28.12.2025 do newsa Manchester United - Newcastle United 1:0. Bez Bruno Fernandesa też da się wygrywać!
Pokaż
Fajnie opisał sytuację Mainoo & Casemiro Szemhazaj na swoim blogu.
Gdy Ruben Amorim przejął stery w United jego głównym zadaniem było wyprowadzenie klubu z mętnych wód - nie chodziło już nawet o same wyniki ale zmianę nastawienia zawodników, którzy przyzwyczaili się do stopniowego obniżania standardów i w efekcie bojkotowali etos pracy zawodowego sportowca.
Najlepiej widać to po Mainoo i Casemiro.
Kiedy Amorim zaczynał pracę Brazylijczyk był na cenzurowanym - w hierarchii pomocników znajdował się za plecami anonimowego Toby'ego Colly'era. Kobbie - wprost przeciwnie. Grał i to często. Odkąd Portugalczyk objął rządy Anglik wystąpił od początku w lidze w 13 meczach, Brazylijczyk tylko w 6, a przecież na drodze młodemu stanęła w międzyczasie kontuzja. Sytuację zmieniały występy w Lidze Europy w których Cas brylował i zmieniał optykę trenera co do swojej osoby - tam odciskał naprawdę pozytywne piętno na występach zespołu podczas gdy w lidze drużyna z Mainoo w składzie zbierała regularne bęcki. Wyjątkowo stronniczą podłością byłoby oskarżać o taki stan rzeczy dwudziestoletniego chłopaka występującego w środku pola w tak trudnej lidze, w zespole tak straszliwie rozedrganym ale fakty były takie, że dla Kobbiego było zwyczajnie za wcześnie - nic w tym złego. Sam wiele razy pisałem o tym, że środkowi pomocnicy często dojrzewają najpóźniej, a wychowanek MU ma w nogach iskrę przypominającą Iniestę.
Ale sam talent to za mało.
Spójrzmy na to jeszcze raz. Casemiro miał 32 lata gdy Amorim trafił na Old Trafford. Była prawie połowa sezonu, mógł machnąć ręką, zostawić ten cyrk za plecami, iść do Serie A w której byłby gwiazdą lub wygrzewać się w blasku monet do Arabii. Tym bardziej, że od samego początku menedżer mu nie ufał i otwarcie to okazywał.
Mainoo w tym czasie wciąż miał nad sobą parasol ochronny w postaci świetnego debiutanckiego sezonu w którym demonstrował ogromne umiejętności panowania nad piłką. Ten Hag uciekał z podkulonym ogonem, przychodziła nowa twarz, nowe rozdanie, być może dla niego - kluczowe dla dalszej kariery. I co?
Ano nic bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jeden dobry sezon w Premier League i udane EURO przekręciły klepki w głowie młodego i uznał on, że już wystarczy. Że dalsze starania nie mają sensu, że przecież... pierwszy skład mu się należy. Dokładnie to podejście prezentowali Jadon Sancho czy Marcus Rashford, którzy nie potrafili pojąć, że bez względu na to jakie nazwisko masz na koszulce i ile nagród indywidualnych mieści twoja prywatna gablota - musisz zasuwać dla drużyny na pełnych obrotach.
Żeby powiedzieć wprost: gdy Casemiro z Mainoo są razem na boisku to nie widać, który z nich ma 33 lata, a który 20... i nie jest to komplement dla Kobbiego. Bo możesz mieć chłodną głowę, trzymać się na nogach i zagrać bardzo dobrą piłkę w straszliwym tłoku ale jeśli do tego nie dorzucisz wydolności i pary w nogach to w środku pola w Anglii po prostu zginiesz. Casemiro, który już te atrybuty zatracił ratują trzy rzeczy: jego nastawienie, gra w powietrzu i dalekie podania. Mainoo tego nie oferuje. A dokłada do tego poruszanie się po boisku czterdziestolatka, który śmiało mógłby już być na sportowej pół-emeryturze w ciepłych krajach.
W meczu z Newcastle byliśmy świadkami przedziwnej zmiany - Yoro wszedł w miejsce Casemiro w bardzo gorącym momencie gdy do końca pozostało pół godziny. Trudno było to zrozumieć wszystkim - także Brazylijczyk żywiołowo gestykulował w stronę ławki by dowiedzieć się czy techniczny nie popełnił błędu przy wciskaniu guziczków. Nie popełnił. Brazylijczyk spuścił głowę, podszedł do Leny'ego, zbił z nim pięć, zbił pięć z trenerem, poszedł na ławę, tam zbił kolejne piątki z kolegami. Widać było, że jest zły, może nawet wściekły ale nie podkopał autorytetu trenera. Zna swoje miejsce w szeregu, mimo, że jest wybitnym piłkarzem.
Tymczasem Kobbie nie potrafi powstrzymać swojego szukającego atencji braciszka przed zakładaniem koszulki z idiotycznym napisem - a może i sam go w tym pomyśle poparł, wiedząc przecież, że to wylanie kolejnego wiadra pomyj na i tak zrujnowaną atmosferę wokół klubu. Jego sytuacja nie poprawiła się - od tego czasu wciąż nie gra bo teraz podobno leczy kontuzję... choć trudno w to uwierzyć.
Przypomnijmy: Casemiro ma na półce pięć Lig Mistrzów i trzy Mistrzostwa Hiszpanii.
Mainoo ma talent.
Dokładnie tyle samo mieli Ravel Morrison, Jadon Sancho i Jesse Lingard. Oni też wybrali wolność.
Generalnie były pogłoski już latem żeby lepiej go sprzedać a wtedy oferowali jakieś 60/70 mln funtów tylko, że wtedy to było takie 50 na 50 czy aby na pewno to dobry pomysł. Jakby nie patrzeć dostał szansę i dopóki co totalnie jej widocznie nie wykorzystuje a szkoda.