Po meczu z Bournemouth dużo mówi się o pracy arbitra Stuarta Attwella. Sędzia nie dopatrzył się przewinienia na Amadzie Diallo, a chwilę później gola na 1:1 zdobył Ryan Christie.
– Jesteśmy rozczarowani, bo zrobiliśmy wystarczająco dużo, aby mieć trzy punkty. Mecz kończył się dla nas cierpieniem i robiliśmy wszystko, aby nie stracić bramki. Jesteśmy sfrustrowani, że nie mogliśmy prowadzić 2:0 i straciliśmy gola – stwierdził Fernandes w rozmowie ze
Sky Sports.
– Nie dostaliśmy rzutu karnego, choć chwilę wcześniej dostaliśmy jedenastkę za taką samą sytuację jak z Amadem. W jednym przypadku jest to karny, a w drugim nie ma. Wiem, że trudno jest arbitrowi odgwizdać dwie jedenastki tej samej drużynie, ale nie rozumiem, czego VAR się nie zaangażował. Tak samo w sytuację z Harrym, bo tam też był karny. Albo więc każda z tych sytuacji jest jedenastką, albo żadna.
– Amad znalazł się w sytuacji, w której chciał strzelać i został popchnięty. Widać, że coś go wytrąciło z równowagi. To frustrujące dla drobniejszych zawodników, bo zawsze ludzie mówią, że mali gracze upadają zbyt łatwo, a kiedy upada większy gracz, to gwiżdżą faule. Sytuacja rywali to rzut karny, ale nasza z Amadem to również jedenastka. To mogło zmienić oblicze meczu – dodał Bruno.
Manchester United do ligowej rywalizacji wróci dopiero 13 kwietnia. Czerwone Diabły zmierzą się na Old Trafford z Leeds United.