Prywatność na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Cookies wykorzystywane są m.in. do personalizacji reklam. Szczegółowe informacje na temat plików cookies znajdziesz w dziale Polityka Cookies. Korzystając z serwisu akceptujesz także postanowienia naszego Regulaminu.

Akceptuję pliki Cookies i Regulamin

Kartka z kalendarza: Pierwszy finał FA Cup po katastrofie w Monachium

» 3 maja 2018, 08:59 - Autor: vanderToki - źródło: własne
Dokładnie 60 lat temu piłkarze Manchesteru United wybiegli na murawę stadionu Wembley, by powalczyć z Boltonem w finale FA Cup.
Kartka z kalendarza: Pierwszy finał FA Cup po katastrofie w Monachium
» Manchester United 3 maja 1958 roku przegrał w finale FA Cup z Boltonem
Nie minęły trzy miesiące od monachijskiej katastrofy, która przetrąciła kręgosłup jednej z najlepszych drużyn w Anglii. Na koszulkach zawodników Jimmy'ego Muphy'ego widniał ptak – po dziś dzień krąży legenda, że był to feniks symbolizujący odrodzenie się zespołu z popiołów. Tak naprawdę był to orzeł, wraz z ceglanym murem oraz literą M wpisaną w okrąg nawiązujący do herbu Manchesteru.

Skład United tworzyli Harry Gregg, kapitan Bill Foulkes, Ian Greaves, Freddie Goodwin, Ron Cope, Stan Cowther, Alex Dawson, Ernie Taylor, Bobby Charlton, Dennis Viollet, Colin Webster.

Gregg, Foulkes, Charlton oraz Viollet przeżyli wypadek w Monachium. Greavesa z lotu do Jugosławii wyłączyła kontuzja. Crowther został sprowadzony w trybie nagłym z Aston Villi – jego transfer za 18 000 funtów dopięto około godziny przed meczem piątej rundy FA Cup przeciwko Sheffield Wednesday. Ernie Taylor dołączył z Blackpool. Obaj wznieśli już w karierze Puchar Anglii – pierwszy rok wcześniej, po pokonaniu drużyny Busby'ego, drugi – przed pięciu laty, kiedy to piłkarze Blackpool pokonali właśnie Bolton. Pozostali zawodnicy być może nie mieliby szansy na grę, gdyby nie śmierć i urazy kolegów.

Tydzień wcześniej United zakończyli rozgrywki ligowe wyjazdową przegraną z Chelsea 1:2 (honorowego gola zdobył Ernie Taylor). Spośród czternastu spotkań rozegranych po katastrofie lotniczej wygrali tylko jedno, z relegowanym ostatecznie Sunderlandem. Ugrali zaledwie siedem punktów, zdobywając dwanaście bramek przy dwudziestu ośmiu straconych i osunęli się z drugiego na dziewiąte miejsce w tabeli.

W dół poszybowała także frekwencja. Ostatnie spotkanie na Old Trafford przed wylotem do Sarajewa to mecz z... Boltonem. We wrześniu na wyjeździe United ulegli 0:4, a na własnym stadionie urządzili kanonadę i zwyciężyli 7:2. Mecz ten obejrzało ponad 41 tysięcy kibiców. Tragedia w Niemczech wywołała olbrzymią falę współczucia i sympatii, która na wspomniany mecz z Sheffield Wednesday przyciągnęła blisko 60 tysięcy widzów. Następne spotkanie (1:1 z Nottingham) zgromadziło widownię liczącą ponad 66 tysięcy ludzi. Takie tłumy nie stawiły się na żadnym spotkaniu w krajowych rozgrywkach w poprzednich dwóch mistrzowskich sezonach, a ponownie miały się pojawić na Old Trafford dopiero w lutym 1960 r. Jednak już na początku kwietnia frekwencja spadła poniżej 50 tysięcy; porażki 0:2 z Birmingham City oraz 0:4 z mistrzowskim zespołem Wolves oglądało odpowiednio niecałe 39 tysięcy i około 33 tysięcy widzów, a ostatni ligowy mecz Man United u siebie (1:1 z Newcastle United) zgromadził nieco ponad 28 tysięcy ludzi.

Jednak mimo niepowodzenia w lidze piłkarze Murphy'ego walczyli wciąż na dwóch frontach. Nadal czekali na półfinał Pucharu Europy, w którym mieli stawić czoła Milanowi. Tymczasem w dramatycznych okolicznościach pokonali w powtórzonym meczu Fulham i dostali drugą z rzędu szansę na triumf w FA Cup.

Niestety, podobnie jak pięć lat wcześniej w meczu z Blackpool, już wkrótce po pierwszym gwizdku do siatki trafił kapitan i legenda Kłusaków, Nat Lofthouse. W przeciwieństwie do byłego klubu Erniego Taylora, przetrzebiona drużyna United nie potrafiła odpowiedzieć golem. Co gorsza, na początku drugiej połowy Lofthouse właściwie staranował Gregga i zdobył drugą bramkę. Ten gol wzbudził kontrowersje oraz przyczynił się do debaty, w wyniku której zwiększono ochronę bramkarzy we własnym polu karnym. Dla United nie była to jednak żadna pociecha.

Co zadziwiające, już w następnym sezonie Manchester United został wicemistrzem Anglii. Kolejny finał rozegrał pięć lat później i tym razem, dzięki bramkom dwóch Szkotów (Denisa Lawa i Davida Herda), pokonał Leicester City 3:1, sięgając po puchar i wracając na europejskie salony. Była to jednak zupełnie inna drużyna. Z tej, która przegrała z Boltonem, wystąpił jedynie Charlton, choć w klubie grali jeszcze Foulkes oraz Gregg. Ulsterczyk stał między słupkami w trakcie sezonu, lecz w półfinale oraz decydującym spotkaniu nie mógł wystąpić z powodu poważnego urazu. Niestety, bohater z Monachium, który wkrótce po finale w roku 1958 został ogłoszony najlepszym bramkarzem mistrzostw świata w Szwecji, nie sięgnął w karierze po żaden medal.

« Poprzedni news
Nowa rola dla Martiala od nowego sezonu
Następny news »
Bailly: Mogę uznać ten sezon za udany

REKLAMA


Najchętniej komentowane


Możliwość komentowania tego newsa jest już niemożliwa, z powodu upłynięcia 7 dni od czasu jego dodania.

Komentarze (2)


szpilman1990: Historia MU uczy, że po każdej życiowej porażce można się podnieść, nie ważne jak tragiczna ona by była
» 3 maja 2018, 15:53 #2
EmilCioran: Robcie częściej takie historyczne newsy. Niech nowe młode Diabełki poznają piękną i dramatyczną historie United. A myślę że i ci nieco starsi też z chęcią przypomną sobie zawiłe losy United.
» 3 maja 2018, 13:24 #1
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis DevilPage.pl nie ponosi żadnej odpowiedzialności za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety osoby będą banowane bez możliwości odwołania.

Przejdź do góry strony