Amorim stracił pracę 5 stycznia dzień po spotkaniu z Leeds United (1:1) i
głośnej konferencji prasowej, na której podkreślał, że przyszedł do Manchesteru United, aby być menadżerem, a nie tylko trenerem.
Cisza po burzy w Manchesterze
Ruben Amorim po oficjalnym komunikacie przyjął strategię całkowitego odcięcia się od medialnego zgiełku. Od momentu rozstania z Czerwonymi Diabłami:
• Nie opublikował żadnego pożegnania ani oświadczenia w mediach społecznościowych.
• Nie udzielił żadnego wywiadu na temat swojej pracy w Anglii.
• Osoby z jego bliskiego otoczenia potwierdzają, że Portugalczyk nie planuje w najbliższym czasie przerywać milczenia.
Amorim był widziany publicznie w lutym na turnieju tenisowym w Katarze, gdzie oglądał mecz z udziałem Carlosa Alcaraza oraz w zeszłym miesiącu w Lizbonie, gdzie grał w padla z Hugo Vianą, dyrektorem sportowym Manchesteru City, którego zna jeszcze z czasów pracy w Sportingu.
Powrót do korzeni? Benfica na horyzoncie
Mimo medialnej nieobecności nazwisko Amorima cały czas budzi emocje na rynku transferowym. Coraz głośniej mówi się o jego potencjalnym powrocie do Benfiki, w której jako piłkarz rozegrał 154 spotkania.
Sytuacja w lizbońskim klubie jest napięta:
• Obecny trener, Jose Mourinho, znajduje się pod ogromną presją.
• Benfica zajmuje obecnie 3. miejsce w tabeli na pięć kolejek przed końcem sezonu.
• Klubowi grozi brak kwalifikacji do Ligi Mistrzów, co byłoby wizerunkową i finansową katastrofą.
Przed Benfiką kluczowe starcie, czyli niedzielne derby ze Sportingiem. Wynik tego meczu może przesądzić o losie „The Special One” i otworzyć drzwi do powrotu Amorima na Estadio da Luz. Czy trener, który milczał przez ostatnie miesiące, właśnie tam odzyska swój głos?