Czekałem na pierwszą w tym sezonie porażkę Manchesteru City. Oczywiście przede wszystkim żeby dystans w tabeli między drużynami z Manchesteru się zmniejszył, ale innym powodem, dla którego trzymałem wczoraj kciuki za Chelsea, była szansa na uświadomienie części kibicom United, że ten sezon wcale nie jest tak zły, jak oni go sobie wyobrażają.
Manchester City – drużyna, która według wielu „dziennikarzy” i kibiców-pesymistów została już w październiku/listopadzie mistrzem Anglii, ma zaledwie dwa punkty przewagi nad Manchesterem United. Wszyscy regularnie śledzący Premier League zapominali o podstawowych rzeczach – o terminarzu, o formie, o doświadczeniach z przeszłości. Nikt nie sprawdził jakich rywali w pierwszych dwunastu spotkaniach (w których stracił tylko dwa punkty) miał Manchester City. Nikt nie pamiętał, że Manchester United bardzo skrupulatnie zdobywa punkty w okresie świąteczno-noworocznym. Nikt nie pamiętał, że nie wolno ekipy Sir Aleksa Fergusona spisywać na straty tylko dlatego, że ktoś ma więcej punktów – zapomniano też, że mistrzowską formę Manchester United łapie zwykle na wiosnę, czyli najważniejszy okres sezonu.
Dziwiłem się kiedy z Manchesteru City robiono już pewnego mistrza Anglii, choć dopiero co minęliśmy jedną trzecią sezonu. Teraz, na cztery spotkania przed półmetkiem, Manchester City może podchodzić do meczu z Arsenalem pod presją, jako wicelider (jeśli Manchester United pokona dzień wcześniej Queens Park Rangers). Muszę przyznać, że The Citizens są dużo groźniejsi niż przypuszczałem – na pewno nie będę już mówił, że na koniec sezonu i tak nie będą się liczyć w walce o tytuł, bo wszystko, na dzień dzisiejszy, wskazuje na to (z całym szacunkiem dla Chelsea), że to ekipy z Manchesteru rozstrzygną między sobą kwestię mistrzostwa Anglii, pod koniec kwietnia na Etihad Stadium.
Wiecie, że Manchester United w tym sezonie zdobył dwa punkty mniej niż z tych samych spotkań w poprzednim? A Manchester City zgarnął siedem punktów więcej? Nie przeszkadza to Czerwonym Diabłom być tylko dwa punkty za The Citizens. Wiecie, że Manchester United w tym sezonie zanotował swój drugi najlepszy start rozgrywek w ostatnim dziesięcioleciu?
I teraz tylko szkoda tych dwóch sędziowskich błędów: brak karnego po faulu na Hernándezie w meczu ze Stoke City i podyktowanie tego nieszczęsnego karnego dla Newcastle. Jestem przekonany, że gdyby nie one, Manchester United byłby teraz liderem Premier League.
Mam dosyć słuchania osób, które na piłce nożnej się nie znają – a w Polsce prawie wszyscy dziennikarze sportowi są dziennikarzami przeciętnymi. Nie proszę ich o wiele, chciałbym tylko, żeby szukali informacji z dala od kiepskich serwisów, dla których czymś ważnym jest „pocałunek” Łukasza Fabiańskiego i Andy’ego Carrolla w jednej z gier komputerowych; żeby szukali informacji sami, a dyskusje o meczu były dyskusjami o meczu, a nie o ciekawostkach dotyczących piłkarzy, przeczytanych na plotkarskich serwisach. Tacy ludzie spisywali Manchester United na starty, bo tabela w telegazecie na „236” mówiła, że City ma 5-punktową przewagę, nie pamiętali oni jednak, że jest to jeden z lepszych początków sezonu w historii klubu z Old Trafford.
Najgorsze jest to, że wiele osób słucha ich i uważa, że mają rację, bo są dziennikarzami, "znać się muszą". I piszą oni później w internecie bzdury, że jesteśmy strasznie słabi. A nie jesteśmy.
Możliwość komentowania tego newsa jest już niemożliwa, z powodu upłynięcia 7 dni od czasu jego dodania.
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis
nie ponosi żadnej odpowiedzialności za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety osoby będą banowane bez możliwości odwołania.