Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

FA CUP

[Terminarz] [Strzelcy] [Asysty] [Kartki] [Relacje]


16' Wayne Rooney
20' Darren Fletcher
38' Nani
51' Rio Ferdinand
60' Wayne Rooney
74' Darren Fletcher
75' Darren Fletcher
Eduardo 48'
Emmanuel Eboue 50'
Gilberto Silva 61'
Emmanuel Adebayor 75'
Godzina: 18:15
Data: 16.02.2008 r.
Stadion: Old Trafford

Manchester United: Van der Sar - Brown, Ferdinand, Vidic, Evra - Fletcher, Carrick, Anderson (Scholes 72'), Park - Rooney (Saha 71'), Nani

Arsenal: Lehmann - Hoyte, Gallas, Toure, Traore - Eboue, Fabregas (Flamini 70'), Silva, Hleb (Adebayor 70') - Eduardo (Senderos 71'), Bendtner

Czerwone Diabły nie miały ostatnio lekkiego życia. Najpierw remis z Tottenhamem, następnie bolesna porażka z Manchesterem City podczas obchodów 50. rocznicy katastrofy w Monachium i w konsekwencji spadek z fotela lidera angielskiej Premiership. Dzisiaj jednak podopieczni sir Alexa Fergusona pokazali, że nie warto ich tak szybko skreślać. Bez większych problemów poradzili sobie bowiem z Arsenalem Londyn w V rundzie FA Cup.

Pierwsza połowa rozpoczęła się nadzwyczaj dobrze, mimo iż Cristiano Ronaldo zajął miejsce na trybunie. Manchester United wyraźnie był nastawiony na grę ofensywną, co było widać po ilości ataków na bramkę Lehmana.

Po kilku minutach rozgrzania się i rozpoznania przeciwnika, Diabły wkroczyły do akcji. Już w 16. minucie na prowadzenie gospodarzy wysunął Wayne Rooney. Nani z narożnika boiska zagrał piłkę do Andersona, ten przedłużył na około 5 metr, a Wazza nieco poprawił strzał kolegi i na Old Trafford wybuchła euforia.

Podbudowani dobrą grą zawodnicy United nie kazali nam długo czekać na kolejną bramkę. W 19. minucie spotkania Nani znalazł się przy linii końcowej boiska, ładnym zwodem pozbył się obrońcy, który „siedział mu na plecach” i celnie dośrodkował w pole karne. Podanie wykorzystał Darren Fletcher, który podwyższył wynik na 2:0. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od głowy Gallasa, jednak to Szkotowi zostało zaliczone trafienie.


Parę minut potem, dobrą okazję mieliby gracze Fergusona gdyby… na murawie był Ronaldo. Niestety rzut wolny wykonywał Nani, i jego strzał okazał się zbyt słaby dla tak doświadczonego bramkarza jakim jest Lehman. Próba kontry Arsenalu i kolejna akcja United. Ładne, prostopadłe podanie otrzymał Rooney, lecz tym razem przegrał z goalkeeperem Kanonierów.

Arsenal oddał groźny strzał w 26. minucie. Z woleja z odległości 12 metrów uderzał Bendtner, lecz Patrice Evra wspaniale go zablokował. Niedługo potem kolejny popis swoich umiejętności dał dobrze grający tego wieczoru Darren Fletcher. Wspaniale dośrodkował w pole karne, tam Wayne przyjął piłkę na klatkę, jednocześnie myląc obrońcę Arsenalu i oddał mocny strzał na bramkę przeciwników. Niestety nie dość dokładny.

W 36. minucie gospodarze całkowicie przyćmili Arsenal. Podanie z głębi pola dostał Nani, ładnie przyjął piłkę i uderzył po ziemi! Tym samym Diabły prowadziły już trzema bramkami!

Chwilę później graczom z Londynu udało się nawet zdobyć kontaktową bramkę. Na ich nieszczęście – sędzia odgwizdał spalonego. Tuż przed końcem pierwszej części pojedynku, Fletcher próbował przelobować Lehmana z około 16 metrów. Jens jednak w porę się wycofał i zdołał złapać piłkę.

Do przerwy wynik nie uległ już zmianie. Pierwsze 45 minut zdecydowanie należało do Manchesteru United, który non stop atakował i łatwo wypracował sobie dużą przewagę. Arsenal ograniczył się do kilku ładnych kontr i wymian podań. Widać było, że dzisiaj nie są w najlepszej formie. Po przerwie żaden z managerów nie zdecydował się na zmiany w swoich zespołach.

Wraz z rozpoczęciem drugiej części meczu wznowiły się ataki Manchesteru United. Pierwszą dobra okazję miał Wayne Rooney, który mocno uderzył po błędzie Eboue. Lehman jednak zdołał sobie poradzić.

W 48. minucie Kanonierzy praktycznie pogrzebali swoje szanse na wygraną, a nawet remis. Eboue w pojedynku powietrznym uderzył butem Patrice’a Evrę w okolicę podbrzusza za co sędzia Wiley bezzwłocznie usnął go z płyty boiska.

Piłkarze United czuli się coraz pewniej co można było wywnioskować z bawienia się futbolówką przez Rooneya czy Naniego. Wayne w okolicach 62. minuty miał dwie wspaniałe okazje strzeleckie. Najpierw przedarł się lewą stroną i próbował uderzać z ostrego kąta. Za drugim razem, rozłożył Lehmana na łopatki i próbował dograć do Parka, lecz podanie przerwał Gallas.

Zawodnicy z Old Trafford nie zwalniali tempa gry. Przeciwnie, wyprowadzali coraz to nowe ataki. Anderson był wyraźnie spragniony gola, gdyż kilkakrotnie próbował samotnych rajdów i efektownych zwodów. Niezłą okazję Brazylijczyk wypracował sobie w 67. minucie, lecz jego strzał z 11. Metrów minął słupek Lehmana o kilkanaście centymetrów. Chwilę potem jeszcze raz Anderson – tym razem po podaniu Carricka. Lecz i tym razem, zbyt słabo by wpisać się na listę strzelców.

Na 20 minut przed końcem meczu Arsene Wenger postanowił wprowadzić kilka zmian w swoim składzie. Na murawę wbiegli: Flamini, Adebayor oraz Senderos odpowiednio za Fabregasa, Hleba i Eduardo. Ferguson również postanowił oszczędzać swoich zawodników. Saha zastąpił Rooneya, a Scholes zmienił Andersona.

Prędzej czy później kolejna bramka musiała paść. Szczęśliwcem okazał się Darren Fletcher, który trafił po raz drugi. Akcja bardzo podobna do tej z 1 połowy. Nani przy linii końcowej, dogranie i główka Szkota. Lehman wpada bezradnie do bramki z piłką.

Przy takim wyniku, graczom Arsenalu puszczały już nerwy, a Nani było jeszcze stać na ośmieszanie przeciwników przez żonglowanie piłka. Skończyło się to kartką dla Adebayora. W 80. minucie Fletcher miał okazję zdobyć hat-tricka. Znalazł się na czystej pozycji w okolicy 16. Metra, lecz nie zdołał czysto przyjąć podania od Naniego.

Nani pokazał dzisiaj klasę. Walczył do samego końca. Jeszcze w 87. minucie meczu do upadłego walczył o piłkę przy linii końcowej. Ostatecznie ją wywalczył i zdołał zagrać po ziemi do Louisa Sahy. Ten jednak został uprzedzony w ostatniej chwili przez Toure. Chwilę później Saha miał kolejną okazję na dobicie rywala. Znalazł się w sytuacji sam na sam z Lehmanem jednak uderzył prosto w niego.

W doliczonym czasie gry Diabły przycisnęły jeszcze graczy Wengera. Saha odegrał na skrzydło, Nani oddał po ziemi i Francuz uderzył mocno piłkę w kierunku okienka Lehmana. Zabrakło jednak trochę szczęścia. Wynik do końca spotkania nie uległ już zmianie i Czerwone Diabły w wspaniały sposób podnoszą się po ostatnich niepowodzeniach i awansują do VI rundy FA Cup!


Archiwum relacji


Sezon 2016/2017

Sezon 2015/2016

Sezon 2014/2015

Sezon 2013/2014

Sezon 2012/2013

Sezon 2011/2012

Sezon 2010/2011

Sezon 2009/2010

Sezon 2008/2009

Sezon 2007/2008

Sezon 2006/2007

Sezon 2005/2006

Sezon 2004/2005



Przejd> do góry strony