Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

Manchester okiem Biafry » Być kibicem znaczy wiedzieć...

Jak United niespodziewanie sprowadziło następcę Cantony?

Napisany przez Biafra | Data 27 czerwca 2017, 20:15
Tagi: Newsy, Teddy Sheringham, The Treble, Tottenham Hotspur
Jak United niespodziewanie sprowadziło następcę Cantony? Manchester United zszokował nie tylko swoich kibiców, ale i samego zawodnika, kiedy dwadzieścia lat temu w dniu 27 czerwca 1997 roku, zakontraktował na Old Trafford za kwotę 3,5 miliona funtów następcę Erica Cantony.

- To było przyjemne zaskoczenie - wyznał Teddy Sheringham na szybko zaaranżowanej konferencji prasowej. - Byłem przekonany, że ten transfer spalił na panewce jakiś miesiąc wcześniej.

Poprzednie konferencja w Teatrze Marzeń, która odbyła się połowie maja i dotyczyła zakończenia kariery przez Cantonę, pozostawiła kibiców Czerwonych Diabłów w sporym szoku. Tym razem, prezes United, Martin Edwards miał dla fanów o wiele przyjemniejsze wiadomości.

- Dzień dobry panie i panowie - rozpoczął Edwards. - Jestem zaszczycony mogąc państwa poinformować, iż Manchester United doszedł dzisiaj do porozumienia z Tottenhamem Hotspur na mocy którego, Teddy Sheringham zostanie zakontraktowany na najbliższe trzy lata.

Ogłoszenie prezesa klubu zakończyło długie poszukiwania napastnika z wyrobionym nazwiskiem, który z dnia na dzień mógłby wejść w buty francuskiego zawodnika.

- Było około trzynastej popołudniu, kiedy zdałem sobie sprawę, co się właśnie wydarzyło - mówił dzień później uśmiechnięty i wypoczęty po urlopie na Florydzie Sheringham. - Właśnie wróciłem do domu, kiedy otrzymałem wiadomości od swoich rodziców. Próbowali się ze mną skontaktować, gdyż zainteresowany moją osobą był sam Manchester United.

Jak to wyglądało z perspektywy samego Teddy'ego?

- W czwartek popołudniu wróciłem z wakacji w Miami i na mojej poczcie głosowej czekały dwie wiadomości - przyznaje zawodnik. - Jedna z nich była od mamy, druga od taty; oboje pytali o to samo: "Gdzie ty jesteś?!" Brzmieli nieco dramatycznie, ale w taki pozytywny sposób. Natychmiast do nich oddzwoniłem, gdyż pamiętałem, że przecież znajduję się na liście transferowej. Mój ojciec przyznał, że Tottenham zaakceptował ofertę jednego z klubów Premier League.

- Czy to Liverpool?
- Nie.
- Może Newcastle?
- Także nie. O wiele lepiej synu.
- Tylko nie mów, że Manchester United? Tak! To wspaniale! - byłem naprawdę podekscytowany.

- Martin Edwards dzwonił do mnie cztery lub pięć razy, więc natychmiast do niego oddzwoniłem, a on zapytał, czy jestem zainteresowany rozmową z nimi. Oczywiście, że byłem! Zapytał później, czy mogę jeszcze dzisiaj umówić się z nim na kolację. Spotkaliśmy się w nocy, zjedliśmy posiłek i chwilę później zadzwonił sir Alex Ferguson. Prawie wcale nie spałem wówczas, chciałem się upewnić, że to wszystko dzieje się naprawdę. Spotkaliśmy się ponownie rano około dziesiątej i zgodziłem się na wszystko w około piętnaście minut. Tego samego dnia przeszedłem testy medyczne, odbyłem konferencję prasową i złożyłem swój podpis w odpowiednim miejscu.

- Koszulka z numerem dziesięć była dla mnie ważna w United, ale nie był to jeden z warunków. Nasza umowa dalej byłaby ważna, gdyby się to nie udało. Na szczęście Becks (David Beckham) poprosił o numer siedem, więc dziesiątka automatycznie zrobiła się wolna.

Co było dalej?

Pierwszy sezon Sheringhama na Old Trafford nie zakończył się zbyt dobrze, gdyż United odpadło w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Monaco (z powodu bramek na wyjeździe), a na krajowym podwórku, Arsenal złapał dublet (wygrali ligę oraz Puchar Anglii w sezonie 1997/98). Teddy zdobył 14 bramek w 41 meczach (lepiej od niego zaprezentował się tylko Andy Cole - 25 trafień) - ale już w kolejnym sezonie, wszystko zaskoczyło idealnie.

Wprawdzie większość rozgrywek Sheringham spędził na ławce z powodu przybycia Dwighta Yorke'a z Blackburn Rovers za rekordowe 12,6 miliona funtów to właśnie on miał największy wpływ na historię klubu z Old Trafford. Teddy zdobył zwycięskiego gola w finale Pucharu Anglii z Newcastle, powtarzając swój wyczyn pięć dni później podczas najważniejszego meczu sezonu - finału Ligi Mistrzów.

The Treble zostało zdobyte i zakontraktowany dwadzieścia lat temu Teddy Sheringham już na zawsze będzie kojarzony z tym osiągnięciem!

Garść statystyk:
1997/98: 38 meczów, 4 wejścia z ławki, 14 bramek; Tarcza Wspólnoty
1998/99: 11 meczów, 16 wejść z ławki, 5 bramek; Premier League, FA Cup, Champions League
1999/00: 19 meczów, 22 wejścia z ławki, 6 bramek; Premier League
2000/01: 33 meczów, 10 wejść z ławki, 21 bramek; Premier League

A i tak wszystko sprowadza się do tego jednego meczu:

Duncan Edwards. Ten najlepszy

Napisany przez Biafra | Data 5 lutego 2017, 21:53
Tagi: Busby Babes, Duncan Edwards, News
Duncan Edwards. Ten najlepszy „W charakterze i duchu Duncana Edwards ujrzałem prawdziwe odrodzenie brytyjskiego futbolu”
Walter Winterbottom – selekcjoner reprezentacji Anglii.


Odkąd sięgam pamięcią, futbol zawsze stanowił ważną część mojego życia. Szczerze mówiąc, w domu nie miałem zbytnio wyboru. Mój ojciec, najbardziej żarliwy adwokat najpiękniejszej z gier, nie rozpoczynał opowieści na dobranoc od „Dawno, dawno temu…”. Zamiast tego, słyszałem mniej więcej: „Czy wiesz, że Denis Law strzelił sześć bramek w meczu pucharowym przeciwko Luton w 1961, a spotkanie zostało przerwane z powodu opadów deszczu?”. Niektórzy siedmiolatkowie uznaliby to za nudne ciekawostki, ale ja chłonąłem każde jego słowo.

Niekiedy godzinami karmił mój młody umysł opowieściami, jaki 17-letni Pele przerzuca piłkę nad bezradnym obrońcą i zdobywa gola w finale mistrzostw świata w 1958 lub jak George Best zgubił raz krycie, jedynie dzięki zgubieniu swoich butów. Nie skłamałbym mówiąc, że był, i nadal jest, futbolowym maniakiem, a jego pasja przeszła na mnie.

Wraz z moim bratem, ojciec chrzestnym i kuzynem, zjeździliśmy kraj wzdłuż i wszerz oglądając mecze piłkarskie na wszelkich szczeblach rozgrywek, starając się zapamiętać te wszystkie chwile, mające przetrwać w naszych głowach na zawsze. Jedyne pytanie, jakie zadawaliśmy sobie widząc wszelkie pokazu geniuszu, brzmiało: czy to naprawdę się dzieje? Podczas tych podróży, mieliśmy szczęście widzieć w akcji najlepszych piłkarzy, ale także tych najgorszych, jednak mimo wszystko, wciąż tam byliśmy. Widzieliśmy zawodników, którzy wykonują rzeczy, o jakich my mogliśmy tylko pomarzyć.

Wspólnie siedzieliśmy także w ten upalny dzień 8 września 1990 roku na White Hart Lane, kiedy Paul Gascoigne, napędzany sukcesem na Mundialu sprzed kilku miesięcy, niespodziewanie zdobył swojego pierwszego i jedynego hattricka w historii angielskiego futbolu. Podczas lat 90., dostąpiliśmy zaszczytu oglądania takich niesamowitych talentów jak Cantona, Beckham, Giggs, Ginola, Klinsmann, Bergkamp, Rivaldo czy Figo, łapiąc momenty, które na zawsze zostaną w naszej pamięci. W ostatnich latach, zostaliśmy oczarowani magią Henry’ego, Ronaldinho, Ronaldo oraz Messiego, a nawet byliśmy na finale Pucharu Anglii z 2006 roku, kiedy Steven Gerrard zaliczył kompletny występ, zdobywając dwa gole i prowadząc Liverpool do wygranej w stylu prawdziwych „Roy of the Rovers”.

Wracając ze swoich futbolowych pielgrzymek, byliśmy często tak poruszeni wspaniałymi występami zawodników, że nasza konwersacja przechodziła płynnie do jednego, starego jak świat pytania: kto był najlepszym piłkarzem wszech czasów? Nigdy nie umiałem się zdecydować na jedno nazwisko, gdyż mój umysł przeskakiwał po całym rankingu od Pele do Zidane’a, mój dziadek Barry zawsze podawał taką samą odpowiedź: Duncan Edwards. Zazwyczaj nic sobie z tego nie robiliśmy, ale on był uparty: w jego oczach Edwards był, i zawsze będzie, tym najlepszym.

W latach 50., mój dziadek za pomocą własnych stóp, busów i pociągów przemierzał różne zakątki kraju, aby obserwować w akcji najlepszych piłkarzy tamtych czasów. Czy deszcz, czy słońce, każdej soboty musiał być na meczu, wciśnięty w tłum na trybunach, z przypiętą rozetą w klapie, zamierzając przeżyć piłkarską ucztę. Był to okres, który został zapamiętany jako złote czasu angielskiego futbolu, gdyż ówcześni kibice mogli podziwiać w akcji sir Stanleya Matthewsa, Billy’ego Wrighta, sir Toma Finneya oraz Johna Charlesa podczas ich najlepszych lat kariery. Jednak to Duncan Edwards z Manchesteru United tak naprawdę przykuwał jego uwagę.

Wielki, silny, szybki i wysportowany – mój dziadek przekonywał, że 'szóstka' z Manchesteru United posiadała także niesamowitą kontrolę piłki i umiejętności pozwalające mu na posyłanie jej w każdy zakamarek boiska za pomocą obu nóg, a dodatkowo była czołgiem w odbiorze, czuła się komfortowo na każdej pozycji i miała serce lwa. Nie było nic, co mogłoby go przestraszyć.

Jako jeden ze słynnych Dzieciaków Busby’ego, był także integralną częścią zespołu, który wygrał dwa mistrzostwa kraju, zagrał w finale Pucharu Anglii oraz dwa razy dotarł do półfinału Pucharu Europy. Do niego także należał rekord jeśli chodzi o najmłodszego zawodnika w reprezentacji Anglii, co prowadziło do kolejnego argumentu mojego dziadka: gdyby nie katastrofa w Monachium, to właśnie Edwards, a nie Bobby Moore byłby kapitanem Anglii, sięgającej po triumf na mistrzostwach świata w 1966.

Wszyscy zgadzaliśmy się z tym, że Duncan Edwards był dobrym zawodnikiem, ale rozegrał tylko cztery pełne sezony w profesjonalnym futbolu, co umówmy się jest za krótkim okresem, aby
otrzymać tytuł najlepszego piłkarza wszech czasów. I nawet jeśli to, co o nim mówią jest prawdą, gra kiedyś była zupełnie inna – była wolniejsza, mniej techniczna, mniej wymagająca.

Nie ma wątpliwości, że w dzisiejszych czasach, miałby problem z odnalezieniem się. Co więcej, warto także wziąć pod uwagę jeszcze jedną rzecz – osoby, które pamiętają grę Edwardsa mogą być nieco przyćmione sentymentem ze względu na to, co wydarzyło się później.

Ignorując nasze protesty, mój dziadek dalej brnął w zaparte i przytaczał słowa sir Bobby’ego Charltona: „Kto jest najlepszym piłkarzem w historii? Najlepszym z którym grałem? Czy najlepszym przeciwko któremu grałem? Nie ma to znaczenia, odpowiedź zawsze będzie taka sama, Duncan Edwards. I pamiętajcie, grałem z Moorem, Bestem i Law. A także przeciwko Pele.” W świetle takiej opinii, kto ośmieliłby się sprzeciwić?

Lata mijały, a ja słyszałem coraz więcej legend odnośnie wspaniałej gry Duncana Edwardsa. Zacząłem się więc zastanawiać, czy przypadkiem mój dziadek nie miał racji. Starając się zrozumieć tę tajemniczą legendę, obejrzałem kilka czarno-białych filmów na YouTubie, pokazujących go w akcji, a także przeczytałem trochę artykułów i książek na temat Dzieciaków Busby’ego. Niestety, nic co obejrzałem lub przeczytałem nie dawało mi odpowiedzi na moje pytanie: czy Duncan Edwards naprawdę był tak dobry jak mówili ludzie?

Starając się dotrzeć do podłoży „wybitności” Edwardsa, doszedłem do wniosku, że tylko w jeden sposób będę w stanie to ocenić: sięgając po raporty meczowe w gazecie z czasów, kiedy jeszcze był czynnym zawodnikiem. Przebrnięcie przez setki artykułów naprawdę otworzyło mi oczy.

Sportowi komentatorzy z czasów Edwardsa byli zachwyceni niemal każdą jego grą. Używano takich słów jak „majestatyczny”, „fenomenalny”, czy „nie z tej ziemi”, a także „tytan” starając się opisać jego wspaniałe występy dla United. Jednakże, nie było przymiotnika, który opisywałby go dokładnie. Był równie dobry w defensywie, jak i ofensywie, więc nie trudno domyślić się, dlaczego tak go chwalono. Podczas gdy fani Manchesteru United mogli oglądać jak młoda gwiazda dominuje Europę, sympatycy reprezentacji Anglii podziwiali go, jak demolował Brazylię, czy ówczesnych mistrzów świata z Zachodnich Niemiec. Szybko zacząłem zdawać sobie sprawę, że niesamowita otoczka wokół tej postaci była prawdziwa. Zdesperowany, żeby znaleźć więcej, postanowiłem napisać książkę o życiu posiadającym tak wiele potencjału, ale zakończonym tak szybko.

Moją misją stało się dotarcie do samego spodu legendy o Duncanie Edwardsie - miałem zaszczyt rozmawiać z jego kolegami z Manchesteru United i reprezentacji Anglii, a wszyscy byli szczęśliwi, że mogli podzielić się ze mną wspomnieniami o nim. Zostałem także zaproszony do domów niektórych przyjaciół Edwardsa, tych niezwiązanych z futbolem, dzięki czemu mogłem zrozumieć, jakim człowiekiem był poza boiskiem. Ich wspomnienia i anegdoty pozwoliły mi na wyciągnięcie Edwardsa z czarno-białych zdjęć, przekształcając w pełny obraz życzliwego, dobrego i pracowitego mężczyzny jakim był.

Jednak podczas tych poszukiwać było coś, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Podczas gdy zawsze czułem, iż piłkarze z lat 50. mieliby ogromny problem z odnalezieniem się we współczesnym futbolu, szybko zdałem sobie sprawę, że w drugą stronę byłoby podobnie. Jak obecne, bogate gwiazdki zareagowałyby na dwa lata obowiązkowej służby wojskowej w środku swojej kariery? Czy byłyby zadowolone grając za kilka funtów tygodniowo? Czy wyglądaliby na tak szybkich i utalentowanych po rozegraniu ponad 90 meczów w jednym sezonie, na kiepskich boiskach z twardą piłką i w niewygodnych butach? Rzeczywiście, trudno sobie wyobrazić, żeby postacie jak Cristiano Ronaldo przyjeżdżały na Old Trafford na starym rowerze zamiast Ferrari. Jednak widzicie, Duncan Edwards robił tak cały czas, a nawet więcej.

Moją nadzieją jest, że ta książka, pomoże takim jak ja, nie mającym nigdy okazji zobaczyć Duncana Edwardsa w akcji, docenić jego niesamowity wkład w futbol. I być może, pomoże niektórym z was zrozumieć, że Duncan Edwards był rzeczywiście najlepszym piłkarzem jakiego świat kiedykolwiek widział.

Tekst pochodzi z książki "Duncan Edwards. The Greatest" autorstwa Jamesa Leightona. Moje jest jedynie tłumaczenie wprowadzenia do tej pozycji. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wkrótce na sklepowych półkach ujrzycie całą historię najlepszego piłkarza, jakiego świat kiedykolwiek widział.

Tydzień w Manchesterze: Wem-ber-leeeey!

Napisany przez Biafra | Data 18 kwietnia 2016, 15:07
Tagi: Marcus Rashford, News, Tydzień w Manchesterze
Tydzień w Manchesterze: Wem-ber-leeeey! Nowa seria redaktora Republik of Mancunia, Scotta Pattersona, który od pewnego czasu pisze dla angielskiej wersji FourFourTwo ma już drugi odcinek, który znajdziecie poniżej. Zapraszam do lektury!

Tydzień w pięciu słowach
W końcu jedziemy na Wembley

Co poszło dobrze...
Pokonanie West Ham United i awansowanie po raz pierwszy od siedmiu lat do półfinału Pucharu Anglii sprawiło, że ten tydzień nie mógł wyglądać lepiej.

Nawet najbardziej optymistycznie fani nie zakładali zwycięstwa United, jednak jak wyznał po meczu Slaven Bilić - wygrał najlepszy zespół. Minęło już dwanaście lat od ostatniego triumfu w tych rozgrywkach, więc to chyba odpowiedni czas.

a co nie
Było dobrze, a później przyszedł pojedynek z Aston Villą, który był po prostu koszmarny. Pojawiło się sporo komentarzy, że obecna drużyna The Villans jest najgorszą w historii Premier League, a mimo to, Czerwone Diabły wygrały tylko 1:0.

Cytat tygodnia
"Ach tak? Tak ci się wydaje. OK. Masz na to dowody oczywiście? Rozmawiałeś z panem Perezem i panem Woodwardem?"

Komentarz Van Gaala odnośnie doniesień, iż David de Gea uzgodnił warunki transferu do Realu Madryt.

Co warto wiedzieć?
- Od momentu debiutu w Manchester United, Marcus Rashford strzelił 7 goli w 12 meczach. Żaden inny zawodnik w tym czasie nie przekroczył trzech goli.
- Antonio Valencia zaliczył swoją pierwszą asystę w Premier League od stycznia 2015 roku.
- Aston Villa nie wygrała żadnego z ostatnich 13 spotkań z Manchesterem United (W0, R3, P10)
- Sięgając jeszcze dalej, United przegrali tylko 1 z 41 ostatnich meczów z Villą w Premier League (W30, R10, P1).
- Czerwone Diabły zachowały 11 razy czyste konto w ostatnich 16 meczach.

Filmik/gif tygodnia


Wygrany tygodnia
Marcus Rashford - jego bramka przeciwko WHU pokazała, że to nie tylko dzieciak, któremu się poszczęściło, ale prawdziwy talent. I to właśnie ten talent zabierze United na Wembley.

Wśród fanów Aston Villi już tak popularny Marcus nie będzie: to właśnie jego bramka przypieczętowała spadek drużyny z Premier League. Było to 7 trafienie w 12 meczach, co potwierdza, dlaczego stale znajduje się w wyjściowej jedenastce.

Przegrany tygodnia
Według Van Gaala, Bastian Schweinsteiger nie zagra w barwach United do końca sezonu i prawdopodobnie nie wystąpi także na EURO 2016.

Pomocnik kosztował wprawdzie tylko 6,5 miliona funtów to na pewno był klasowym wzmocnieniem. Szkoda tylko, że ten sezon nie należał do niego ze względu na kontuzje.

Źródło: FourFourTwo

Tydzień w Manchesterze: O decyzjach Van Gaala słów kilka

Napisany przez Biafra | Data 11 kwietnia 2016, 19:23
Tagi: Louis van Gaal, News, Tydzień w Manchesterze
Tydzień w Manchesterze: O decyzjach Van Gaala słów kilka Przeglądając angielskie, a już na pewno internetowe wydanie magazynu FourFourTwo, można trafić na wiele ciekawych materiałów. Tym razem, udało mi się wyłowić nową serię redaktora Republik of Mancunia, Scotta Pattersona, który dzieli się swoimi przemyśleniami odnośnie Manchesteru United w bardzo ciekawej formie. Ze swojej strony postaram się co tydzień podrzucać tutaj jego teksty, ale nie przedłużając...

Tydzień w pięciu słowach
Czas pożegnać miejsce w TOP4.

Co poszło dobrze...
United przez 70 minut nie stracili bramki przeciwko Tottenhamowi.

a co nie
Druga połowa pojedynku przeciwko Kogutom zilustrowała największe bolączki drużyny w tym sezonie. Defensywa była beznadziejna, brakowało kreatywności w grze, a zawodnikom jaj.

W pierwszej odsłonie meczu, niewiele różniło oba zespoły, ale Tottenham potrzebował zaledwie sześciu minut przebłysku, żeby wywalczyć komplet punktów. Wcześniej takie rzeczy się zdarzały, ale wówczas to piłkarze z Londynu byli tymi przegranymi. Nie ma co dużo mówić - Koguty wykonały spory postęp w tym sezonie, czego nie można rzecz o graczach United.

Decyzja Louisa van Gaala o wystawieniu Ashleya Younga z przodu i Jessego Lingarda na środku, a Juana Maty i Anthony'ego Martiala także zasługuje na komentarz: co to do cholery był za pomysł?!

Cytat tygodnia
"Chcę pracować w klubie z odpowiedzialnością, w twardej lidze, tam gdzie nie ma łatwych celów." - Jose Mourinho. Praca w United z pewnością nie będzie łatwa, a były trener Chelsea doskonale wie, iż będzie to ogromne wyzwanie. Nie możemy przecież czekać w nieskończoność.

Co warto wiedzieć?
- Tylko mecze z udziałem Watford (27) miały mniej bramek w pierwszej połowie niż spotkania United (29 goli).
- United nie dało rady oddać celnego strzału na bramkę Kogutów w pierwszych połowach obu meczów tego sezonu.
- Pomiędzy pierwszą i trzecią bramką dla Tottenhamu minęło zaledwie 5 minut i 46 sekund.
- Koguty pokonały Czerwone Diabły na White Hart Lane po raz pierwszy od maja 2001 roku, kończąc serię 14 meczów bez wygranej u siebie.

Filmik/gif tygodnia




... plus Memphis vs Kyle Walker. Ding ding...



Wygrany tygodnia
Anthony Martial strzelił swoją 13 bramkę w sezonie, będącą także 1000 trafieniem United w Premier League podczas wygranej 1:0 z Evertonem. W tym meczu także pokazał się z jasnej strony, wyglądając jak jedyny, któremu zależy na zwycięstwie. Dodatkowo, to do niego należał jedyny celny strzał w tym spotkaniu.

Tim Fosu-Mensah jest z kolei jedynym, który mógł opuszczać Londyn z podniesioną głową. 18-letni obrońca popisał się wieloma wspaniałymi interwencjami, wyglądając na najbardziej doświadczonego z czwórki defensorów, chociaż było zupełnie inaczej. Zaledwie 10 minut po jego zejściu, United straciło 3 gole.

Przegrany tygodnia
Phil Jones rozegrał swój pierwszy mecz od trzech miesięcy (w drużynie rezerw) i wyglądał naprawdę tragicznie. Kilka razy założono mu siatkę, zupełnie odstawał w pojedynkach biegowych. Wypuszczenie go w meczu Premier League byłoby tragedią, ale nie wiem, czy taki pokaz umiejętności przeciwko drużynie Chelsea U21 (znajdującej się w połowie tabeli) nie jest większą.

Matteo Darmian prawie dogonił Jonesa pod względem koszmarnego występu. Z tą różnicą, iż on grał w Premier League, w ważnym meczu przeciwko Tottenhamowi. Marcos Rojo także był kandydatem, ale kiedy Darmian wchodził na boisko, wynik był 0:0. Kilka minut później, na tablicy widniało już 3:0 dla przeciwnika.

Źródło: FourFourTwo

Van Gaal vs Koeman: To coś więcej niż futbol

Napisany przez Biafra | Data 23 stycznia 2016, 13:20
Tagi: Ajax Amsterdam, Louis van Gaal, News, Ronald Koeman
Van Gaal vs Koeman: To coś więcej niż futbol Kiedy w sobotnie popołudnie, Southampton przyjedzie do Manchesteru, żeby zmierzyć się z Czerwonymi Diabłami, stawką pojedynku będzie coś więcej niż tylko wynik. Niezależnie od tego, co wydarzy się na boisku, menedżerowie obu drużyn z pewnością będą myśleć o czymś bardziej osobistym. Wiecie, Louis van Gaal oraz Ronald Koeman w ubiegłym sezonie mocno się pilnowali, ale teraz, wydaje się, iż holenderscy trenerzy idą na bitwę i nie obędzie się bez rozlewu krwi.

Panowie mieli okazję pracować wspólnie w Barcelonie, gdzie Van Gaal był menedżerem a Koeman jego asystentem. Ponownie para spotkała się w 2004 roku w Ajaksie. Początkowo, podział obowiązków wydawał się oczywisty: Koeman był menedżerem, Van Gaal dyrektorem sportowym. Mówiąc wprost, pierwszy z nich zajmował się wszystkim, co miało związek z pierwszą drużyną, podczas gdy drugi z panów był odpowiedzialny za kontakt ze skautami i ściąganie nowych zawodników. Dzięki temu, Koeman mógł skupić się tylko i wyłącznie na meczach, nie martwiąc się zupełnie o transfery. Brzmi logicznie, prawda?

Jednak nie dla Van Gaala. Obecny menedżer Manchesteru United zawsze uwielbiał mieć władzę, a jego pobyt w Ajaksie w roli dyrektora sportowego nie był wyjątkiem. Niemal natychmiast po objęciu stanowiska, Louis zaczął wtrącać się w interesy Ronalda, mieszając w pierwszej drużynie. Wkrótce zaczęło to drażnić menedżera zespołu.

Jak wspominał Koeman w swojej biografii, podczas każdej sesji treningowej, Van Gaal brał krzesło ze swojego biura i usadawiał się zaraz obok boiska treningowego. Następnie obserwował i oceniał piłkarzy, których szkolić miał trener. Przy kilku okazjach, dyrektor sportowy bił brawo zawodnikom, których lubił najbardziej.

Koeman był poirytowany. Koniec końców to on był menedżerem Ajaksu. Jako dyrektor sportowy, Van Gaal był w klubie, żeby mu pomagać, a nie podważać jego autorytet na oczach piłkarzy pierwszego zespołu. Negocjowanie transferów i dopinanie kontraktów w gabinecie - to było zadanie Van Gaala. Nie powinien dorzucać swoich trzech groszy do metod treningowych Koemana.

To jednak nie koniec. Status sprawy zmienił się ze złego na fatalny, kiedy Van Gaal zaczął aranżować spotkania z Koemanem, żeby przedyskutować taktykę. Ponownie menedżer czuł, iż dyrektor sportowy podważa jego autorytet. Dlaczego Louis starał się mu mówić, co ma robić? Czy to nie on był trenerem i osobą odpowiedzialną za taktykę?

Sprzedaż Zlatana


Gdyby tego było mało, doszła jeszcze sprawa Zlatana Ibrahimovicia. Napastnik, sprowadzony jeszcze przez poprzednika Van Gaala, swoją markę wyrobił sobie właśnie w Eredivisie, grając dla Ajaksu. Podczas przygody klubu z Ligą Mistrzów, także był jedną z najjaśniejszych gwiazd zespołu, oczywistym więc było, że latem 2004 roku, wielkie kluby zgłoszą się po Szweda. Jednakże Koeman był bardzo zdeterminowany, żeby zatrzymać Zlatana.

Ku przerażeniu menedżera, Van Gaal był innego zdania i w ostatnim dniu okienka transferowego, zaakceptował ofertę Juventusu Turyn za Zlatana Ibrahimovicia. Szwedzki napastnik odszedł, a wobec faktu, że okienko lada moment miało się zakończyć, Koeman nie miał czasu na zakupienie następcy.

Ronald był wściekły. Oczywiście, to do obowiązków Van Gaala należało zajmowanie się transferami, ale sprzedaż największej gwiazdy w ostatnim dniu okienka bez konsultacji z menedżerem? Kto miał zastąpił Zlatana? Kto miał teraz strzelać bramki zamiast niego? Jak Koeman miał walczyć o największe trofea z Ajaksem, skoro został bez największej gwiazdy?

On albo ja!


Rywalizacja Koemana i Van Gaala dotarła do punktu kulminacyjnego w momencie, gdy ten drugi przyznał publicznie, że Ajaks "nie gra już w stylu Ajaksu" (kibice United coś na ten temat wiedzą, prawda?). W klubie z Amsterdamu, gdzie nieustannie czuć można było presję ze strony kibiców i legend takich jak Johan Cruyff, aby prezentować ofensywną filozofię w myśl Futbolu Totalnego, takie słowa Louisa musiały być niczym nóż w plecy Ronalda. Wściekły menedżer zwrócił się do zarządu o podjęcie ruchów.

Tak też się stało. Zarząd wysłuchał Koemana i zwolnił Van Gaala. Możliwe, iż to właśnie rywalizacja z dyrektorem sportowym napędzała menedżera, gdyż wkrótce po odejściu Van Gaala, Ajaks zaczął prezentować się coraz gorzej. W lutym 2005 roku, zarząd był zmuszony zwolnić trenera. Taki obrót spraw pozostawił Ajaks bez Koemana, Van Gaala i Zlatana. To musiało zakończyć się rozlewem krwi.

Od momentu zwady w Ajaksie, Van Gaal i Koeman nigdy się nie pogodzili. Kiedy Manchester United zmierzy się z Southampton, obaj menedżerowie będą chcieli wyjść z tego starcia zwycięsko i pokazać światu, kto ostatecznie ma rację.

To coś więcej niż futbol. To pojedynek osobisty.

Źródło: FourFourTwo
Autor: Elko Born
Archiwum wpisów

MECZE

TABELA PREMIER LEAGUE

1. Arsenal Arsenal 0 0 0
2. Bournemouth Bournemouth 0 0 0
3. Brighton Brighton 0 0 0
4. Burnley Burnley 0 0 0
5. Chelsea Chelsea 0 0 0
» Pokaż pełną tabelę «

OSTATNIO NA FORUM


» Przejdź na forum «

STATYSTYKI - BRAMKI

Zawodnik PL LE FA EFL SUMA
1. Zlatan Ibrahimović 17 5 1 4 27
2. Henrich Mychitarian 5 6 1 0 12
3. Marcus Rashford 5 2 3 1 11
4. Juan Mata 6 2 0 2 10
5. Paul Pogba 5 3 0 1 9

KONTUZJE

Juan Mata
Zawodnik: Juan Mata
Kontuzja: uraz kostki
Kiedy: 18.07.2017
Powrót: 25.07.2017
Ashley Young
Zawodnik: Ashley Young
Kontuzja: uraz uda
Kiedy: 04.05.2017
Powrót: październik 2017
Luke Shaw
Zawodnik: Luke Shaw
Kontuzja: Uraz nogi
Kiedy: 30.04.2017
Powrót: wrzesień 2017
Marcos Rojo
Zawodnik: Marcos Rojo
Kontuzja: Więzadła krzyżowe
Kiedy: 20.04.2017
Powrót: grudzień 2017
 

CIEKAWOSTKI

Wiedziałeś? Bryan Robson był kapitanem Manchesteru United przez 11 lat.

REKLAMA

Sklep piłkarski Nike Manchester United

POLECAMY