Dzisiejsza notka powinna mieć tytuł \"Czy ktoś go zna?\", jednak chcąc trzymać się serii, zostawmy nazewnictwo w spokoju i przejdźmy do człowieka, któremu wczoraj Eurosport poświęcił artykuł na swojej stronie głównej.
Czy ktoś z was słyszał o urodzony w 1978 roku, w Manchesterze Dannym? Pytanie dość retoryczne, niemniej jednak, musicie wiedzieć, że zapisał się on na kartach historii swojej ojczyzny, debiutując w barwach Gibraltaru w pierwszym spotkaniu pod szyldem rozgrywek UEFA.
Tak, tak...Nie przeczytaliście źle. Gibraltaru, gdyż matka Higginbotham pochodzi z Hiszpanii, więc pomimo angielskiego miejsca urodzenia, Danny w wieku 34 lat dostąpił zaszczytu gry w międzynarodowym meczu. Wróćmy jednak do początku.
Danny do Akademii Manchesteru United trafił w wieku 16 lat i spędził w niej najbliższe trzy lata, grając głównie w defensywie. Był typowym, przeciętnym chłopakiem z miasta, który nie wyróżniał się niczym szczególnym, lecz dzięki zamiłowaniu do futbolu pokonywał kolejne szczeble w Akademii.
Był tak wytrwały w swoich dążeniach, że w 1997 roku podpisał z klubem profesjonalny, trzyletni kontrakt. Dostał nawet okazję debiutu w barwach klubu w meczu Pucharu Ligi, lecz bardzo szybko okazało się, iż jest on po prostu za słaby na taki klub.
W sezonie 1998/99 trafił na wypożyczenie do zaprzyjaźnionego z United belgijskiego klubu, Royalu Antwerpii, gdzie zaliczył 29 występów, zdobywając przy tym trzy gole. Niestety, podczas jednego z ostatnich spotkań sezonu, Higginbothamowi puściły nerwy i bezpardonowo zaatakował arbitra. Wyrok Belgijskiej Federacji Sportowej? 12 miesięcy zawieszenia.
Ostatecznie zdecydowano się skrócić zawieszenie do czterech miesięcy, a Danny powrócił do Anglii. Tutaj bardzo szybko zdał sobie sprawę (lub zostało mu to uzmysłowione), iż nigdy nie przebije się do pierwszego składu Czerwonych Diabłów, więc 5 czerwca 2000 roku zakończył swoją przygodę z klubem swoich marzeń. Odszedł do Derby County za kwotę 2 milionów funtów, co jak na 22-letniego piłkarza, mającego na koncie zaledwie kilka występów w United było sporą sumą.
W tym miejscu zaczyna się prawdziwa przygoda Higginbothama z angielskim futbolem. W przeciągu 13 lat odwiedził 9 klubów na Wyspach. Po trzyletniej przygodzie z Baranami (86 spotkań, 3 gole), był trzyletni epizod ze Świętymi (94/4), następne dwa lata spędził u Garncarzy (45/7), późniejszy sezon to gra dla Czarnych Kotów (22/3) i powrót na stare śmieci do Garncarzy.
W Stoke City przesiedział cztery lata, zaliczając 64 występy i strzelając 4 gole. Następnie został wypożyczony do kolejno: Nottingham Forest i Ipswich Town, aby ostatecznie przenieść się na stałe do Sheffield United. Tutaj pół sezonu i mamy rok 2013.
Obecnie Danny ma 34 lata, gra dla półprofesjonalnego Chester (Conference Premier) i na swoim koncie ma ponad 300 (!!!) występów w Premier League. A i jeszcze jedno, właśnie zaliczył swój debiut dla reprezentacji Gibraltaru i chyba jednak nie zamierza kończyć jeszcze swojej bogatej kariery piłkarskiej, jak planował kilka miesięcy temu.
Warto dodać, iż trener Gibraltaru, Allen Bula jest prywatnie wujkiem Danny\'ego, a o możliwości wystąpienie dla reprezentacji poinformował Higginbothama za pośrednictwem...Twittera.
A więc, czy wiedzieliście, że wychowanek Manchesteru United gra dla Gibraltaru? ;)
Możliwość komentowania tego newsa jest już niemożliwa, z powodu upłynięcia 7 dni od czasu jego dodania.
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis
nie ponosi żadnej odpowiedzialności za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety osoby będą banowane bez możliwości odwołania.