Lammens trafił do Manchesteru United w ostatnim dni letniego okienka transferowego, ale na debiut musiał czekać aż do październikowego meczu z Sunderlandem (2:0). Później przyszły niezłe występy z Liverpoolem (2:1) i Brighton & Hove Albion (4:2).
– W ostatnich latach było duże poruszenie wokół bramkarzy. Otrzymywali wiele negatywnych komentarzy. Nie martwiło mnie to jednak. Chciałem być graczem, na którego patrzą inni. Moim marzeniem jest gra tutaj przez następne 10 lat. Chcę być ważną postacią w klubie, zbudować swoją legendę. To jest cel długoterminowy – stwierdził Lammens w rozmowie z belgijskim dziennikiem
Het Laatste Nieuws.
– Kiedy sprawy idą źle, to jesteś mieszany z błotem. Kiedy sprawy mają się dobrze, to wszyscy wychwalają cię pod niebiosa. Nie martwię się jednak tym, co ludzie mówią na mój temat.
– Zdawałem sobie sprawę, jak ważny będzie mój debiut z Sunderlandem. Musiałem zrobić dobre pierwsze wrażenie. Udało się. Nie zanotowałem żadnych spektakularnych interwencji, ale starałem się emanować spokojem. Jestem z tego dumny.
Kibice Manchesteru United już w debiucie Lammensa zaczęli śpiewać pochwalne przyśpiewki na cześć belgijskiego golkipera. 23-latek został nawet nazwany Peterem Schmeichelem w przebraniu. Młody bramkarz z dużym spokojem podchodzi do tych pochwał.
– Wspaniale było usłyszeć kibiców śpiewających to w moim kierunku. Olbrzymi komplement, zwłaszcza w moim pierwszym meczu. Nie daję się jednak ponieść przesadnie temu entuzjazmowi. Nadal muszę dużo udowodnić, aby być wymienianym w jednym szeregu z Peterem Schmeichelem – dodał Lammens.