Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

Wywiad z Nickym Buttem

Wywiady » Wywiad z Nickym Buttem


Wywiad z Nickym Buttem Nicky Butt w wywiadzie udzielonym klubowej telewizji Manchesteru United wypowiedział się na temat zasad panujących w Akademii klubu z Old Trafford, która słynie z efektywnego wychowywania kolejnych pokoleń utalentowanych piłkarzy.

Były angielski pomocnik objął posadę szefa Akademii Manchesteru United w lutym 2016 roku zastępując na tym stanowisku Briana McClaira.

Zacznijmy od raportu, który pokazuje, że w sezonie 2016/2017 Manchester United mógł się pochwalić największą liczbą wychowanków biegających po boiskach Premier League. Jak wielką dumą napawają pana takie statystyki?

Uważam, że to powód do dumy dla całego klubu. Jeżeli chodzi o mnie, to miło, że moje nazwisko pojawia się w takim kontekście, ale stoi za tym dużo więcej osób. Jestem nowy na tym stanowisku, lecz wielu moich poprzedników przez długie lata pomagało piłkarzom osiągnąć taki poziom. Wystarczy pomyśleć o pracy, jaką wykonali Paul McGuinness, Brian McClair, Jim Ryan czy wiele innych osób. Sposób działania był wypracowany. Zadaniem moim i mojego sztabu jest sprawienie, by ta piłka nadal się toczyła.

Manchester United słynie z wychowywania zawodników. Wystarczy spojrzeć na Dzieciaki Busby'ego czy słynny rocznik 1992. Czy klub skupia się na przedłużeniu tej tradycji?

Musi tak być. Nie wyobrażam sobie, by klub pozwolił na brak wychowanków w składzie. Mamy piękne tradycje w tym zakresie. Manchester United potrafi bić rekordy transferowe, ale jednocześnie jest znany z wychowywania piłkarzy. To pomaga w aklimatyzacji wielkich gwiazd. Ludzie poznają okolicę oraz historię Manchesteru United. Poczynając od Dzieciaków Busby'ego, w klubie zawsze był ktoś, kto znał to miejsce i miał je we krwi. Wspaniale jest widzieć zagranicznych zawodników, którzy tu przybywają i stają się częścią naszej rodziny. Ole Gunnar Solskjær pochodził z innego kraju, a jednak wszyscy postrzegają go jako osobę związaną z Manchesterem United. To powód do dumy. Mam nadzieję, że taki stan rzeczy się utrzyma. Trzon klubu muszą stanowić kochający go wychowankowie.

W tej okolicy jest kilka wielkich klubów, więc młodzi chłopcy mają spory wybór. Jaki komunikat przekazuje pan rodzicom starając się o pozyskanie ich dziecka do akademii?

Trzeba być szczerym. Nie ukrywam, że w okolicy oraz w całym kraju jest sporo bardzo dobrych klubów. Wiele z nich jest na tym samym poziomie jeśli chodzi o infrastrukturę. Ten klub daje jednak jasną ścieżkę do pierwszego zespołu. Możesz spojrzeć tym ludziom w oczy i zapewnić, że to prawda i fakty. Raporty, o których wcześniej rozmawialiśmy, tylko to potwierdzają. Manchester United daje ludziom szansę i zapewnia młodym chłopcom wspaniałe kariery. Zawsze mamy nadzieję na pozyskanie zdolnego gracza, który może tutaj zostać przez 10-15 lat i zyskać światową sławę. Wielu z nich nie jest w stanie wywalczyć sobie miejsca w United, ale wówczas czekają na nich inne kluby Premier League, Championship czy League One. To piękna kariera, a ci piłkarze pozostają częścią naszej rodziny. Po zachowaniu danego gracza zarówno na boisku, jak i poza nim, można śmiało określić, czy był wychowany w Manchesterze United. Uczymy ich, jak być dobrymi ludźmi, co jest wielkim bonusem dla sztabu szkoleniowego naszej akademii.

Jak wielką dumę czuje pan widząc Marcusa Rashforda czy Jessego Lingarda grających w pierwszym zespole? W Premier League są także piłkarze tacy, jak Michael Keane czy Tom Heaton, którzy odnoszą sukcesy w życiu zawodowym.

Nie chce wypowiadać się w roli guru futbolu na poziomie akademii, ponieważ jestem tutaj stosunkowo krótko, lecz niektórzy ludzie wykonywali tę pracę przez wiele poprzednich lat. Dla nich to równie wielki powód do dumy. Marcus i Jesse to idealne przykłady tego, do czego staramy się dążyć. Wspaniale jest również oglądać, jak Danny Simpson czy Danny Drinkwater wznoszą w górę puchar za mistrzostwo Premier League. To ludzie, którzy szkolili się w naszej akademii. Radość czerpią z tego wszyscy członkowie sztabu szkoleniowego. Nie możemy decydować o tym, kto gra w pierwszym zespole, to zawsze decyzja menadżera. Na szczęście nasi szkoleniowcy dają szansę młodzieży i wygląda na to, że z José będzie podobnie. Nie da się jednak tego kontrolować. Doprowadzasz piłkarza do pewnego punktu, gdzie wszystko zależy od menadżera. Nie można więc na tej podstawie zbyt mocno oceniać funkcjonowania akademii. Naszym zadaniem jest szkolenie piłkarzy i dostarczanie ich dla Premier League, Championship czy League One. My to robimy i jesteśmy z tego dumni.

Oczywiście sam przeszedł pan przez system szkolenia Manchesteru United we wczesnych latach 90-tych. Co się zmieniło od tamtego czasu, a co pozostało niezmienne?

Dla mnie inny jest rozmiar budynku, liczba piłkarzy, jaka tutaj trafia oraz mnogość agentów. Reszta pozostała taka sama. Reżim treningowy się nie zmienił, podobnie jak cały system. Nauka stałych fragmentów gry, posiadania piłki czy gierek się nie zmieniła. Nastąpiła tylko naturalna ewolucja na przestrzeni lat. Nadal staramy się wpoić tym ludziom ciężką pracę oraz sposób na bycie dobrym człowiekiem. Nie chcemy kogoś, kto po dojściu na szczyt osiądzie na laurach i skupi się na samochodach, domach oraz imprezach. Takie postępowanie prędzej czy później doprowadzi do równi pochyłej. W tym sensie nic się nie zmieniło. W tym klubie trzeba być skromnym i przygotowanym na nieco krytyki. Uczymy piłkarzy odwagi oraz umiejętności gry przed 75 tysiącami ludzi, zawsze dążąc do zwycięstwa. Zmieniła się skala klubu, liczba pracujących tu osób oraz liczba przyjmowanych piłkarzy. Ścieżka od dziewięciolatka do piłkarza pierwszego zespołu Manchesteru United pozostała dokładnie taka sama. Trzeba ciężko pracować, ciężko pracować, ciężko pracować oraz słuchać swoich trenerów. Błędy będą popełniane, ponieważ to wciąż tylko dzieci. Ja sam nie ustrzegłem się pomyłek. Chodzi o naukę na błędach i nie zaliczanie zbyt częstych wpadek. Wówczas ludzie tracą do ciebie cierpliwość i pora się rozstać.

Jak ważny w tym procesie był sir Alex Ferguson i w jaki sposób kontynuuje się jego pracę?

Uważam, że jego wkład był ogromny i niemal niemożliwe będzie powtórzenie tego przez kogoś innego. Wielu ludzi zasługuje na wyróżnienie ze względu na działania dla akademii. Nobby Stiles, Brian Kidd, Jim Ryan, Paul McGuinness czy Warren Joyce. Wszyscy oni odnosili sukcesy z zespołami młodzieżowymi. Historia sir Alexa nigdy jednak nie wydarzy się ponownie. On przybył do klubu i stwierdził, że nie funkcjonuje właściwie. Nie odpowiadał mu zasięg skautingu. Powtarzał, że w dążeniu do bycia największym klubem na świecie nie możemy sobie pozwolić na brak skautów w lokalnych parkach, gdzie grają 9-cio, 10-cio czy 11-latkowie. Reszta jest historią. On poprowadził tych ludzi od grania w lokalnych parkach do zdobywania trofeów z Manchesterem United. To niesamowite. Nie sądzę, by to ponownie stało się kiedykolwiek w przyszłości. Menadżer ryzykujący swoją posadę dla dzieciaków musi być bardzo pewny swoich działań. Musimy próbować to powtórzyć, lecz sir Alex zmienił cały sposób funkcjonowania klubu. Wielu ludzi słusznie jest docenianych za swój udział w tym procesie, ale coś takiego się już nie powtórzy.

Futbol bardzo się zmienił pod względem pieniędzy oraz czasu, przez jaki szkoleniowcy utrzymują się na swoich stanowiskach. Czy uważa pan, że jest szansa, że zobaczymy kolejny rocznik 1992? Pięciu piłkarzy, którzy jednocześnie przebijają się do pierwszego zespołu i odnoszą sukcesy?

To możliwe i mamy taką nadzieję. Kiedy patrzę na tych zawodników, widzę, że są o wiele lepsi, niż ja byłem w tym wieku. Są lepsi niż Scholes, Becks, Neville, Wes Brown, John O'Shea, Darren Fletcher czy wielu, wielu innych. Talentów nam nie brakuje. To jednak nie wystarczy. Jak już wcześniej wspomniałem, liczy się sposób bycia oraz radzenie sobie z porażkami i zwycięstwami. W tym klubie trzeba utrzymać emocje na prostej linii, niezależnie od wyników. Trzeba także trafić na odpowiedni czas. Kiedy my przebijaliśmy się do pierwszego zespołu, mieliśmy sporo szczęścia. Potrzeba też odpowiedniego menadżera, który da młodym ludziom szansę. Patrząc tylko na umiejętności, coś takiego może się zdarzyć ponownie. Zarówno my, jak i inne akademie, mamy w swoich szeregach wielu utalentowanych zawodników. Ciężko będzie jednak wprowadzić do zespołu pięciu czy sześciu piłkarzy jednocześnie. Trzeba do tego odpowiednich liderów, jak Steve Bruce, Roy Keane, Peter Schmeichel, Bryan Robson, Gary Pallister czy Denis Irwin. Gdyby ich nie było, to nie dalibyśmy sobie rady. Wiele się mówi na temat rocznika 1992, jednak bez tego typu graczy by nas tam nie było. Młodzi chłopcy potrzebują dużo pomocy przy wchodzeniu do pierwszego zespołu. To byli dobrzy ludzie, którzy zapewnili nam takie wsparcie. Sprowadzali nas także na ziemię, kiedy zaczynaliśmy być zbyt aroganccy. Pracowaliśmy ciężko od jedenastego roku życia, ale dopisało nam także sporo szczęścia. Potrzeba odpowiednich ludzi wokół ciebie, właściwego menadżera oraz zgrania w czasie.

Jak ważne jest posiadanie zawodników takich, jak Marcus Rashford czy Jesse Lingard, którzy dokładnie wiedzą, jak wygląda ścieżka do pierwszego zespołu?

To ważne z wielu powodów. Nastał ich czas na kontynuowanie klubowej tradycji. Marcus ma dopiero 19 lat, a Jesse 24, ale oni muszą uświadamiać ludziom, w jakim klubie się znaleźli. Nie ma nikogo innego. Paul Pogba także może brać w tym udział, ponieważ zna klub. Michael Carrick ciągle tu jest i zna Manchester United na wylot. Ich zadaniem jest pomoc w aklimatyzacji chłopaków, którzy przyszli tutaj za duże pieniądze. Nowi muszą poznać historię oraz miasto. Mimo młodego wieku, to ich zadanie. To ogromnie ważne dla klubu oraz pierwszego zespołu. Z punktu widzenia akademii niezwykle istotne jest to, że mogę powiedzieć, iż Marcus i Jesse szkolili się tutaj od ósmego czy dziewiątego roku życia. Mogę spojrzeć w oczy rodzicom młodych zawodników i pokazać, że to się dzieje. Być może Jesse i Marcus tego nie wiedzą, ale mają na barkach wielką odpowiedzialność. Każdego tygodnia rywalizują w barwach pierwszego zespołu i muszą sobie poradzić z presją, dziennikarzami, mediami społecznościowymi, menadżerem czy reprezentacją kraju. Na ich plecach znajduje się jednak ciężar, o którym mogą jeszcze nie widzieć. Chodzi o klubową tradycję. To wielka sprawa. To oni muszą przedstawiać nowych graczy Kath pracującej w recepcji oraz uświadamiać kolegom, jak długo ona pracuje w klubie. Sprowadzeni zawodnicy muszą rozpoznawać ludzi pracujących w pralni, stołówce, kuchni, ogrodników oraz ochroniarzy. To członkowie naszej rodziny i trzeba im mówić "dzień dobry" każdego dnia. W klubie to piłkarze są gwiazdami i wszyscy chcą zdobyć ich autografy. W klubowym budynku wszyscy jesteśmy jednak równi. Mamy swoje role i bez jednej osoby nie ma zespołu. Bez ludzi odpowiedzialnych za stroje, kierowców autokarów, ochroniarzy czy osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie stołówki nie bylibyśmy klubem piłkarskim. Nowi piłkarze muszą pojąć, czym jest Manchester United.

To na pewno równie ważne dla kibiców, którzy, podobnie jak w dawnych czasach, dużo bardziej doceniają lokalnych piłkarzy biegających po boisku.

Zgadzam się. Gdyby zapytać najwierniejszych fanów, to oddaliby wszystko za możliwość oglądania lokalnych chłopaków w zespole. Chcemy wygrywać, więc posiadanie wielkich gwiazd również jest istotne. Wszyscy lubią oglądać Zlatana, Pogbę czy innych tego typu graczy. Potrzeba jednak także lokalnych chłopaków. Lokalny to może złe słowo, potrzeba wychowanków akademii. chcemy odczuwać dumę widząc piłkarza jako 14-latka, 16-latka czy 18-latka, a potem oglądać go w pierwszym zespole. Kibice są dużo bardziej wyrozumiali dla takich piłkarzy. My w niektórych meczach graliśmy koszmarnie, a jednak fani zawsze nas wspierali.

Jak pan ocenia ogóle funkcjonowanie klubowych akademii oraz odległość, jaka dzieli grupy młodzieżowe od pierwszych zespołów?

To dosyć trudne pytanie. Futbol na poziomie akademii na swoje wzloty i upadki. Widziałem naprawdę dobre spotkania, ale z drugiej strony zdarza się, iż w United, City czy Liverpoolu grają ci sami ośmiolatkowie, którzy później przechodzą przez kolejne szczeble. Oni stają się przyjaciółmi. Za moich czasów to także się zdarzało, jednak wytwarza to swego rodzaju strefę komfortu. W Manchesterze United staramy się wyciągać z niej piłkarzy. Zabieramy ich za granicę, gdzie mogą grać przeciwko klubom włoskim, hiszpańskim czy latynoskim. Stawiamy im wyzwania, by uświadomić im, że futbol nie zawsze jest taki sam. Rywale są różni. Grasz przeciwko drużynom stosującym długie podania, grającym czysty futbol lub chcącym po prostu kopać cię po nogach. Są też tacy, którzy zdominują cię fizycznie. Nasi chłopcy muszą być świadomi, że muszą być w stanie przystosować się do każdego meczu. W Manchesterze United, grając na najwyższym poziomie, musisz mieć zdolność adaptacji. W jednej chwili możesz mierzyć się z Wimbledonem z wczesnych lat 90., a w następnej grasz przeciwko Barcelonie. Nie można obierać jednego kierunku, trzeba się przystosowywać i rozwijać. Myślę, że zespoły młodzieżowe powinny wyjeżdżać za granicę. Jeśli klubu na to nie stać, wystarczy zorganizować turniej na miejscu. Radziłbym również, żeby nie szkolić zbytnio dzieciaków w młodym wieku. Trzeba dać chłopakom możliwość naprzemiennej gry przeciwko różnym stylom gry i pozwolić im samym się dostosować. Zbyt często dzieciaki są nadmiernie szkolone. Do akademii trafiają chłopcy w wieku dziewięciu lat, którym cały czas wpaja się zasady i rozstawia ich na różnych pozycjach. To trudne. Kiedy spojrzy się na wielu piłkarzy, którzy odnieśli sukces w Premier League, to widać, że nie zaczynali swojej kariery na obecnej pozycji. Gary Neville był pomocnikiem, później środkowym obrońcą, a skończył jako najlepszy prawy obrońca w historii tego klubu. W naszej akademii wierzymy, że nadmierne szkolenie młodzieży w młodym wieku nie jest właściwe. Trzeba z tym uważać.

Jak pan ocenia system wypożyczeń? Wydaje się, że dla niektórych piłkarzy taka droga bardzo cenna, natomiast inni niewiele się uczą w ten sposób.

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Wszystko zależy od tego, jaką jesteś osobą. Jeżeli grasz wystarczająco dużo na odpowiednim poziomie i zaliczasz systematyczne postępy, to nie potrzebujesz wypożyczenia. Jesteś jedną z osób oraz piłkarzy Manchesteru United. Jeśli piłkarz opuści nasz budynek na rok, a później na kolejnych sześć miesięcy, to nie możemy na niego wpływać jako na człowieka. W odpowiednim wieku wypożyczenie może się jednak przydać. Pamiętam, że Tom Cleverley dosyć późno się rozwinął i nie grał u nas wystarczająco często. Wówczas pobyt w innym klubie może przynieść wiele korzyści. Jeśli weźmiesz mnie na wypożyczenie w wieku osiemnastu lat i będę grał przez trzy tygodnie, ale ty stracisz pracę, to może pojawić się menadżer, któremu nie przypadnę do gustu i utknę w klubie do końca sezonu. Moim zdaniem, w przypadku wypożyczenia każda zmiana szkoleniowca powinna umożliwiać ci powrót do macierzystego klubu. Przed wypożyczeniem piłkarza zawsze sporo dyskutujemy z członkami sztabu szkoleniowego. Wszyscy zastanawiamy się, czy to właściwy krok. Zawsze mamy nadzieję na sukces, ale nie jesteśmy w stanie wszystkiego kontrolować. W idealnym scenariuszu nie wypuszczamy piłkarzy z klubu.

Wielu piłkarzy zadebiutowało w pierwszym zespole podczas ostatniego spotkania poprzedniego sezonu. Jaką miałby pan dla nich radę odnośnie regularnych występów na tym poziomie?

To było dla nich dobre doświadczenie. Ciężko na to pracowali przez cały sezon w barwach rezerw. W trakcie sezonu odszedł z klubu Warren Joyce, a ja objąłem jego stanowisko. To była dla nich spora zmiana. Nasz skład był naprawdę niewielki. Miło było widzieć, że piłkarze zostali wynagrodzeni na koniec sezonu. Moja rada? Zapomnieć o tym i wrócić do ciężkiej pracy. Rodzicom się to podobało i mnie także. Pamiętam swój nastrój związany z grą w pierwszym zespole. Chłopaki muszą sobie jednak uświadomić, że jeszcze nie są na takim poziomie i muszą ciężko pracować, by regularnie tam grać. Dopiero grając regularnie przez pięć, sześć, siedem czy osiem lat, możesz nazwać siebie piłkarzem. Trzeba pogratulować chłopakom, poklepać ich po plecach, ale potem przypomnieć, że czeka ich ciężka praca. Być może znów na poziomie rezerw. Radzę im, by nie wyobrażali sobie, że już są częścią pierwszego zespołu, dopóki nie rozegrają w nim przynajmniej pięćdziesięciu spotkań.

Darren Fletcher stwierdził, że nie spodziewał się, iż będzie w stanie grać na takim poziomie. Dopiero kiedy rozegrał cztery czy pięć sezonów i zdobył kilka trofeów, przekonał się, że to było możliwe.

Myślę, że właśnie dlatego Darren miał tak wspaniałą karierę i nadal jest w stanie grać na wysokim poziomie. Pamiętam, jak Eric Harrison nie wierzył w nas do momentu, kiedy wygraliśmy potrójną koronę. Wówczas przyznał, że osiągnęliśmy sukces. Bardzo miło było usłyszeć takie słowa. Współczesny futbol i media społecznościowe mocno to utrudniają. Chłopak rozegra dziesięć meczów i jest ustawiany na piedestale jak supergwiazda. Współczuję im, ponieważ każdy dzieciak dałby się ponieść w takiej sytuacji. Rolą trenerów jest uspokajanie ich i uświadamianie, że przed nimi nadal długa droga.

  Autor: MUTV       Data ukazania: 24.07.2017       Tłumacz: Rio5fan

Przeczytaj także inne wywiady:


Przejd> do góry strony