Cristiano Ronaldo popiera angaż Jose Mourinho w Manchesterze United. Choć oficjalnie portugalski menadżer nie dołączył do klubu z Old Trafford, to jest to prawdopodobnie kwestia godzin, po tym jak Czerwone Diabły zwolniły Louisa van Gaala.
» Cristiano Ronaldo życzy Manchesterowi United jak najlepiej
– Uważam, że to dobre rozwiązanie. Jeśli Manchester United tego chce, to jest to dobre – mówi Ronaldo.
– Mam nadzieję, że Manchester United wróci do bycia klubem, którym był. Byli imponującym zespołem, ale w ostatnich latach brakowało im nieco tożsamości.
– Boli mnie oglądanie takiego United, bo to klub, który noszę w sercu. Mam nadzieję, że Mourinho przywróci ich na szczyt – dodaje Ronaldo.
antoniovalencia:Komentarz zedytowany przez usera dnia 26.05.2016 15:03
Prawdziwy Diabeł nie odchodzi z Manchesteru United. Jak chociażby Ryan Giggs czy Paul Scholes... Oczywiście dla Ronaldo wielki szacunek za grę dla "nas", styl w jakim u "nas" grał, piękne słowa w stronę klubu z Manchesteru i również uszanowanie Jego dycyzji dołączenia do Realu Madryt ;) , ale nazywanie go prawdziwym diabłem uważam jednak za przesadę.
Pozdrawiam
bulwerss: Tak nawiasem mowiac ciekawe ile rzeczy moglby dokonac i Ronaldo w MU i MU z Ronaldo w skladzie. Napewno wiecej anizeli wygral z Realem. 1x LM 1x La Liga a z pucharami to sie nie orientuje. Szalu nie ma.
uzil25: Wszystko co koledzy powyżej napisali. Zgadzam się w 100%.
Choć nie wątpię, że nosi MU w sercu i to, że jest prawdziwym diabłem to trudno go ustawiać w jednym rzędzie z Giggsem czy Scholesem... choć gdy grał u nas to była czysta rozkosz dla oczu, fenomenalny piłkarz, zresztą jest nim do dzisiaj.
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis DevilPage.pl nie ponosi żadnej odpowiedzialności za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety osoby będą banowane bez możliwości odwołania.
Wiedziałeś? Równo 62 lat temu George Best, Denis Law oraz Bobby Charlton zagrali razem po raz pierwszy. Wszyscy trzej zdobyli po bramce. Czerwone Diabły pokonały West Bromwich Albion 4:1.