Książka jest dostępna w księgarni LaBotiga.pl: https://bit.ly/devil-evraFragment:Terry pośliznął się i trafił w słupek. Edwin aż podskoczył, a nas zalała fala radości. Teraz Ando czekała randka z przeznaczeniem. Giggsy miał rację – Ando pewnie wykonał karnego. Ryan spokojnie trafił swoją jedenastkę i losy Chelsea zależały teraz od mojego kumpla, Nicolasa Anelki. Był smutny, podchodząc do karnego, i jeszcze bardziej posmutniał, kiedy Edwin obronił jego strzał.
Wszyscy pobiegliśmy w jego kierunku, żeby świętować. To było piękne. Ruszyłem do trybuny, do mojej rodziny, braci, kumpla Tshimena i mojego agenta. Wyściskałem ich wszystkich. Szaleliśmy na boisku i tańczyliśmy przed kibicami. Do Moskwy przyleciało 25 tysięcy fanów United, niektórzy dotarli tu pociągiem, chociaż taka podróż trwała trzy, cztery dni. Stworzyli mały Manchester w Moskwie, czerwone morze, z którego dobiegało „Glory, glory Man United”. Jeden z kibiców podał mi czapkę z herbem Rosji, inny rzucił mi czapkę z francuską flagą.
Moje marzenie się spełniło. Byłem taki szczęśliwy. Czułem się spełniony, bo dokonałem wszystkiego, czego pragnąłem jako piłkarz. Trofeum było duże, piękne i bardzo ciężkie. Było późno, padało, ale mieliśmy to gdzieś. Okulary Fergusona zaparowały i nie widział za dobrze – też miał to gdzieś, uśmiechał się i przytulał wszystko i wszystkich wokół. Myślę, że nawet rosyjskich żołnierzy i ich konie. Nie tylko Ferguson kiepsko widział – sam zabrałem okulary Albertowi, naszemu kitmanowi, i nałożyłem je na nos.
Zauważyłem, jak John Terry płacze na boisku, i szczerze mu współczułem. W przeciwieństwie do kolegów z zespołu też kiedyś przegrałem finał Ligi Mistrzów. Obraz załamane go Terry’ego towarzyszy mi do dzisiaj. Chelsea była świetnym zespołem i nawzajem podnosiliśmy swój poziom; staliśmy się dwiema najlepszymi drużynami na świecie, jednak to ona przegrała z nami walkę o mistrzostwo i teraz uległa nam w Lidze Mistrzów.
Po długim świętowaniu w szatni odwieziono nas do hotelu. Wszyscy poza mną pili alkohol. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, było tak późno, że robiło się już jasno. Musiała być jakaś trzecia w nocy. Jeśli przyjrzycie się zdjęciom z tamtego wieczoru, zobaczycie, że jako jedyny się nie uśmiecham. Żałuję tego, ale chyba wiem, dlaczego tak było. Byłem rozczarowany tym, że nie zdobyliśmy Pucharu Anglii, przez tą porażkę u siebie z Portsmouth. Zabrakło nam jednego trofeum, by zrównać się z wielkim United z 1999 roku. Tak jak mówiłem, nie powinniśmy wtedy przegrać.
Właśnie to powiedziałem mojemu bratu Dominique’owi, który był w hotelu i uczestniczył w świętowaniu. Odpowiedział: – Patrice, zwariowałeś, właśnie wygrałeś Premier League i Ligę Mistrzów. Masz poważne problemy ze sobą.
Ale tak się czułem: nie miałem ochoty na świętowanie. Zamiast tego tańczyłem z ojcem Ji. Było mu przykro ze względu na syna i postanowił, że najlepszym sposobem na poprawę nastroju będzie taniec. I to nie byle jaki – taniec kung-fu. Dołączyłem do niego. Potrafił kopać naprawdę wysoko.
Moja rodzina i agent pili szampana. Wszyscy myśleli, że mam kiepski humor, bo nie chciałem do nich dołączyć. Piłkarze mówili: „Podajcie temu smutasowi gorącą czekoladę albo szklankę wody”. Mieli rację, powinienem się bardziej cieszyć, ale przecież miałem medal na szyi i tańczyłem kung-fu z tatą Ji o piątej nad ranem. To też było coś.
W przeciwieństwie do innych graczy następnego dnia czułem się wypoczęty. W samolocie puściłem kawałek American Boy Estelle i Kanyego Westa. Ed Woodward do teraz mówi, że ta piosenka kojarzy mu się ze mną i tamtą nocą.
Przyszły prezes United był w samolocie ze swoją żoną; młody facet, niewiele starszy od zawodników. Nasze ścieżki miały się przeciąć jeszcze wiele razy. Nikt inny nie chciał słuchać mojej muzyki, bo wszyscy byli skacowani. Giggsy narzekał: – Patrice, ścisz to, chcemy spać.
– Nie ma mowy, impreza Patrice’a trwa w najlepsze – odpowiedziałem, żałując, że nie ma z nami ojca Ji. Wrócił do Korei Południowej.
Kiedy wylądowaliśmy w Manchesterze, spodziewałem się, że powitają nas tysiące fanów. Pamiętałem zdjęcia z 1999 roku, kiedy zwycięzców Ligi Mistrzów oklaskiwało na ulicach Manchesteru około pół miliona kibiców. Wyjrzałem za okno. Na pasie stał tylko jeden facet, kierujący samolotem przy pomocy dwóch paletek do ping-ponga. Na lotnisku było kilkaset osób. Pomyślałem: „Niemożliwe, że tak to wygląda”. Byłem rozczarowany, kiedy zapakowaliśmy się do autobusu i odjechaliśmy z lotniska.
Ferguson powiedział do nas przez mikrofon: – Dobra robota, gratulacje, ale jeśli spoczniecie na laurach, porwę wasze kontrakty. Powodzenia z reprezentacjami i do zobaczenia w następnym sezonie.
Nie było żadnej parady. Policja stwierdziła, że byłaby zbyt niebezpieczna i utrudniłaby pracę mieszkańcom Manchesteru. Bzdury. Zarówno wcześniej, jak i później organizowali parady i dla United, i dla City.
Gdy dotarłem do domu, powiedziałem żonie: „Jeśli tak wygląda zwycięstwo w Lidze Mistrzów, to nie chcę jej więcej wygrać”. Było mi smutno. Byłem zadowolony ze zwycięstwa na boisku, ale świętowanie mnie rozczarowało.
Ferguson wyraził się bardzo jasno. Nie mogłem uwierzyć, jak szybko skupił się na następnym sezonie. Didier Deschamps powiedział mi: „Wygrywanie jest ważne. Kiedy poznałem Fergusona, stało się normalne”. Zrozumiałem, że Ferguson nigdy nie przestaje myśleć o wygrywaniu, i ja też zaczynałem mieć podobne nastawienie. Nie byłem zadowolony, jeśli nie wygraliśmy wszystkiego. Moja żona zauważyła: „Zmieniasz się w robota Man United, nie żyjesz w rzeczywistości. Czemu nie możesz cieszyć się chwilą? Zwycięstwo w lidze stało się dla ciebie normą. Powinieneś cieszyć się z tych momentów albo będziesz tego żałował”.
Myślała, że jestem bliski obsesji, ale dla mnie było już za późno. Pewnego dnia mój syn powiedział: „Nienawidzę Manchesteru”. Kiedy zapytałem go dlaczego, odpowiedział: „Bo Manchester zabiera mi tatusia”.
Podczas meczów MU powiewa czerwono-biało-czarna flaga z napisem: „United. Dzieci. Żona. W tej kolejności”. Ludzie myślą, że to żart, ale u mnie – wstyd przyznać – właśnie tak to wyglądało. Obsesja pozwoliła mi jednak wiele osiągnąć. Oddychałem tym klubem, chociaż nie przyszedłem tu na świat, jak choćby Gary Neville. Czułem jednak, że urodziłem się po to, żeby tu grać. Nie byłem już Patrice’em Evrą. Stałem się trybem w zwycięskiej maszynie Manchesteru United, w najważniejszym okresie mojego życia i mojej kariery. United był moim narkotykiem. Kiedy w 2014 roku musiałem go odstawić, chodziłem przybity przez miesiąc. Nie wiedziałem wówczas, co się ze mną dzieje, ale wcześniej miałem przeżyć jeszcze wiele szczęśliwych chwil.
O książce:Wychował się w Les Ulis, jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic na przedmieściach Paryża. Kradł i handlował marihuaną, czyli robił to, co większość jego kolegów. Przeżył – w przeciwieństwie do swojego brata Alberta, który przedawkował crack, i brata jego przyjaciela, który został zastrzelony podczas kłótni. Futbol stał się dla niego szansą nie tyle na lepsze życie, ile na życie w ogóle.
Autobiografia Evry jest inna niż dotychczasowe wspomnienia piłkarzy. Szokuje, przeraża, zadziwia, ale też wywołuje uśmiech i daje nadzieję. Patrice musiał stoczyć wiele walk, by dostać się na piłkarski szczyt. Ale gdy tam dotarł, wiedział już, że nic go nie złamie. Tak jak w dzieciństwie nie złamało go to, że był molestowany przez dyrektora szkoły.
Oto Patrice Evra, jakiego nie znacie. Ta książka to szczera historia jego życia i kariery. Który z piłkarzy Manchesteru United powiedział do sir Alexa Fergusona „pier*ol się!”? W czym Rooney był lepszy od Cristiano Ronaldo? Dlaczego Chiellini nie wierzył w siebie, a Marchisio nazywał Evrę Martinem Lutherem Kingiem?
Nie należał do grona najwybitniejszych piłkarzy na świecie, ale okazał się znakomitym obserwatorem. Teraz opowie Wam o rzeczach, o których prawie nigdy nie mówi się w piłkarskich biografiach.
Zamów książkę Patrice’a Evry na ⏩
https://bit.ly/devil-evra