Sesko chciał pójść w ślady swojego ojca Alesa i w barwach klubu NK Radece grał początkowo na bramce.
– Mój tata był bramkarzem. Najpierw był piłkarzem, później zmienił profesję na koszykówkę. A później znów grał w piłkę – wyjawił Sesko w podkaście
Inside United.
– Był bramkarzem i kiedy ja zaczynałem moją przygodę z piłką, to również grałem na bramce w bardzo młodym wieku. W trakcie jednego meczu, w środku spotkania, spojrzałem na mojego tatę i powiedziałem: „To jest nudne. Nie mam co robić w bramce”.
– To było trudne, bo widziałem moich kolegów z zespołu, którzy grali z przodu, a ja nie mogłem strzelać bramek. Musiałem coś robić. Były również takie mecze, kiedy stałem na bramce, brałem piłkę, pokonywałem całe boisko i strzelałem gola!
– To była fajna podróż. Później zacząłem grać jako środkowy obrońca, a skończyłem na napadzie. Miałem wtedy 12-13 lat. W takim wieku zostałem napastnikiem i tej pozycji się już trzymałem – dodał Sesko.
Słoweński napastnik był bohaterem Manchesteru United w ostatnim meczu z West Hamem United (1:1). Bramka w 96. minucie pozwoliła Czerwonym Diabłom uratować punkt na London Stadium. Benjamin Sesko kolejną okazję na podreperowanie dorobku strzeleckiego będzie miał 23 lutego, kiedy to United zmierzą się na wyjeździe z Evertonem.