Prywatność na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Cookies wykorzystywane są m.in. do personalizacji reklam. Szczegółowe informacje na temat plików cookies znajdziesz w dziale Polityka Cookies. Korzystając z serwisu akceptujesz także postanowienia naszego Regulaminu.

Akceptuję pliki Cookies i Regulamin

Wywiad z Markiem Dempseyem

Wywiady » Wywiad z Markiem Dempseyem


Wywiad z Markiem Dempseyem Mark Dempsey, który w przeszłości dwukrotnie wystąpił w pierwszym zespole Manchesteru United, a obecnie pracuje w sztabie szkoleniowym Ole Gunnara Solskjaera udzielił wywiadu klubowej telewizji United.

55-latek pełnił rolę asystenta Solskjaera w norweskim Molde. Dempsey samodzielnie prowadził także szwedzkie Djurgården. Anglik opowiedział o swojej karierze piłkarskiej, życiu w Norwegii oraz pracy z młodzieżowymi drużynami Czerwonych Diabłów.

Zaczynałeś w United jako młody zawodnik. Czy możesz nam opowiedzieć o tym okresie?

– Tak, przyszedłem jako młody chłopak, kiedy miałem 12 lat. Klub miał w zwyczaju sprowadzać nas w trakcie wakacji. Jako 14-latek podpisałem papiery juniora. Wydaje mi się, że menadżerem był wtedy Tommy Docherty. Tak, w 1978 roku był nim Tommy Doc. Później przyszedł Dave Sexton. Zdobyłem praktykę i w 1982 roku przeszedłem na zawodostwo. Byłem w pierwszej młodzieżowej drużynie Erica Harrisona. Miło było zobaczyć kilka znajomych twarzy na pogrzebie Erica. Była to smutna uroczystość, ale wiele to o nim mówi. Mieliśmy dobry zespół – Mark Hughes, Norman Whiteside, Graeme Hogg, Clayton Blackmore, Billy Garton – wielu zawodników awansowało. Zostaliśmy pokonali 7:6 przez Watford w finałowym dwumeczu. Oni mieli u siebie między innymi Johna Barnesa i Jimmy\'ego Gilligana. W wielu 18 do 21 lat kręciłem się wokół pierwszego zespołu. Grali tam wówczas nieźli gracze – Bryan Robson, Ray Wilkins, Paul McGrath czy Norman Whiteside. Ja byłem wtedy w wadze lekkiej i nie byłem wystarczająco dobry, żeby zagwarantować sobie miejsce. Rozegrałem parę meczów, ale poszedłem dalej. Klub chciał mnie zatrzymać, lecz zależało mi na grze, dlatego podjąłem swoją decyzję. Zostałem wypożyczony do Sheffield United, a potem podpisałem z nimi kontrakt. To był fantastyczny czas. Podróżowałem po całym świecie i grałem ze wspaniałymi piłkarzami. To mój klub. Pamiętam także Denisa Lawa. To były wspaniałe czasy.

Ile pamiętasz ze swoich występów dla pierwszego zespołu? Założę się, że potrafisz przywołać w myślach każdą sekundę!

– Co zabawne, tak właśnie jest. Wszedłem do gry na Old Trafford w 1983 roku, kiedy prowadziliśmy ze Spartakiem Varna 2:0. Zaliczylem dobre pół godziny. Zastąpiłem Kevina Morana, co nieco mnie zaskoczyło. Kiedyś ktoś zadał mi to pytanie i to mnie zaskoczyło, ponieważ myślałem, że wszedłem za Robbo czy Raya Wilkinsa. Tak naprawdę był to Kevin. Oddałem fantastyczny strzał. Frank Stapleton wyłożył podanie na linii pola karnego, a ja uderzyłem z woleja. Bramkarz wyrzucił ręce i piłka go trafiła. Gdyby tylko weszła w góry róg... Zadebiutowałem w lidze przeciwko Ipswich w 1985 roku, kiedy Robbo wypadł z gry. Nosiłem koszulkę z siódemką, co było miłe! Opowiadam swoim wnukom, że grałem ze słynną siódemką! Dobrze sobie poradziłem. Wygraliśmy 1:0, Frank zdobył bramkę po dośrodkowaniu Jespera Olsena. Pamiętam, że machałem kumplom na trybunach, a oni krzyczeli \'Demmo, Demmo!\'. Nieźle się spisałem i zebrałem dobre recenzje. W piątek myślałem, że znajdę się w pierwszej drużynie na starcie z Astona Villą. Wykonywałem wszystkie stałe fragmenty. Powiedziałem tacie, że zagram. Wybrali się na mecz z delegacją Labour Club Cleveland z Crumpsall. W dniu meczowym jedliśmy posiłek, a Big Ron powiedział, że przeprowadzi tylko jedną zmianę. Dodał \'Demps, dobrze się spisujesz, ale dzisiaj trochę obawiam się Steve\'a Hodge\'a\'. Zastanawiałem się, czy nie dałbym rady go zatrzymać. Menadżer powiedział, że zagra Clayton. Ironią losu jest to, że Clayton wszedł i zdobył bramkę z rzutu wolnego, co stało się jego znakiem rozpoznawczym...

Taki jest futbol? Clayton strzela gola z rzutu wolnego, a twój strzał został obroniony przez bramkarza. Wszystko mogło się potoczyć inaczej.

– Gdybym był wystarczająco dobry, piłka znalazłaby się w bramce. Nie znajdowałem się na odpowiednio wysokim poziomie. Później stałem się podróżnikiem i miałem świetne przygotowanie pod względem edukacji. Znalazłem się we wspaniałych miejscach i pracowałem z doskonałymi trenerami. To były świetne podstawy do rozpoczęcia kariery trenerskiej. Mogłem czerpać ze swoich wcześniejszych doświadczeń. Pierwszym młodzieżowym trenerem był Syd Owen. Świetnie się spisywał, ale miałem go tylko przez 12 miesięcy. Syd był dobrym człowiekiem, który nieco wyprzedzał swoje czasy. Był środkowym obrońcą o wysokiej kulturze gry, wiec nasze treningi skupiały się na pracy z piłką. Syd zdobył nagrodę Piłkarza Meczu za swój występ przeciwko Nottingham Forest w Pucharze Anglii w 1959 roku. Później przyszedł Eric Harrison. Wszystko, co zostało o nim powiedziane, trafia w sedno. Eric uczył cię gry oraz bycia mężczyzną. Miał ogromny wpływ na nasze postrzeganie futbolu.

Czy ten wpływ towarzyszył ci również później, kiedy przeniosłeś się do Sheffield United i zobaczyłeś piłkę na nieco innym poziomie?

– Championship czy wcześniejsza Division Two to całkiem inny typ futbolu. Byłem drobnym rozgrywającym w United, a nagle zaczęto odemnie wymagać wbiegania w uliczkę czy zbierania drugich piłek. Uczysz się nowego podejścia do grania. Pierwszym spotkaniem, w którym zostałem przewyższony, była rywalizacja z Plymouth Argyle. To był mój drugi czy trzeci mecz dla Sheffield i nigdy wcześniej mi się to nie przytrafiło. Załatwił mnie John Matthews. To było jak przywitanie z prawdziwym światem. Pomyślałem, że muszę szybko dorosnąć. Mieliśmy w szatni Steve\'a Foleya, który grał w drugiej linii. Powiedział, że o to właśnie w tym chodzi. Wiedziałem, że muszę dorosnąć i nigdy już nie wróciłem do bycia takim zawodnikiem, jakim byłem w United. Później schodziłem jeszcze niżej i z Sheffield przeniosłem się to Rotherham. Grałem dosyć długo, bo prawie do czterdziestki. Później jeszcze wróciłem do bycia rozgrywającym i sprawiło mi to sporo radości. Nadal musiałem się jednak nauczyć innego typu futbolu, co później ze mną zostało. Dzięki piłce nożnej zyskałem sporo doświadczeń.

Czy możliwość rozwoju i zmiany stylu jest dobrą lekcją dla młodych zawodników?

– Cóż, lepiej jest wciąż być na topie z najlepszą możliwą nauką, jaką możesz sobie zapewnić każdego dnia. Doświadczenie różnych środowisk raczej nikomu nie zaszkodzi. Trzeba sobie jednak uświadomić, że może to stanowić dla ciebie naukę. Czasem nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Pamiętam, że trener kilka razy o tym wspominał. Trzeba to wykorzystać jako szansę.

Od zawsze chciałeś być trenerem?

– Tak, zawsze tak było. Mój tata był trenerem. Nie miał profesjonalnych uprawnień, ale pracował amatorsko w Manchesterze City i Southport. Miał i nadal ma niesamowitą pasję do piłki. United to jego życie i jego lokalny klub. Jest coraz starszy, ale przekazał mi miłość do futbolu. Ciągle się uczył i chciał być lepszy. Razem pracowaliśmy nad moją grą w parku oraz wspólnie oglądaliśmy innych piłkarzy. Tata miał okazję podziwiać Dzieciaki Busby\'ego. To we mnie zostało. Od dziecka byłem dosyć głośny. Pamiętam, że byłem kapitanem szkolnej drużyny. Kiedy dołączyłem do Sheffield United, menadżerem był tam Billy McEwan, Szkot z wielką pasją. Był dobrym trenerem i dobrym menadżerem. Kiedy odebrał mnie ze stacji, wsiedliśmy do samochodu, a on powiedział \'dobrze synu, posłuchaj tego\'. Włączył taśmę Billa Shankly\'ego, który mówił o futbolu. McEwan powiedział mi też, że będę dobrym trenerem. Wtedy miałem dopiero 21 czy 22 lata. Później miałem trzech synów i wszyscy grali w piłkę. Pracowałem z ich zespołami, więc pomagałem im na początku.

W taki sposób wszystko się więc zaczęło. Jak wylądowałeś z powrotem w United?

– Pomagałem w Radcliffe Borough, a częścią mojej roli było opiekowanie się gierkami pięciu na pięciu. Kevin Glendon był wtedy menadżerem, a obowiązki prezesa pełnił Bernard Manning Jnr. Poprosili, żebym zorganizował turniej, który odbywał się już wcześniej i odniósł wielki sukces. Udział w nim miały wziąć lokalne drużyny. Był piękny, słoneczny dzień na Stainton Park, a do rywalizacji przystąpiły tysiące dzieciaków. Mój syn grał dla Boundary Park. Wydaje mi się, że grali tam również Nicky Butt oraz mój kuzyn Chris Makin. Zauważył go Phil Brogan, a ja dwa dni później odebrałem telefon. Dzwonił Paul McGuinness. Pytał, czy może porozmawiać z Markiem Dempseyem, ojcem Billy\'ego. Później dla pewności zapytał, czy nie chodzi o mnie. Odpowiedziałem, że tak, a on od razu spytał, czy syn jest tak dobry jak ja. Odparłem, że jest lepszy ode mnie. Paul zaprosił go na testy, a ja przyszedłem go oglądać. W grupie byli też Fraizer Campbell czy Danny Simpson. Zespół dopiero wrócił z turnieju Dallas Cup. To była dobra grupa. Następnego dnia Paul zapytał, co o tym sądzę. Powiedziałem, że poziom jest bardzo wysoki i Billy nigdy wcześniej na takim nie grał. Zauważyłem również, że wszyscy grają bardzo szybko. Doradziłem, że od czasu do czasu ktoś powinien odetchnąć, przytrzymać piłkę i ją rozegrać. Paul powiedział, że rozmawiał na ten temat z Erickiem. Zostałem zaproszony na rozmowę z Erickiem na Littleton Road. Po prostu porozmawialiśmy o futbolu. Nie widziałem Erica przez dziesięć lat, ale poprosił mnie o pomoc przy zespole do lat 11. To był rok 1999, cóż za wspaniały czas! Później zdobyłem uprawnienia do pracy w akademii. Klub wysłał mnie na kurs UEFA B. Później wszystko przyspieszyło jak kula śnieżna. Rozwinąłem się jako trener. Klub daje szansę ludziom, w których pokłada nadzieję. Zacząłem pracę na pełny etat w 2002 roku.

Twoje nazwisko się pojawiło, kiedy rozmawialiśmy z młodzieżowymi trenerami Marcusa Rashforda. Pomogłeś mu szybciej dostać się do programu MANUSS.

– Tak naprawdę nie pracowałem z Marcusem. Pamiętam, że raz go podwoziłem, ponieważ mieszkał w okolicy. To zabawne, ponieważ mój rozwój toczył się niemal równolegle z grupą, w której byli Jesse Lingard, Ravel Morrison czy Will Keane. To był wspaniały zespół – Ryan Tunnicliffe, Larnell Cole, Tom Thorpe. Przeskakiwałem na starsze roczniki i w 2009 roku pracowałem z 16-latkami. Było też sporo zawodników z innych grup. Pracowałem z Dannym Welbeckiem czy Mattym Jamesem. Wspaniale współpracowało mi się z Tonym Whelanem i Paulem McGuinnessem. Jeździliśmy po turniejach na cąłym świecie i każdego dnia uczyłem się czegoś nowego. W stołówce miałem okazję słuchać sir Alexa Fergusona. To było jak futbolowy uniwersytet. Bardzo mi się podobało, ponieważ byłem młodym szkoleniowcem, który zyskiwał bezcenne doświadczenie.

Następnym krokiem była współpraca z Ole Gunnarem Solskjaerem i wyjazd do Norwegii.

– Cóż, w 2009 roku wyjechałem do Skandynawii. Pracowłem w Tromsø. Rozmawiałem na ten temat z Ole, ale nie wiedział zbyt wiele. Wykonywałem dla niego drobne zadania. Ole otworzył tam akademię. Często przyjeżdżał i opowiadał dzieciakom o byciu profesjonalnym piłkarzem. Obserwował nasze sesje treningowe i po prostu rozmawialiśmy o futbolu. Później nadeszła oferta wyjazdu do Norwegii. Ole powiedział, żebym pojechał tam, dobrze się spisał i nauczył języka, ponieważ wróci za parę lat. Wszystko się potwierdziło, gdyż dostał pracę w 2011 roku. Zadzwonił do mnie i zaoferował posadę asystenta w Molde. Od pierwszego dnia bardzo mi się tam podobało. Wszystko zadziałało i wygraliśmy ligę. Klubowi nigdy wcześniej się to nie udało, chociaż obchodził stulecie istnienia. To był wielki rok. Pokonaliśmy Rosenborg, który w Norwegii jest wielkim klubem. Później udało nam się to powtórzyć. Bardzo dobrze się znamy i podróżowaliśmy razem przez ostatnich siedem czy osiem lat. Dobrze nam się razem pracowało.

Gdzie byłeś, kiedy dowiedziałeś się, że dostałeś pracę w United?

– Ole zaprosił mnie do ośrodka treningowego. Nie zapomnę tego dnia. Był 28 grudnia, urodziny mojej mamy. Nie rozmawialiśmy o możliwości podjęcia pracy. Cieszyłem się, że mam okazję obejrzeć trening. Mogłem zrobić notatki, przywitać się z Kieranem McKenną czy Michaelem Carrickiem. Wszedłem do biura Ole i porozmawialiśmy na temat futbolu. Ole powiedział, że zostawi mnie na kilka minut i wyszedł. Podziwiałem jego biuro. Wrócił i miał ze sobą koszulkę z moim nazwiskiem. Dodał, że nie muszę rozglądać się za pracą, ponieważ chce mnie tutaj. To było wspaniałe.

Jesteś człowiekiem Manchesteru United. Jak wiele znaczyła dla ciebie ta rozmowa?

– To było troche nierealne. Wszystko się wydarzyło, ale było surrealistyczne. Szczerze mówiąc, spodziewałem się tego po Ole. Od zawsze uważałem, że stać go na bycie menadżerem Manchesteru United. Do tej pory spisał się naprawdę dobrze i pokazał, że ma umiejętności, by prowadzić drużynę na takim poziomie. To było wspaniałe dla całej mojej rodziny. Oni również kibicują United. Byli nawet bardziej zachwyceni ode mnie!

Jakim menadżerem jest Ole? Znasz go bardzo dobrze. Czy cechuje go coś więcej niż umiejętność przywracania uśmiechów na twarzach ludzi wokół niego?

– Zdecydowanie. Muszę być ostrożny, ponieważ to mój szef. Nie pomylę się mówiąc, że Ole jest wspaniałym człowiekiem, który rozumie ludzi. To kluczowe dla takiej profesji. Nie jest jednak miękki i nie jest dzieckiem. Jeśli musi być bezlitosny, to taki będzie. Najważniejsza w pracy menadżera na takim poziomie jest wiedza o futbolu. Ole ma doskonałe umiejętności taktyczne. Rozumie futbol i widzi pewne rzeczy. Sposoby, jakie wykorzystuje do nauki, zostały dokładnie udokumentowane. Grał w Football Managera i tak dalej. Nie wiem, czy mu to pomogło, ale ma dużo cech, które są wymagane na topowym poziomie. Ole musi się poprawić w pewnych aspektach bycia liderem. Każdy może być lepszy i on na pewno rozumie, co to oznacza. Przepracował w roli menadżera 250 meczów. Pracował w Europie i Premier League. Cardiff City znajdowało się wówczas w bardzo trudnym momencie. Być może mógł zrobić coś inaczej. Z pewnością czegoś się jednak nauczył, co jest wartościowe w życiu. Ole będzie topowym menadżerem.

Jak ważne dla lidera jest posiadanie wokół siebie ludzi, których szanujesz i którym możesz zaufać przy podejmowaniu decyzji?

– Myślę, że Ole odziedziczył bardzo dobry zespół. Uważam, że to ważne. Przyszedł do klubu i adaptacja była łatwa. Kieran i Michael wykonują fantastyczną pracę. Nie mówię tego tylko ze względu na pracę w klubie. Jestem w piłce wystarczająco długo, by potrafić rozpoznać ludzi z dużymi umiejętnościami. Obaj są młodzi, głodni pracy i skrupulatni. Każdego dnia widać to na boisku treningowym. Jest tam również bardzo doświadczony Mike Phelan. Rozumie futbol i patrzy na wszystko z nieco innej perspektywy. Jest wyluzowany i potrafi gromadzić informacje. To bardzo cenne dla Ole. W tym temacie dopisało mu sporo szczęścia. Dla mnie praca z tymi ludźmi jest wspaniała.

To brzmi jak dobra mieszanka trenerska. Rdzeniem tego wszystkiego jest Manchester United.

– Też tak uważam. To zdrowa sytuacja. Widzieliście ich przy linii bocznej. Cały czas się komunikują, nie ma wyłącznie przytakiwania. Każdy ma swoją opinię. Ostatecznie to Ole jest menadżerem, który podejmuje decyzje. Ole uwielbia poznawać opinie innych ludzi. Później wybiera najlepsze rozwiązanie. To jeden z aspektów bycia dobrym liderem. Ole nie ma wielkiego ego. Docenia pomysły innych, co jest bardzo zdrowe.

Jak bardzo ekscytująca jest dla ciebie przyszłość?

– Jestem podekscytowany każdym dniem! Nie mogę się doczekać rozpoczęcia pracy. Podchodzę z osobna do każdego dnia, to najlepsze życiowe motto. Nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość. Żyję chwilą. Fantastycznie jest być częścią Manchesteru United.

  Autor: MUTV       Data ukazania: 06.06.2019       Tłumacz: Rio5fan

Przeczytaj także inne wywiady:


Przejdź do góry strony