami do tamtej chwili? Odczuwasz gęsią skórkę ponownie?

– Nie. Myślę, że doświadczasz tego tylko raz, dlatego musisz się tym cieszyć. Później chcesz oczywiście przeżyć coś takiego ponownie. Mam więc nadzieję, że wygramy następne mistrzostwa świata! W takiej chwili schodzi z ciebie całe napięcie i pozytywny stres. Atmosfera na stadionie, tłum, emocje... Wszystko!

Rozmawiałem kiedyś z Patrickiem Vieirą, który powiedział mi, że miał w domu miniaturowy puchar za mistrzostwo świata. Mógł na niego patrzeć za każdym razem, kiedy otwierał drzwi. Chciał się po prostu miło poczuć za każdym razem, kiedy wchodził do domu. Czy gdybym wszedł do twojego domu, mógłbym się domyślić, że zdobyłeś mistrzostwo świata?

– Problem polega na tym, że boję się, że jeśli ci o tym powiem, to ktoś się do mnie włamie i go ukradnie. Nie mogę więc odpowiedzieć na to pytanie [śmiech]. Są ludzie, którzy do mnie przychodzą i wiedzą, gdzie mieszkam. Nie chcę mówić nic więcej, bo wrócę do domu i jeśli tam jest, to już go nie znajdę [śmiech].

Powiedzmy zatem, że puchar jest w bankowym sejfie.

– Jest gdzieś, gdzie mogę go zobaczyć, dotknąć, a nawet pocałować. Ludzie także mogą go zobaczyć.

Ale nie będziemy wchodzić w szczegóły.

– Lepiej nie [śmiech].

Czy lubisz mieć wokół siebie rzeczy, które przypominają ci o twoich sukcesach w gorsze dni?

– Zawsze dobrze jest je widzieć. W życiu musisz mieć ambicję. To są wspaniałe rzeczy, ale następuje po nich nowy początek i znowu chcesz coś wygrać. Nie mogę ciągle żyć przeszłością. Muszę myśleć o teraźniejszości oraz celach do osiągnięcia.

W trakcie mundialu widzieliśmy cię w bardzo zdyscyplinowanej roli, której wymagał od ciebie Deschamps. Czy widzieliśmy wtedy innego Paula Pogbę?

– Tak, graliśmy w innej formacji, 4-4-2. Grałem w środku razem z N\\\'Golo Kante. Nawet przed turniejem trener wiedział, jak dobrze możemy sobie poradzić. Gra w reprezentacji jest więc zupełnie różna od gry w klubie. Nie gramy w tej samej formacji, z tymi samymi zawodnikami i z tym samym menadżerem. Zasady na boisku są inne.

Jak się w tym odnalazłeś? Czy łatwo było ci poświęcić nieco umiejętności ofensywnych? W jaki sposób wytłumaczył ci to Deschamps?

– Graliśmy w ustawieniu 4-4-2, które mocno różni się od 4-3-3. Musisz być bardziej zdyscyplinowany, ponieważ na takich turniejach nie ma słabych drużyn. Byłem przygotowany do takiego stylu gry. Nie był to dla mnie problem. Kiedy jestem na boisku, nie ma żadnego problemu. Chcę po prostu grać i dać z siebie wszystko. Nie jestem najlepszy w defensywie, ale dawałem z siebie sto procent. Mieliśmy też konkretną taktykę na sytuacje, w których będziemy w posiadaniu piłki. To było bardzo dobre.

W 2016 roku wróciłeś do Manchesteru United. 90 milionów funtów, wielki transfer i wielkie oczekiwania. Co skłoniło cię do powrotu?

– Czułem, że zostawiłem w United coś, co chciałem zrobić.

Niedokończony biznes?

– Tak. Odszedłem mając na koncie siedem meczów Premier League i ani jednego strzelonego gola. Chciałem ponownie zagrać w Manchesterze. Wróciłem ze wszystkim, co się z tym wiązało.

Co przez to rozumiesz?

– Byłem osądzany inaczej, ponieważ na tamten moment był to największy transfer w historii. Z powodu kwoty transferu oczekiwano ode mnie więcej. Spodziewano się, że dobre mecze będą normą. Mecz topowy będzie dobry.

Inne oczekiwania.

– Tak.

Kiedy słyszysz o tej kwocie...

– Kwocie transferowej?

Tak. Czy to cię...

– Nie. To zdarza się w Football Managerze. Gram w Football Managera i to się tam wydarzyło. Ta gra przewiduje dużo rzeczy, które później dzieją się w rzeczywistości. Nie byłem zaskoczony.

Jaki największy transfer zrobiłeś w Football Managerze?

– Było ich kilka... Między innymi kiedy wróciłem do United.

Przetransferowałeś siebie do United?

– Tak. Jasne, to była duża kwota. Jej znaczenie nieco zmalało, kiedy przeprowadzono większe transakcje. Myślę, że chodzi też o to, że jestem pomocnikiem. Ludzie widzą w takich zawodnikach napastnika. Właśnie dlatego ten transfer miał taki wpływ.

Czy transfery Coutinho i Neymara były dla ciebie ulgą? Teraz to im zadaje się takie pytania.

– Tak. Nie sądzę, żeby oni dostawali takie pytania, ponieważ są napastnikami.

Uważasz, że pomocnicy są osądzani trochę inaczej?

– Tak. Wiedziałem, co się wiąże z tym transferem i jaki będzie jego wpływ. Nie sądziłem jednak, że ten wpływ będzie tak negatywny. Kiedy podpisałem kontrakt, nie byłem przyzwyczajony do tylu negatywnych komentarzy. To była wielka zmiana, która mnie zaskoczyła. Nie spodziewałem się, że kwota transferu tak dużo zmieni.

Jak uważasz, z czego to wynika? Mówi się o tym, że media społecznościowe zmieniły wiele rzeczy.

– Nie wiem, może ludzie uważają, że mam te pieniądze. To nie ja, ja ich nie mam. Nie wiem, dlaczego tak jest. Naprawdę chciałbym wiedzieć. Po prostu nie wiem.

Każdy ma swoją opinię na ten temat, ale chciałbym usłyszeć, jak oceniasz trzy ostatnie sezony po powrocie. Jak oceniasz swoją postawę w poszczególnych latach?

– Cóż, w pierwszym sezonie zdobyliśmy trzy trofea. W drugim sezonie zajęliśmy drugie miejsce, a w tym roku nie udało nam się nic wygrać. Ja ciągle się poprawiam pod względem indywidualnych statystyk. Jestem z tego zadowolony. Oczywiście, to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest wygrywanie trofeów z zespołem. To się nie wydarzyło. Staram się pomagać zespołowi na tyle, na ile to tylko możliwe.

Z czego jesteś najbardziej dumny, jeśli chodzi o statystyki? Gole? Asysty?

– Każdego roku się poprawiałem. Myślę, że to dobra rzecz.

Zerkasz w statystyki?

– Tak, ponieważ na ten podstawie mogę wyznaczać sobie cele. Chcę się rozwijać i pomagać zespołowi. Chcę asystować i strzelać gole.

PFA (Stowarzyszenie Zawodowych Piłkarzy) co roku wybiera swoją najlepszą jedenastkę. W tym sezonie byłeś jedynym graczem spoza Manchesteru City i Liverpoolu w tym zestawieniu. Głosują inni piłkarze, więc pewnie byłeś zadowolony. Czy czujesz, że na to zasłużyłeś?

– Oczywiście, byłem bardzo zadowolony. Ocena kibiców różni się od oceny fanów czy dziennikarzy. Dobrze jest widzieć własne postępy. Bardzo się z tego ucieszyłem.

W jakich obszarach zamierzasz się teraz rozwijać? Zapewne rozmawiałeś na ten temat z Ole Gunnarem Solskjaerem.

– Na początku powiedział mi, żebym po prostu cieszył się futbolem. Powiedział nam tylko to. Właśnie to robimy, cieszymy się futbolem.

Oczywiście, kilka ostatnich miesięcy nie było...

– Nie były najlepsze. Zdecydowanie.

Nie. Z pewnością nie dostarczyły wam radości.

– Zdecydowanie. Kiedy przegrywasz mecz, nie jesteś radosny. Kiedy nie wygrywasz, nie jesteś radosny. Było nam trudno, ponieważ dotarliśmy do tej fazy sezonu z kilkoma kontuzjowanymi zawodnikami. To również miało wpływ na wyniki. Nadal się uczymy i dorastamy. Chcemy wrócić na szczyt. Od dwóch lat próbujemy wrócić na szczyt i zakwalifikować się do Ligi Mistrzów. Taki jest cel klubu. Chcemy wygrać Premier League. Między innymi po to wrócił Ole.

Ole dosyć szczerze przyznał, że zespół musi dorosnąć. Manchester City ustanawia rekordy zdobytych punktowe, a Liverpool jest bardzo blisko nich. Ole wie, ile jeszcze pozostało do poprawy.

– Jeśli Ole tak powiedział...

To ma rację.

– To ma rację. On jest menadżerem i szefem. Jeśli tak powiedział, to znaczy, że miał rację.

Czy możesz opisać jego osobowość?

– Ole jest po prostu... nie wiem, czy mogę to powiedzieć. Jest po prostu... nie wiem, czy istnieje takie słowo. Ludzie nazywają go \\\"zabójcą o twarzy dziecka\\\". Jest po prostu szczęśliwą i miłą osobą. Zawsze się uśmiecha i zaraża tym śmiechem innych ludzi. Przebywanie z nim jest naprawdę miłą odmianą. Trenowałem u niego w rezerwach, więc znamy się dość długo. Mamy bardzo dobre relacje. Widzieliśmy się nawet wtedy, kiedy grałem dla Juventusu. Mamy bardzo dobre relacje, a Ole jest bardzo miłym facetem. Jest dobrą osobą, która jest blisko zawodników.

Czy wolisz menadżerów, z którymi łatwo się rozmawia i zawiera dobre relacje? A może preferujesz większą dyscyplinę...

– Wiem, gdzie zmierzasz z tym pytaniem.

Po prostu pracowałeś z różnymi menadżerami. Czy preferujesz konkretny styl? Potrzebujesz kija czy marchewki?

– [śmiech]. Kij czy marchewka... już to wcześniej słyszałem. To zależy od tego, czego chce menadżer. Pracujemy dla klubu, lecz także dla menadżera. To on jest szefem i on decyduje. Relacje z piłkarzami zależą od menadżera. Są szkoleniowcy, którzy skupiają się wyłącznie na pracy i nie rozmawiają ze swoimi podopiecznymi zbyt wiele. Kiedy się wypowiadają, mówią zawsze w kontekście zespołu. Każdy człowiek na swój sposób trenowania. To nie powinno być problemem dla żadnego gracza. Musisz słuchać swojego menadżera. Kiedy wystawia cię do gry, musisz grać. Kiedy wysyła na ławkę rezerwowych, musisz iść na ławkę rezerwowych. Sposób przekazania tej wiadomości nie ma znaczenia. Czy powie ci to menadżer czy jego asystent, taka jest decyzja i musisz ją zaakceptować.

Sposób, w jaki zachowujesz się na boisku...

– Zawsze gram w ten sposób.

Chciałem zapytać o język ciała...

– Zawsze mam taki język ciała. Dzięki Bogu, zdobyłem trofea grając w ten sposób. W ten sposób wygrałem mistrzostwo świata. Język ciała, fryzury i wszystkie te rzeczy... Gram w ten sposób odkąd byłem dzieckiem. To nie jest problem i nigdy nim nie był, gdy wygrywaliśmy. To zawsze jest problem, kiedy nie wygrywamy lub zanotuję słabsze spotkanie. Wtedy to staje się problemem. Gdy wygrywam, nigdy nie ma problemu. Kiedy zdobywam bramki, asystuję i rozgrywam dobre mecze, nigdy nie ma problemu. Problem pojawia się wtedy, kiedy przegrywamy lub słabo zagram.

Czyli od września do maja twoje nastawienie było takie samo? Zmieniała się tylko twoja forma?

– Forma zawsze będzie się zmieniała. Czasem grasz lepiej, a czasem gorzej. Oczywiście, zawsze staramy się zachować regularność i zawsze być w topowej dyspozycji. Nigdy nie widziałem jednak piłkarza, którzy zawsze byłby w topowej formie. Kiedy jesteś w doskonałej formie, to starasz się, żeby słabszy okres trwał tylko przez jeden mecz. Nie wiem, czy wiesz, co mam na myśli. Dużo zależy też od zespołu i wyników. Kiedy wygrywasz, nie widzisz tych rzeczy. Rozumiesz? Gdy zwyciężamy, nie rozliczamy wszystkich indywidualnie. Czasem możesz wspomnieć o graczach, którzy zdobyli bramki. Widzisz jednak dobry występ drużyny. Rozumiesz? Ale kiedy przychodzi do porażki, chcesz wytykać palcami poszczególne osoby i zwracać uwagę na ich słabą grę. Rozumiesz?

Tak. Szukasz kozła ofiarnego.

– Dokładnie. Jak już powiedziałem, kiedy wygrywasz, nie ma problemu. Gdy przegrywasz, zaczyna się szukanie innych rzeczy.

Spotykasz się z tym od początku kariery, czy wszystko nasiliło się w ostatnim sezonie w United?

– To jest ze mną od długiego czasu. Spotkałem się z tym już w momencie transferu z Le Havre do Manchesteru. Słyszałem opinie niektórych dziennikarzy. Mówili, że odszedłem dla pieniędzy i tak dalej. To moja codzienność. Zmagam się z tym każdego dnia, dlatego dla mnie to normalność. To mnie nie zmienia. Nadal jestem taki sam jak wtedy, kiedy byłem dzieckiem. Po prostu urosłem. Wciaż jestem tą samą osobą, która podąża za swoimi marzeniami. Ludzie, którzy mnie znają, powiedzieliby dokładnie to samo. Jestem sobą i nie chce się zmieniać. Ludzie mnie takiego lubią, nienawidzą lub kochają. Skończę takim, jakim jestem.

Dlaczego ludzie cię nienawidzą za to, jaki jesteś?

– Ponieważ w życiu masz tylko jedno serce i nie możesz kochać wszystkich. Rozumiesz to przesłanie?

Tak.

– Są ludzie, którzy nie będą mnie lubić i to akceptuję. To normalne. Niektórzy będą woleli innych zawodników i trzeba to zaakceptować. Wolą na przykład Jessego Lingarda i to on będzie ich ulubieńcem. Niektórzy powiedzą, że Paul Pogba to doskonały piłkarz światowej klasy, a inni stwierdzą, że jest słaby i przereklamowany. W życiu możesz dokonywać wyborów. Bóg dał nam taką możliwość. Trzeba zaakceptować wybory i to jest normalna rzecz.

Wspomniałeś, że jesteś osądzany za swoje fryzury. Na pewno uważasz, że to niesprawiedliwe.

– A ty co uważasz?

Uważam, że... eee... to nie jest najważniejsza rzecz. Mogę cię zapytać o kilka z nich?

– Jasne.

Batman. Dlaczego Batman?

– Oglądałem wszystkie te postacie kiedy byłem dzieckiem.

Okej.

– A nie chcę robić sobie tatuaży.

Dlaczego nie?

– Z powodów religijnych. Nawet wcześniej... uważam, że na czarnej skórze tak naprawdę nie widać tatuaży [śmiech]. Nie widzę więc sensu ich posiadania.

No tak, włosy są do tego lepsze.

– Lubię jednak podziwiać tatuaże u innych. Czasem są prawdziwą sztuką. Nie widzę siebie z tatuażem. Niestety.

Złamane serca?

– Złamane serce było po prostu... [śmiech]. Stwierdziłem: \\\"zróbmy to i zobaczmy, jak ludzie zareagują\\\". Ludzie zawsze mówią o moich fryzurach, więc po prostu dałem im powód. To po prostu było zabawne.

Żadnego ukrytego znaczenia?

– Nie, nie, nie. Oczywiście, że nie.

Niebieska fryzura przed meczem z Manchesterem City?

– Niebieska była dla reprezentacji. Miałem ją w kadrze i ją zachowałem. Jeśli ludzie nie widzieli tego meczu, mogli zastanawiać się, jak można grać przeciwko City z takim kolorem włosów. Dwa tygodnie wcześniej byłem na zgrupowaniu reprezentacji.

Być może niebieski kolor trochę się rozjaśnił.

– Tak, być może stał się jasnoniebieski. Nie małem jednak na myśli wspierania City. Chciałbym wiedzieć, o czym myśleli ludzie w kontekście takiego koloru włosów. Myśleli, że gram przeciwko City i chcę ich zwycięstwa? Zgadnij, co, zdobyłem dwie bramki. Byłem bardzo zadowolony, że City nie wygrało przeciwko nam. Ludzie mają własne osądy i musimy to zaakceptować.

Rozmowę przerwało nam twoje dziecko. To doświadczenie, które odmienia życie każdego człowieka.

– Zgadza się. To odpowiedzialność i brak snu [śmiech]. To miłość i bycie wdzięcznym. Jest wielu ludzi, którzy nie mogą mieć dzieci. Jestem bardzo szczęśliwy z posiadania rodziny. Masz w życiu coś, o co możesz walczyć. Masz ludzi, którzy cię kochają i chcesz im się odwdzięczyć miłością. Uważam, że to rutyna życia. Dla mnie tak było. Wychowała mnie mama, miałem braci, podążałem za swoimi marzeniami, grałem w piłkę, zostałem profesjonalistą, a później założyłem własną rodzinę. To proces mojego życia.

Wspomniałeś o walce... Czy posiadanie dziecka zmieniło coś w kwestii twojej woli walki o różne rzeczy? Czy futbol stał się mniej ważny w twoim życiu?

– Masz dzieci?

Mam dwóch synów.

– Kiedy miałeś syna, co...

Chcesz mu pokazać, że jesteś dobrym ojcem oraz wskazać mu sposób na życie.

– Myślę, że mamy dokładnie takie same odczucia. Widzisz swoją kreację. To szalone. Musiałeś przeżyć to samo. Nie mogłeś uwierzyć, że tego dokonałeś. To twój syn i jesteś za niego odpowiedzialny. Chcesz mu przygotować lepszą przyszłość, niż sam miałeś. Nie chcesz, żeby popełniał te same błędy. Chciałbyś, żeby przeszedł lepszą drogę od ciebie. Dla mnie jest tak samo.

Wswoim ostatnim wpisie na Instagramie napisałeś, żeby nigdy nie zapomniać o ważnych rzeczach w życiu. Jakie to są rzeczy dla Paula Pogby?

– Ważną rzeczą nie jest futbol. Cóż, w moim życiu jest, ale chodzi mi o miłość do ludzkości, bycie razem. Żadnych stresów, po prostu życie dla siebie wzajemnie, rozumiesz? To jest naprawdę ważne. Wszyscy módlmy się do tego samego Boga. Futbol przychodzi i kiedyś się kończy, ale twoje życie będzie trwało nadal. To z tobą pozostanie na zawsze. Granie w piłkę jest miłe. Mamy media, mamy wszystko. Możemy myśleć, że jesteśmy więksi, niż jesteśmy w rzeczywistości. Masz pieniądze, ludzi, kibiców... Możesz się poczuć jak król. Trzeba być normalnym człowiekiem i okazywać wdzięczność za to, co się ma. Być wdzięcznym za to, że możesz jeść, chodzić czy widzieć. Tym jest życie. Byciem wdzięcznym i próbą pomagania innym ludziom. Należy przekazywać innym dobrą wiadomość i szanować wszystkich.

  Autor: LifeTimes       Data ukazania: 14.06.2019       Tłumacz: Rio5fan

Przeczytaj także inne wywiady:


Przejdź do góry strony